komiks

Komiksowy maraton, czyli czytamy hurtowo #31

W dzisiejszym hurtowym czytaniu występują przede wszystkim awanturnicy, tacy z zamierzchłych czasów, współcześni kibole, ale i z pogranicza jawy i snu.

Fanfulla, scen. Mino Malani, rys. Hugo Pratt, Scream Comics 2017. Ocena: 65%

Hugo Pratt zawsze miał rękę do awanturniczych opowieści z rzezimieszkami o gołębim sercu w rolach głównych. Taki był Corto Maltese. Taki jest też „Fanfulla”, jeden z mniej znanych tytułów artysty. Tym razem zabiera nas do czasów renesansu i wojny o Florencję.

Piękne włoskie miasto cierpi wskutek rozdarcia, dwa zwaśnione rody stają do walki o władzę nad tym miejscem. W środku zamieszania ląduje tytułowy Fanfulla, kondotier i zawadiaka, który niedawno przeszedł nawrócenie. Początkowo wiedzie życie pokornego sługi Bożego, ale gdy tylko zagrzmią armaty i do nozdrzy najemnika doleci zapach prochu – pokusa, by chwycić za broń stanie się nieodparta. Tym samym wyląduje w środku większej intrygi politycznej.

„Fanfulla” to bardzo przyzwoita, choć w gruncie rzeczy niezbyt długa historia awanturniczo-szpiegowska z Florencją w tle. Narracja cierpi czasem wskutek gazetowego rodowodu komiksu i podziału na wypuszczane seryjnie paski. W trakcie lektury możemy dostrzec, że z płynnością opowiadania bywa różnie i musimy się nastawić na sporą dozę umowności, jednak niezłe tempo akcji i sympatyczny główny bohater ratuje sytuację. To typ klasycznego uroczego szelmy, któremu nie sposób nie kibicować. Na niedobór akcji też nie możemy narzekać.

Bronią się też oczywiście charakterystyczne rysunki Hugo Pratta, pozornie proste, ale żywe i wyraziste, pasujące do przygody brudnych zbójów na usługach możnych panów. „Fanfulla” to całkiem przyjemna i niezobowiązująca lektura, którą warto mieć w swojej kolekcji.

Terror, scen. Andre Paul Duchateau, rys. Rene Follet, Scream Comics 2017. Ocena: 70%

Czasem najbardziej nieprawdopodobne opowieści pisze samo życie. Takie, które nie miały prawa się wydarzyć, a jednak zaistniały. Jedną z nich jest życie Marii Tussaud, założycielki słynnego muzeum figur woskowych.

Pierwszym, co rzuca się w oczy, są niesamowicie piękne i efektowne grafiki Rene Folleta, łączące rysunkową precyzję i malarską plastykę. To właśnie dla nich przede wszystkim warto kupić ten album. Przeglądając go, ma się wrażenie, że to katalog jakiejś wystawy obrazów olejnych poświęconych XIX-wiecznej eopce – i to w większości bardzo dobrych obrazów. Mimo zastosowanej techniki, pozostają nadzwyczaj czytelne.

Sama postać Madame Tussaud wydaje się idealnym materiałem na komiks albo powieść (przewijała się zresztą w popkulturze nie raz i nie dwa) – jej wędrówka, jej perypetie. Sam fakt, że zdobywała głowy ściętych podczas rewolucji francuskiej nieszczęśników, wystarczy, by zbudować wokół tego opowieść.

Niestety, scenarzysta postawił na narrację mocno biograficzną, przez co na żadnym z interesujących wątków nie skupia się w wystarczającym stopniu. Jest to o tyle dziwne, że mówimy o twórcy „Yansa” i innych ważnych, europejskich komiksów. Nie pomagają też mocno przeciętne dialogi, pozbawione wyrazu. Na szczęście całość ratują ciekawi bohaterowie i przewijająca się w tle intryga szpiegowsko-polityczna oraz gościnne występy wielkich ludzi z epoki.

Mimo niedociągnięć, po „Terror” warto sięgnąć. Ostatecznie czyta się to całkiem znośnie, a ogląda – zdecydowanie lepiej.

Legendy naszych czasów, scen. Pierre Christin, rys. Enki Bilal, Egmont 2017. Ocena: 75%

Nigdy nie ma tak, że wszyscy są zadowoleni. Zawsze znajdzie się poszkodowana grupa, która pragnie zmian. A co, jeśli za wieloma z nich stoi jeden człowiek lub zjawisko? Z podobnym pomysłem wyszli legendarni twórcy komiksu frankofońskiego, Pierre Christin (scenarzysta „Valeriana”) i Enki Bilal.

Na zbiór „Legendy naszych czasów” składają się właściwie trzy osobne historie, które spaja jedynie motyw gwałtownych zmian – oraz postać tajemniczego, białowłosego mężczyzny. Poza tym mają bardzo różny charakter, dzieją się w różnych miejscach i latach.

