Egmont
komiks

Liga Sprawiedliwości #2: Podróż Złoczyńcy [recenzja]

Chyba już za stary jestem aby dać się uwieść komiksom o grupach znanych superbohaterów. Drugi tom „Ligi Sprawiedliwości”, podobnie jak pierwszy, ma za zadanie przyciągnąć do siebie fanów Batmana, Supermana, Wonder Woman, Green Lanterna i kilku innych, celem odcięcia kuponów od ich popularności. No bo jak taki szanujący się miłośnik danej postaci może przejść obojętnie obok albumu, w którym odgrywa ona nawet marginalną rolę? Takie crossovery mają niewielki wpływ na samodzielne serie, rozgrywają się gdzieś na uboczu, pomiędzy wierszami, z dala od głównych historii. I podobnie jest z „Podróżą Złoczyńcy”, która niczym wakacyjny hollywoodzki blockbuster, ma za zadanie dostarczyć ogromu rozrywki w przerwach na przegryzanie popcornu.

Liga ponowie zwiera szeregi aby stawić czoła globalnemu zagrożeniu. Tym razem jest nim niejaki Graves, pisarz będący jednym z największych zwolenników działań grupy, a który w obliczu osobistej tragedii zwraca się przeciwko nim. Owszem, Geoff Jones zachowuje pozory i zawiązuje jakąś intrygę, w tle dorzucając kilka miłosnych wzlotów i rozczarowań, i parę zabawnych dialogów padających z ust docierających bohaterów. Niemniej jest to kropla w morzu efektownych bitew, pojedynków, wybuchów, wystrzałów i wymierzonych ciosów. Akcja toczy się szybko, jest spektakularna i ma robić wrażenie. Największą wadą „Ligii Sprawiedliwości” jest jednak fakt, że zamiast wokół ukształtowanych już bohaterów budować fabułę, autor do tejże fabuły nagina postacie. Przez to otrzymujemy już trzecią wersję Batmana w Nowym DC Comics: w serii Snydera jest on błyskotliwym detektywem, w „Detective Comics” bezmyślnym osiłkiem, a u Jonesa zarozumiałym dupkiem. Patosu i naiwności tu nie brakuje, ale jako tako da się to przełknąć dzięki rozbuchanym rysunkom Jima Lee, który bardzo udanie wizualizuje brawurowe sceny swym niby-realistycznym, idealizującym rzeczywistość stylem (mowa oczywiście o kobiecych kształtach i męskich torsach). Choć zdarzają mu się anatomiczne wpadki, są umiejętnie maskowane przez intensywną kolorystykę.

Jeśli macie ochotę na wtórną fabułę, przewidywalne zakończenie i kompletnie niezobowiązującą rozrywkę pełną akcji i wizualnych fajerwerków to nie ma przeszkód aby sięgnąć po „Ligę Sprawiedliwości” (zarówno po pierwszy jak i drugi tom, oba stoją na tym samym poziomie). Ot taki solidny, superbohaterski średniak.

Kategorie
komiks
Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Dodaj komentarz