Egmont / Scream Comics
komiks

Komiksowy maraton, czyli czytamy hurtowo #4

Co miesiąc na sklepowych półkach ląduje tak duża ilość komiksów, że więcej czasu zajmuje nam ich czytanie niż o nich pisanie. A zatem aby nadrobić trochę tytułów wchłaniamy je hurtowo w wielogodzinnych maratonach i tak też od czasu do czasu będziemy o nich pisać. Dzisiejszą odsłonę sponsorują przede wszystkim podróżujący po odległych galaktykach.

 

hugo_intHugo. Scenariusz i rysunki: Bedu. Egmont 2016

Powiem wprost. Jeśli chcecie namówić dzieciaki do czytania komiksów, sprawić, że poprzez opowieść przeżyją wspaniałą i niezapomnianą przygodę, a i jeśli sami chcecie cofnąć się w czasie i poczuć niczym dziecko, doświadczyć nieskrępowanej radości z obcowania z fantastyczną kreacją, sięgnijcie po “Hugo”.

“Hugo” jest fantastyczno-przygodową opowieścią rozgrywającą się w średniowiecznych realiach. Czwórka bohaterów, tytułowy trubadur, niedźwiedź Biskoto, wróżka Śliweczka i wcielenie losu Narcyz, razem odwiedza ogrom magicznych krain, stawia czoło czarnym charakterom, pomaga słabszym i generalnie dobrze się bawi. Bedu skonstruował niezwykle wciągający świat pełen cudacznych stworów i zasad w nim obowiązujących, o charakterystycznym mroczno-urokliwym tonie. Zawarte w albumie opowieści pełne są dynamicznej akcji, ciepłego humoru, mądrych puent i historycznych ciekawostek. A narysowane są ciekawą kreską łączącą styl realistyczny z satyrycznym. Zarówno wizualnie jak i fabularnie “Hugo” zachwyca i jest to jeden z niewielu komiksów do których chce się raz po raz wracać i ponownie doświadczać. Cudowna rzecz, dla małych, dużych i średnich.

ocena-100

[accordions] [accordion title=’Gdzie kupić?’]
[/accordion] [/accordions]

metabaroni_intKasta Metabaronów, Wydanie zbiorcze t. 1. Scenariusz: Alejandro Jodorowsky. Rysunki: Juan Gimenez. Scream Comics 2016

Po niebywałym sukcesie “Incala” Alejandro Jodorowsky zaczął dopisywać kolejne wątki do stworzonego przez siebie świata, który później nazwano jodoverse. Jedne wychodziły mu lepiej (“Castaka”) inne nieco gorzej (“Technokapłani”), a “Kasta Metabaronów” plasuje się gdzieś pośrodku, ale ze wskazaniem na “lepiej”.

Metabaron, niepokonany i najlepszy wojownik we wszechświecie, był jednym z głównych bohaterów “Incala”. W “Kaście…” scenarzysta przybliża nam losy i niezwykle skomplikowaną historię całego rodu: począwszy od krwawej tradycji inicjacji, poprzez wpływ na rozwój galaktyki, aż do chwili, w której rozpoczyna się akcja “Incala”. Ostatni z Metabaronów pojawia się w samej opowieści niczym duch, przewija się gdzieś pomiędzy kolejnymi historyjkami robotów, a głównymi bohaterami są kolejni jego przodkowie. Jodorowsky zafundował nam ostrą jazdę po bandzie, epicką, barokową space operę, w której spiski i brudna polityka miesza się z krwawymi i spektakularnymi bitwami, przebogaty, tętniący życiem wszechświat przemierzany przez żyjące statki kosmiczne i wspaniałych nieulękłych wojowników wyjętych wprost z kart heroic fantasy. Jest tu wszystko z czego znany jest warsztat autora: magia, metafizyka, wybujała technologia, przemoc, seks, ale i też sporo naiwności i braku konsekwencji w prowadzeniu wątków, chodzenie na łatwiznę i rozmijanie się z logiką. Są zatem niedociągnięcia, ale prawdę mówiąc zupełnie nie przeszkadzają w dobrej zabawie jaką jest czytanie “Kasty…”. Łatwo można dać się uwieść tym wszystkim wizjom i pomysłom i nie ma w tym nic złego, tym bardziej, że za wizualizację wyobrażeń Jodorowsky’ego odpowiada Juan Gimenez. Jego grafiki przyciągają wzrok, hipnotyzują, zachwycają ilością szczegółów, dbaniem o detale i drugi plan, dopieszczonymi tłami, pięknymi kobietami i męskimi samcami. Bez rysunków Gimeneza ta opowieść nie miałaby takiej siły uderzenia i istnieje prawdopodobieństwo, że przepadła by w gąszczu innych tytułów. A tak otrzymujemy przepiękne science fiction, o którym nie sposób zapomnieć.