To całkiem intrygujące opowieści poświęcone ważnym i wcale nie tak zdezaktualizowanym zagadnieniom. Scenariusze odrobinę się zestarzały, ale nie aż tak bardzo – Christinowi udaje się tu i tam błysnąć sytuacyjnym żartem albo ciekawą refleksją o stanie świata, podaną bez napuszonego dydaktyzmu. Autor ładnie bawi się też motywami nadnaturalnymi, utopijnymi oraz wstawkami grozy, jakich nie powstydziłby się H.P. Lovecraft albo Robert W. Chambers.

Do rysunków trzeba przywyknąć. To specyficzna, bardzo intensywna kreska, wyglądjąca, jakby Bilal wpychał w kadr jak najwięcej szczegółów i dociskał kolanem, żeby nie pouciekały. Oprócz tego cieniowanie jest dosyć specyficzne w odbiorze – można odnieść wrażenie, że to dorobione łuski. Niemniej, jest w tym coś hipnotyzującego.

Jeśli szukacie tajemniczych opowieści z podtekstem społecznym, to trafiliście pod właściwy adres.

Corto Maltese, t 3: Zawsze trochę dalej, scenariusz i rysunki: Hugo Pratt, Egmont 2017. Ocena: 80%

Choć na karku ma swoje lata, „Corto Maltesese”, pozostaje jednym z najlepszych cykli przygodowych w historii europejskiego komiksu. Z tomu na tom historie stają się coraz ciekawsze – i bardziej zróżnicowane. Tym razem nasz dzielny pirat robi ostry zwrot w kierunku realizmu magicznego.

W „Zawsze trochę dalej” zastajemy Corto w wyjątkowo niefortunnej sytuacji – marynarza gnębi amnezja, której dorobił się w wyniku wydarzeń z poprzedniego tomu. Oprócz tego stanie się jednym z graczy w pewnej intrydze politycznej i naturalnie w grę będzie wchodził skarb. Oprócz tego spotka rannego, majaczącego żołnierza z mroczną historią.

Trzeci tom cyklu jest bardzo zróżnicowany pod względem treści, zdarzają się tu zarówno lekkie, szpiegowskie awantury (choć zawsze z lekkim podtekstem społeczno-historycznym), jak i ciężkie, mroczne opowieści o traumie wojennej. Hugo Pratt bawi się rozmaitymi motywami i coraz śmielej eksperymentuje z realizmem magicznym, który idealnie pasuje do nieco mistycznego klimatu Ameryki Południowej.

Rysunki jak zwykle bronią się znakomicie – to stary, dobry Pratt z charakterystyczną, zakapiorną i nieco swawolną kreską. Niektórym może przeszkadzać fakt, że plansze pokolorowano, ale jeśli ktoś ma z serią styczność pierwszy raz – będzie mu wszystko jedno, a barwy dobrano w ciekawy sposób. Mówiąc krótko – zdecydowanie warto.

Barras #1-4, scenariusz i rysunki: Emilio Utrera, wyd. Mandioca 2016-2017. Ocena: 75%

Na zakończenie maratonu – petarda w barwach kiboli z Buenos Aires, cztery z sześciu zeszytów „Barras” autorstwa Emilio Utrery.

Na argentyńskim stadionie wrze. Doszło do strzelaniny, w której zginął człowiek. Policja aresztowała nie tego, co trzeba. Tymczasem pomniejsze gangi miotają się od punktu do punktu w poszukiwaniu broni, której nigdzie nie można dostać. Tymczasem za wszystkimi dziwnymi przypadkami ostatnich dni stoi ktoś trzeci, pragnący ograć zdecydowanie większe stawki.

„Barras” to mocna, nieco zakręcona historia o kibolach, gansterach i politykach, a jednocześnie intrygująca i dosyć gorzka panorama obrazująca doły społeczeństwa argentyńskiego. Wulgarna, zabawna, odrobinę plugawa – tak jak jej bohaterowie, sypiący koszarowymi odzywkami na potęgę. Całość czyta się szybko i płynnie, z coraz większym zaangażowaniem w miarę upływu akcji.

Komiks odznacza się specyficzną kreską, bardzo intensywną, momentami chaotyczną i ledwie, ledwie czytelną, ale to najwyraźniej świadomy zabieg autora, pomagający ukazać brud i niestabilność świata, po którym poruszają się bohaterowie. Trzeba przywyknąć – potem komiks zaczyna wciągać jak bagno. Pozostaje tylko czekać na zwieńczenie.

Kategorie
komiks
Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który potrafi płynnie przejść od słodkiego lenistwa do nadaktywności – i z powrotem. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, rozmaitych hobby, a czasem nawet w otchłań studiów. Publikował, w „Science Fiction Fantasy i Horror”, „LiteRacjach” oraz w portalach internetowych – GRY-Online, Kawernie, Szortalu, Onecie. Od 2014 regularnie pisuje do Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz