Egmont
komiks

Komiksowy maraton, czyli czytamy hurtowo #7

Dzisiejszą edycję sponsoruje odwieczny, spersonifikowany konflikt między Marvelem i DC. Kto wygra?

elektraasassinElektra Assassin. Scenariusz: Frank Miller. Rysunki: Bill Sienkiewicz. Egmont 2016

W latach 80. komiks amerykański przeszedł istną rewolucję. Zrzucił kajdany Comic Code, zabrał się za opowiadanie poważniejszych historii i eksperymentowanie z formą. Największy udział w tych przekształceniach mieli brytyjczycy (Moore, Gaiman, Morrison) i DC Comics (“Swamp Thing”, “Strażnicy”, “Powrót Mrocznego Rycerza”), a kawałka tego tortu pozazdrościł Marvel, który, aby z niego co nieco uszczknąć, zlecił Frankowi Millerowi napisanie dojrzałej opowieści z udziałem Elektry.

Miller zaproponował dzieło mocno awangardowe jak na tamte czasy: pozbawione linearnej narracji (przeszłość miesza się z teraźniejszością, wizje i wyobrażenia z rzeczywistością), która została podporządkowana wypowiedziom bohaterów, często nieskładnym, rwanym i uzupełniającym się, będące polityczną satyrą i w pewnym sensie wyśmiewające się z superbohaterskiego rodowodu. Elektrę obdarzył nadnaturalnymi zdolnościami i w stanie “niespełna rozumu” wysłał na misję zaszlachtowania kandydata na prezydenta. W fabule zastosował mnóstwo przerysowań, wyolbrzymień i symboli, które sprawiają, że album czyta się trudno. Jeśli miało się do czynienia wyłącznie z komiksami superbohaterskimi i oczekuje się opowieści na podobnym poziomie to można się rozczarować. Tym bardziej, że sprawy nie ułatwiają wieloznaczne, neoekspresjonistyczne ilustracje Sienkiewicza, który miesza techniki, ucieka się do karykatury, wizualnych symboli, kolaży i innych niewykorzystywanych dotąd pomysłów.

“Elektra Assassin” jest jednym z najbardziej znaczących komiksów artystycznych lat 80. Objawiła wiele nowych ścieżek narracyjnych i plastycznych, którymi z chęcią podążyli inni scenarzyści i artyści, przyczyniając się do dalszego ekspansywnego rozwoju tej sztuki.

ocena-80

[accordions] [accordion title=’Gdzie kupić?’]

[/accordion] [/accordions]

wonderwoman6Wonder Woman tom 6: Kości. Scenariusz: Brian Azzarello. Rysunki: Cliff Chiang, Goran Sudzuka. Egmont 2016

Prawdziwego mężczyznę można poznać po tym jak kończy, a nie jak zaczyna. Prawdziwą kobietę… w sumie też. To powiedzenie dobrze obrazuje zarówno scenarzystę “Wonder Woman” jak i bohaterkę przez niego pisaną. Oboje skończyli nie najlepiej.

Brian Azzarello odciął się w tej serii od superbohaterskich korzeni, postawił na grecką mitologię (która jak ulał pasuje do Wonder Woman), ciekawe, niesztampowe postacie i wytyczył sobie zupełnie nowe ścieżki w tym podrdzewiałym gatunku. Niestety w finale te ścieżki zbiegły się w punkcie, gdzie kończą praktycznie wszystkie opowieści superbohaterskie. Ciekawe rozstawianie figur na szachownicy, zaplatanie intryg i wątków kończy się po prostu bijatyką, bezsensowną bieganiną w te i wewte, pustymi monologami i nieco naciąganym zamknięciem. Troszkę szkoda, ale mimo to “Wonder Woman” wciąż pozostaje najlepszą wydawaną u nas serią z Nowego DC Comics, najmniej rozczarowującą i przez bardzo długi czas trzymającą wysoki, równy poziom. Na mecie Azzarello co prawda się potknął, ale i tak należą mu się oklaski i kiwnięcie głową w geście uznania.

Graficznie jest bez zmian, to wciąż fajne, równe i przyciągające oko rysunki. “Kości” można brać w ciemno nawet wyłącznie dla nich.

ocena-60

[accordions] [accordion title=’Gdzie kupić?’]

[/accordion] [/accordions]

uxmen2zlamaniUncanny X-Men #2: Złamani. Scenariusz: Brian Michael Bendis. Rysunki: Chris Bachalo, Frazer Irving. Egmont 2016

Kolejny tom “Uncanny X-Men” to typowe lanie wody. Po nawet ciekawym otwarciu w “Rewolucji” i postawieniu interesujących pytań, Bendis rozpoczyna rozmydlanie fabuły. Wątek główny, w którym autor zastanawia się nad rolą X-Menów pod wodzą Cyclopsa (czy to faktycznie rewolucjoniści, czy już może terroryści?), zostaje zepchnięty na daleki tor, a pierwszeństwo przejmuje standardowa superbohaterska “intryga”, czyli lanie, kopanie i promieniami strzelanie. Mutanci lądują w limbo i ścierają się z Dormammu, potem w trakcie rekrutacji kolejnego członka potyczkują się z S.H.I.E.L.D., by na koniec tłuc się z najnowocześniejszą wersją sentinela. Gdzieś tam w tle przewijają się kwestie równouprawnienia, politycznej poprawności czy wzajemnego zaufania, ale wszystko to jest powierzchowne i totalnie podporządkowane rozwałce. Mam wrażenie, że Bendis z wiekiem coraz bardziej sobie odpuszcza: dobre pomysły kończą się na samej idei, dialogi zalatują drewnem a postaci wybite są od jednej sztancy. Szkoda.

Ale za to, autor ma nosa do rysowników. Frazer Irving w hipnotyzujący i niezwykle sugestywny sposób zobrazował piekło, a plansze ukazujące pojedynek z sentinelem to prawdziwa poezja. Chris Bachalo, którego rysunki również bardzo lubię, wypadł nieco bladziej na tle prac Irvinga, ale i w tym przypadku jest na czym zawiesić oko. Podsumowując, “Złamani” to uczta dla oka, a dla ducha już niestety niekoniecznie.

ocena-55

[accordions] [accordion title=’Gdzie kupić?’]

[/accordion] [/accordions]

supermanbatman4Superman / Batman #4: Zemsta. Scenariusz: Jeph Loeb. Rysunki: Ed McGuinnes. Egmont 2016

“Zemsta” jest tak “dobra”, że po kilku dniach od przeczytania, chcąc napisać o niej kilka słów, po prostu nic nie pamiętałem. Dopiero kilkukrotne wertowanie jako tako odświeżyło pamięć, ale już sam ten fakt bardzo wiele mówi nam o czwartym tomie wspólnych przygód Supermana i Batmana. Jeph Loeb kontynuuje dostarczanie niezobowiązującej i totalnie niewymagającej myślenia rozrywki, w stylu letnich kinowych hitów, których zamiarem jest tylko efektownie wyglądać.

Fabularnie jest on następstwem “Władzy absolutnej”; despotyczne działania tytułowych herosów w alternatywnej rzeczywistości skutkują mściwym działaniem pokrzywdzonych w rzeczywistości już naprawionej. A więc dostajemy całe mnóstwo walk, bitew i pojedynków, które nie zawsze mają sens i uzasadnienie. Poza tym album ten jest mocno pisany pod fanów – fanserwis aż się z niego wylewa: mnóstwo tu alternatywnych wersji Supermana, Batmana i Supergirl (m.in. Batman Beyond i Supek z “Czerwonego syna”), które zaliczają maleńkie i niewiele wnoszące występy, jest też miejsce na parodię Avengersów, Bizarro i Batzarro, czy totalnie porąbane fuzje rodem z “Dragon Balla”. Fabuła jest zatem podporządkowana poszczególnym scenom i konkretnym wydarzeniom, a logika staje się drugorzędna.

Rysunki Eda McGuinnesa lubię, doskonale pasują do tego typu teledyskowej opowieści: są rozbuchane, przesadzone i mocno ocierają się o karykaturę. Tak samo jak cały ten komiks.

ocena-50

[accordions] [accordion title=’Gdzie kupić?’]

[/accordion] [/accordions]

flash3ndcFlash #3: Inwazja goryli. Scenariusz: Francis Manapul, Brian Buccellato. Rysunki: Francis Manapul, Marcio Takara. Egmont 2016

Szkoda, oj wielka szkoda, że seria z Flashem tak szybko się “skończyła”. Cały potencjał z pierwszego albumu w ekspresowym tempie wyparował w przestworza. Fajny pomysł z początku serii został pobieżnie przedstawiony i od razu odłożony do szafy, a w zamian po raz kolejny dostajemy coraz mniej atrakcyjną łomotaninę. Tym razem przeciwnikiem Biegacza są wysoko rozwinięte goryle, które przypuszczają zmasowany atak na Central City. Ich celem jest odebranie Flashowi mocy prędkości. Sporo tu “dramatycznych” i rzewnych momentów, walk z małpami, mamutem (!) i kilogramy obowiązkowego patosu, a finał starcia jest więcej niż przewidywalny. Dalsza część albumu to walka z uciekającymi więźniami opatrzona drobnym podtekstem politycznym i zaznaczenie obecności Reverse Flasha. Mimo usilnych starań scenarzystów jest ona równie schematyczna i mało emocjonująca.

A zatem fabularnie Flash wpadł w głębokie superbohaterskie koleiny, z których raczej się już nie wydostanie. Tym co jeszcze może przyciągać do tej serii to rysunki Francisa Manapula, które naprawdę cieszą zmysł estetyczny. Ciekawa dynamiczna kreska, udane próby wyjścia poza standardową narrację (duże wrażenie robi aż dziewięciostronicowa panorama, na której rozszczepiają się linie czasowe – aż szkoda, że nie wydrukowano tego jako rozkładówki), ładna pastelowa kolorystyka sprawiają, że miałką fabułę ogląda się nawet przyjemnie. Jednak nie sądzę aby w tym przypadku grafika była aż tak kluczowa do podjęcia decyzji o zakupie.

ocena-50

[accordions] [accordion title=’Gdzie kupić?’]

[/accordion] [/accordions]

straznicy3nieskonczonosStrażnicy Galaktyki #3: Nieskończoność. Scenariusz: Brian M. Bendis. Rysunki: Francesco Francavilla, Otto Schmidt, Scottie Young. Egmont 2016

Mam wrażenie, że “Strażnicy Galaktyki” Bendisa to taki ciągły spin-off “Avengersów”, z których cienia nie jest w stanie się uwolnić. W poprzednich tomach było to nieco lepiej zakamuflowane i nie aż tak toporne, a w przypadku “Nieskończoności” widać jak bardzo na siłę robiona jest ta seria. Dwa rozdziały odwołujące się do wielkiego eventu Hickmana pt. “Nieskończoność”, absolutnie nic nie wnoszą do głównej historii, są zupełnie zbędne, nieśmieszne (kilka scen miało takich być, ale sorry, nic z tego) i niezgrabnie napisane. W zasadzie ta historia to takie piąte koło u wozu, które tylko przeszkadza. Rysunki Francesco Francavilli, choć mają swój urok, nie pasują do opowieści, tym samym jeszcze bardziej ją udziwniają. Kolejny epizodzik to równie niepotrzebna standardowa sieczka w wykonaniu Angeli i Gamory.

Dalej mamy dwie opowiastki spoza głównej serii, są to “Guardians Team-Up”, w którym Gamora łączy siły z She-Hulk – przyjemna i lekka historyjka Johna Laymana z fenomenalnymi rysunkami Otto Schmidta, w sam raz do ubikacji – oraz całkiem zabawny i sympatyczny “Rocket Racoon” w wykonaniu m.in. Scottiego Younga, skierowany bardziej do młodszych czytelników. Koniec końców, trzeci tom “Strażników Galaktyki” to taki składak z różnych nieprzystających do siebie opowieści, który frajdę sprawi raczej wyłącznie zagorzałym fanom Marvela.

ocena-40

[accordions] [accordion title=’Gdzie kupić?’]

[/accordion] [/accordions]

PS: Wygrał, minimalnie, Marvel.

Kategorie
komiks
Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Dodaj komentarz