Wydawnictwo Komiksowe
komiks

Kot rabina [recenzja]

Zapewne nie tylko ja straciłem już nadzieję, że kiedykolwiek doczytam do końca serię „Kot rabina” Joanna Sfara, którą krakowskie wydawnictwo Post porzuciło w 2006 roku po wydaniu drugiej części. Ale pod koniec tego roku Wydawnictwo Komiksowe przygotowało dla takich jak ja nie lada niespodziankę – niemal trzystustronicowy album, zawierający wszystkie opowieści o tym niezwykłym kocie.

Trudno się nie cieszyć i jednocześnie trudno się nie zastanawiać, czy warto było tak długo czekać, czy dwa pierwsze albumy nadal będą robiły tak samo duże wrażenie, jak kiedyś, a jeśli tak, to czy pozostałe trzy będą na równie wysokim poziomie? Z takimi pytaniami usiadłem do lektury. I wszystkie wywietrzały mi z głowy już w trakcie czytania pierwszej części, zatytułowanej „Bar Micwa”, ponieważ zdałem sobie sprawę, że obcuję z czymś tak znakomitym, że dopiero teraz, jako czterdziestolatek, zaczynam naprawdę doceniać to, co ten komiks ma mi do zaoferowania.

Ten tytułowy kot, który należy do rabina, to postać rodem z powiastki filozoficznej, albo religijnej przypowieści, pozbawionej jednakże surowości jakiejkolwiek dogmatyki i unikającej umoralniających wykładów na rzecz skłaniającej do myślenia ironii, złośliwego humoru i subtelnej mądrości.

Więc tak: pewnego razu pewien niegłupi i z całą pewnością nieprzypadkowo bezimienny kot, mieszkający z rabinem i jego piękną córką, zjada papugę i zaczyna mówić. Jednak jego pierwsze słowa to same kłamstwa i rabin boi się, że kot zdeprawuje mu córkę. Aby sprowadzić kota na drogę prawości postanawia więc nauczyć go Tory, co w założeniu ma z niego uczynić dobrego żyda. Kot twierdzi jednak, że nie może być żydem, bo nie ma bar micwy, a skoro ma się nim stać to rabin musi mu ją zorganizować. Ale czy kot, nawet obdarzony darem mowy, może przejść bar micwę? Rabin nie jest pewien, więc idzie do swojego nauczyciela po radę, a nauczyciel wdaje się w z kotem w ostrą, światopoglądową dysputę. Debata szybko się kończy, ale zapoczątkowane w niej rozważania na temat znaczenia religijnych rytuałów, pożytków płynących z hipokryzji, potrzeby nieustannego poszukiwania źródeł prawdziwej duchowości, siły przekazywanych ustnie opowieści, odwiecznej walki między tradycją i nowoczesnością oraz fundamentalnej niemożności pogodzenia różnych światopoglądów, z którą musimy się nauczyć żyć i której nieprzyjemne konsekwencje można łagodzić za pomocą sztuki, trwają nadal. Z tym że wszystkie te tematy wplecione są w treść nie jednego, lecz pięciu tomów i zostały rozpisane są kapryśnie nieprzewidywalną fabułę, którą Sfar prowadzi z taką fantazją, swadą i uroczą dezynwolturą, że nie sposób jej nie ulec. Zwłaszcza że fantastyczne, ekspresyjne rysunki, tak typowe dla tego artysty, doskonale pasują do tej opowieści, narzucają jej świetne tempo i kapitalnie budują własny, samowystarczalny, a jednocześnie bardzo uniwersalny świat.

Trudno się nie zakochać w komiksie, w którym w posty i bardzo przekonujący sposób tłumaczy się, dlaczego poświęcanie życia na studiowanie ksiąg jest lepsze, niż poświęcanie życia na hartowanie ciała i naukę walki. I nie jest ważne, że jest to nauka, wynikająca bezpośrednio z tradycji judaistycznej, bo jest to również prawda tak bliska wszystkiemu, co w ludziach najcenniejsze, że nie przynależy już do żadnej religii, lecz do przestrzeni mądrości, która rodzi się z empatii, wrażliwości i z poczucia głębokiej odpowiedzialności za swoje duchowe życie, zbyt ważne, by powierzać je w ręce osób trzecich.

Jeśli jeszcze nie znacie tego „wyszczekanego” i przemądrzałego kota to musicie niezwłocznie naprawić to karygodne uchybienie.

Kategorie
komiks

Dodaj komentarz