ocena-80

[accordions] [accordion title=’Gdzie kupić?’]
[/accordion] [/accordions]

wiecznawolnosc_intWieczna wolność. Scenariusz: Joe Haldeman, Marvano. Rysunki: Marvano. Egmont 2016

“Wieczna wojna” to arcydzieło science fiction, w którym Haldeman rozprawił się z demonami wojny wietnamskiej w sposób perfekcyjny, przy okazji fundując mnóstwo niesamowitych pomysłów na ukazanie świata i konfliktu zbrojnego przyszłości i zawierając sporo celnych komentarzy społecznych. Z kolei Marvano z wdziękiem przeniósł tę opowieść do formy komiksu, co niejako dało książce drugie życie i w pewnym sensie przyczyniło się do powstania kontynuacji (literackiej i komiksowej).

“Wieczna wolność” jest naturalną kontynuacją “Wiecznej wojny”, ale podąża już w innym kierunku i podejmuje zupełnie inne zagadnienia. Haldeman zabrał się za tematykę nieprzystosowania się do nowego porządku, poszukiwania własnego miejsca i tożsamości. W czasach pokoju nie ma już miejsca dla indywidualizmu, ludzkość stała się kolektywem klonów obdarzonych zbiorową świadomością, której nie w smak jest istnienie archaicznych pozostałości wojennych w osobach niezależnych weteranów. Jedynym ratunkiem przed utratą niezależności jest ucieczka w kosmos i odnalezienie tytułowej wolności. Haldeman dorzuca do tego jeszcze motyw Boga, serwując mocny, oryginalny i dla niektórych być może kontrowersyjny finał.

“Wieczna wolność” jest bardziej melancholijna niż “Wieczna wojna”, na pewno jest inna, ale pod wieloma względami równie interesująca i oddziałująca na czytelnika. To kawał bardzo dobrego science fiction z pacyfistycznym przesłaniem i fajnie rozegranymi pomysłami. A do tego przyjemne dla oka.

ocena-80

[accordions] [accordion title=’Gdzie kupić?’]
[/accordion] [/accordions]

Malcolm Max 2 - cover - printMalcolm Max #2: Zmartwychwstanie. Scenariusz: Peter Mennigen. Rysunki: Ingo Romling. Scream Comics 2016

“Zmartwychwstanie” ani o jotę nie zmieniło się w stosunku do poprzedniego tomu. Drugi album z serii “Malcolm Max” również jest okrutnie przegadany i rozwleczony fabularnie do granic możliwości. Najgorsze jest to, że cała kryminalna sprawa, której finału być może doczekamy się w trzecim tomie, tak po prawdzie mogłaby się zamknąć w jednym, standardowej objętości. Zamiast zwartej opowieści otrzymujemy mnóstwo zbędnej paplaniny i komentarzy z offu oraz cały szereg totalnie niepotrzebnych scen, które ani nie posuwają fabuły do przodu, ani jej szczególnie nie uatrakcyjniają. Wielka szkoda, że Mennigen tak słabo radzi sobie z materią scenariusza, bo pomysły ma nawet ciekawe, postacie nawet interesujące (acz ich potencjał jest zupełnie niewykorzystany), a komiks ma całkiem fajną atmosferkę.

Jest jednak jeden główny powód, dla którego mam ochotę sięgać po dalsze tomy, a są to rysunki Romlinga. Bardzo ładne, przyjemne dla oka, dobrze skomponowane, z bogatym drugim planem, mające w sobie coś urokliwego i przyciągającego. Dobrze się je ogląda i studiuje bez zagłębiania się w treść dymków, i tak na dobrą sprawę, te wcale nie wydają się potrzebne. Ciekawym jak całość prezentowała by się bez kolorów, bo dodatkowe szkice zamieszczone na końcu albumu wypadają znacznie ciekawiej w czerni i bieli.

ocena-65

[accordions] [accordion title=’Gdzie kupić?’]
[/accordion] [/accordions]

antares2Antares cz. 2. Scenariusz i rysunki: LEO. Egmont 2016

“Antares” zawodzi. Finał serii światów Aldebarana, z opowieści o eksploracji z futurologicznym zacięciem, przeistacza się w smętny melodramat, o tym kto kogo kocha bardziej i dlaczego ten ktoś chce być z kimś innym. Bohaterowie w większości łażą bez celu z jednej lokacji do drugiej, patrzą sobie głęboko w oczy i bez przerwy gadają – a ta gadka również jest bezowocna i nie ma żadnego wpływu na fabułę, zamiast tego sztucznie ją wydłuża i powoduje jedynie odrętwienie.

Dużo rzeczy irytuje. Przede wszystkim to, że wszystkie postacie są sztywne jak kij w dupie, to że wszyscy podziwiają Kim Keller (główna bohaterka trylogii), zakochują się w niej i wychwalają to jaka jest cudowna, podczas gdy z fabuły nic takiego nie wynika. Wkurza nieznośna jednostajność fabuły, brak jakiejkolwiek dynamiki i palenie potencjalnych zwrotów akcji. Ale o ile sposób narracji i fabuła kuleją, o tyle LEO nadal zachwyca kreacją świata, niesamowitym ekosystemem (na każdej planecie innym) i fascynującymi przedstawicielami fauny i flory. Pod tym względem autor nie ma sobie równych. Również tło polityczno-społeczne w pewnym stopniu jest interesujące, choć wyłożone łopatą z szeroką łyżką.

Dobre wrażenie jakie pozostawił po sobie “Aldebaran” i “Betelgeza”, w drugiej części “Antaresa” zostało mocno rozmyte. Fabuła całości mogłaby być z powodzeniem okrojona nawet o dwa albumy (“Antares” składa się z sześciu odcinków) i zupełnie by jej to nie zaszkodziło. A tak dostaliśmy bardzo męczący produkt z momentami.

ocena-55

[accordions] [accordion title=’Gdzie kupić?’]
[/accordion] [/accordions]

sspider5The Superior Spider-Man #5: Zło konieczne. Scenariusz: Dan Slott. Rysunki: Ryan Stegman, Giuseppe Camuncoli. Egmont 2016

“The Superior Spider-Man” to niewątpliwie interesująca seria, głównie ze względu na liczne pomysły związane z tuningiem postaci Petera Parkera (w ciele którego przebywa Dock Ock). Problem w tym, że w parze z tymi konceptami nie idzie fabuła.

“Zło konieczne” podejmuje temat podróży w czasie (co chyba wpisuje się w jakiś narzucony z góry trend w Marvelu), zasysa do uniwersum 616 cyber-Spider-Mana z roku 2099 i skutecznie miesza w obu liniach czasowych. Dzieje się tu naprawdę dużo, akcja pędzi na złamanie karku, cierpią ludzie, korporacje tracą patenty, pająki okładają się po pyskach, a gdzieś w tle buszują Gobliny. Wszystko fajnie, ale tak naprawdę zero w tym emocji, a adrenalina pompowana jest w pustkę. Jedynym wartym uwagi wątkiem, który służy czemuś więcej niż tylko rozbuchaniu fabuły, jest prywatne życie Parkera: obrona doktoratu, podchody do nowej sympatii, walka o wynalazki. Te obyczajowe skrawki nadają całości jakiegoś większego sensu i dobudowują bardzo zaniedbane prywatne życie bohatera, Podoba mi się stawianie na równi obowiązków herosa z obowiązkami człowieka kryjącego się pod tą maską, lub chociaż próba ich pogodzenia i robienia wszystkiego by mieć choć odrobinę prywatności i normalnego życia. Slott ma dobre pomysły, ale niestety gubią się one pod nawałem akcji. Trochę szkoda, no ale z drugiej strony mamy przecież do czynienia z komiksem superbohaterskim.

Graficznie jest poprawnie, choć ani Ryan Stegman ani Giuseppe Camuncoli nie wywarli na mnie wrażenia swoimi pracami. W całej serii, zdecydowanie najbardziej lubię rysunki Humberto Ramosa.

ocena-50

[accordions] [accordion title=’Gdzie kupić?’]
[/accordion] [/accordions]
Kategorie
komiks
Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Dodaj komentarz