komiks

Kościsko – najdziwniejsze komiksowe miasteczko [recenzja]

„Kościsko” prawdopodobnie jest tym z oferty tegorocznych komiksów, który po lekturze pozostawi na czytelnikach najlepsze wrażenie.

Jakaś część tego wrażenia będzie na pewno pokłosiem satysfakcji, ze ów udany album wyszedł spod rąk polskiego rysownika. KRL, czyli Karol Kalinowski nie jest co prawda jeszcze marką tak rozpoznawalną jak wielcy, rodzimi klasycy, ale już poprzednim komiksem, czyli „Łaumą„, na stałe wpisał się w historię polskiego komiksu. Ów tytuł doczeka się niebawem trzeciego wydania, ma teatralną adaptację, a w kolejce czeka również ekranizacja. Niezwykła opowieść o rezolutnej Dorotce urzekła zarówno dziecięcych, jak i dorosłych czytelników, a zorientowanie KRL-a na słowiańską mitologię w połączeniu z nieskrywaną miłością do popkultury dało rezultat w postaci urokliwego arcydziełka dla odbiorcy w każdym wieku. A jak sprawa ma się w przypadku „Kościska”?

[quote align=’right’]”Kościsko” w większym nawet stopniu niż ‚Łauma” jest fabularnym majstersztykiem, dodając do mitologiczo-codziennego zestawu smakowity element science-fiction.

Autor na kolejny tytuł kazał nam czekać kilka lat. „Kościsko” zaskakuje już samym wydaniem, w formacie mało spotykanym w komiksowej ofercie. To bowiem książeczka w niewielkim, kwadratowym rozmiarze, małe wydawnicze cudeńko w twardych oprawach, z raczej radosną ilustracją na okładce – coś co po prostu cieszy nasze oczy. Tak samo jak w przypadku „Łaumy” mamy do czynienia z rodzajem obłaskawionego koszmaru, w pewnych momentach śmiesznego, w innych trochę strasznego, na zmianę optymistycznego i smutnego. To właśnie znalezienie równowagi między wieloma odcieniami emocji świadczy o sile tego komiksu i jest jednocześnie miarą talentu twórcy. Kalinowskiemu udaje się bowiem coś, co jest znakiem rozpoznawczym wielkich artystów, od Papcia Chmiela do Charlesa Schulza – stworzenie uniwersalnej fabuły, w której artysta z pomocą właściwego doboru artystycznych środków wyrazu tym mocniej trąca we wrażliwe struny czytelniczych dusz. A to przecież sztuka nie lada.

To wszystko dostajemy w opowieści o przyjeździe do tytułowego miasteczka dwóch nieco zagubionych w życiu bohaterów – Karola i Maxa, czyli ojca i syna. Karol dostaje prace jako bibliotekarz, Max zaczyna uczęszczać do szkoły poznając nowych kolegów. Obydwaj na swój sposób zaczynają adaptować się do życia w miasteczku. Brzmi zwyczajnie? Pod tym krótkim opisem kryje się mnogość niesamowitości, które zapowiada już krótki, klimatyczny prolog o przebudzeniu pewnego leśnego ducha (czy też bardziej bóstwa, a może i demona w jednym), czyli Leszego, który po ponad stu latach snu wyprawia się w podróż do tytułowego miasteczka, bo najwyraźniej ma na miejscu do załatwienia jakieś niezwykłej wagi sprawy.

To właśnie zestawienie na zasadzie kontrastu mitologicznej, nadprzyrodzonej  sfery ze zwykłą  codziennością daje niezwykle przekonujące efekty, uruchamiając w nas otwartość na przenikanie się archetypów z prozą życia (ot choćby genialny kadr z Leszym i uliczną latarnią). Czerń i biel komiksowych plansz tylko w tym pomaga, pozwalając odczuwać sugerowane przez autora znaczenia na jakimś elementarnym i jednocześnie głębszym poziomie estetycznej świadomości.

Co więcej, „Kościsko” w większym nawet stopniu niż ‚Łauma” jest fabularnym majstersztykiem, dodając do mitologiczo-codziennego zestawu smakowity element science-fiction, który w pewnym momencie wywraca fabułę do góry nogami. I to wszystko gra, wszystko pasuje do siebie w jakiś niezwykły (a może po prostu dogłębnie przemyślany sposób). Efekt jest taki, że „Kościsko”, łącząc wszystkie wymienione składniki staje się opowieścią o pogodzeniu się z życiem, nieważne, czy przynoszącym radosne czy też  smutne bądź przykre niespodzianki. Życie jest jakie jest, wydaje się mówić KRL, a pomóc przez nie przejść pomaga wyobraźnia. A jeśli wyobraźnia jest niczym nieskrępowana, zalewając nas niesamowitościami prowadzi jednocześnie do terapeutycznego przekonania, że i życie i nawet krocząca z nim do pary śmierć mają jednak sens. Aby to zrozumieć, aby tego doświadczyć, wystarczy wybrać się w czytelniczą podróż do najdziwniejszego miasteczka w Polsce. A może i na świecie.

Kategorie
komiks
Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore’a. Pisał artykuły do „Nowej Fantastyki”, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz