komiks

Komiksowy maraton czyli czytamy hurtowo #26

Dzisiejszy komiksowy maraton sponsorują superbohaterowie z dwóch przeciwnych barykad, legendarny manuskrypt, kosmiczny awanturnik i utalentowana hakerka.

Ms. Marvel t.2: Pokolenie czemu, scen. G. Willow Wilson, rys. Adrian Alphona, Jacob Wyatt, Egmont 2017, Ocena: 70%

Młodziutka bohaterka nowego pokolenia, Ms. Marvel, pod maską której skrywa się Kamala Khan, zdążyła już zdobyć serca czytelników. Tom pierwszy odbił się echem nawet u nas. Część druga okazuje się odrobinę gorsza, ale to wciąż przyjemna lektura.

Po wstępnym oswojeniu się z nowo nabytymi mocami, Kamala spotka na swej drodze pierwszego super-łotra, Wynalazcę, który najprawdopodobniej przyczynia się do znikania młodzieży z okolicy. W sprawę wplątują się też przedstawiciele Inhumans oraz Wolverine. Logan pojawia się w pierwszej połowie historii i jest to najlepsza część albumu, mocno skupiona na kumpelskich przepychankach między quasi-mistrzem z przypadku i uczennicą.

W dalszej części G. Willow Wilson podejmuje próbę sportretowania zagubionej młodzieży z najnowszych generacji i wychodzi jej to całkiem znośnie, choć zatrzymuje się w pół gwizdka. W pewnym momencie w scenariuszu zaczyna być tłoczno od występów gościnnych, ale historia trzyma fason aż do puenty i broni się lekko campowym urokiem.

Radę dają też Adrian Alphona i Jacob Wyatt, którzy kameralną akcję rodem z ulicy naprzeciwko sprawnie łączą z nastrojem nastoletniej, niesfornej obyczajówki o nieco wyobcowanych ludziach w wielkim mieście. Rysunki są żywe, zabawne i potrafią zaskoczyć przyjemnym szczegółem, bohaterowie wypadają zaś naturalnie.

Drugi tom Ms. Marvel oferuje całkiem sporo słodkości, ale jakby odrobinę mniej świeżych i zaskakujących, niż poprzednio.

Flash, t. 5: Lekcje historii, scen. Brian Buccellato i inni, rys. Patrick Zircher i inni, Egmont 2017, Ocena: 60%

Najszybszy człowiek na świecie tym razem musi zrobić krok wstecz i zerknąć do przeszłości – nie tylko swojej. W piątym tomie zaczyna od gościnnej wizyty jednego ze swoich najlepszych kumpli, Green Lanterna, a potem pruje już po tajemnice

Na najnowszy tom przygód Flasha składa się kilka mniejszych lub większych opowiastek skoncentrowanych na grzebaniu w przeszłości. Najpierw Barry Allen wraz ze wspomnianym kosmicznym policjantem muszą się wywiązać z pewnego długu, potem bohater rusza w pościg za starym przeciwnikiem – a właściwie przeciwniczką. Na koniec zaś zrobi się odrobinę mroczniej, bowiem sprawa dotyczyć będzie tajemnic Central City i sekretów rodziny Flasha.

Wszystkie trzy historie trzymają przyzwoity poziom, choć można odnieść wrażenie, że brakuje im polotu i jakiegoś ciekawszego pomysłu. Pojedyncze sceny czy puenty bawią, robią wrażenie, ale to głównie dzięki nastrojowi kreowanemu przez rysowników. Postać głównego bohatera i jego otoczenie budzą sympatię, kilka wątków intryguje, ale generalnie wszystko jest tu letnie poza właśnie oprawą wizualną. W kadrach po prostu czuć moc i prędkość, z jaką Flash się porusza.

Lekcje historii to komiks głównie dla tych, którzy i tak już śledzą przygody Barry’ego Allena i lubią DC. Nikogo nie zniechęci, ale też średnio nadaje się, by przekonać nowych czytelników. To taki przyjemny szczebel trochę powyżej rzemieślniczej przeciętności.

Millenium, t.2: Dziewczyna, która igrała z ogniem, scen. Sylvain Runberg, rys. Manolo Carot, Egmont 2017, Ocena: 75%

Ci, którzy chcą sprawdzić, z czym się je czytelniczy fenomen poprzedniej dekady czyli cykl Millenium, dostają teraz najlepsze możliwe streszczenie oprawione świetnymi rysunkami.

Powtórzę się. To jest dokładnie ta sama historia, co w książkach, tyle, że dokonano tu niezbędnych skrótów na potrzeby zapakowania opasłego tomiszcza w jednym komiksowym albumie. To kontynuacja losów hakerki Lisbeth Salander i Mikaela Blomkvista, a więc mroczny i brutalny thriller o lekkim zabarwieniu polityczno-społecznym. Dziennikarz Millenium wpada na trop ludzi, którzy parają się najpodlejszą odmianą handlu żywym towarem – zmuszaniem zagubionych dziewczyn do prostytucji.

Ten tom nie bierze jeńców. Dostajemy w twarz mocnymi scenami przemocy, także na tle seksualnym. Drugi tom Millenium jest bowiem dosyć okrutną historią, pokazującą ludzki ból, korupcję władzy i sprzedajność mediów.

Nastrój podkreśla gniewna kreska i żywe rysunki Manolo Carota. Kilka fragmentów dzięki pracy artysty może w Was uderzyć z taką mocą jak przy pierwszej lekturze książki. Dzięki zwizualizowaniu w nie do końca realistycznej oprawie zyskują na intensywności.

Jeśli już zaczęliście czytać ten cykl, to pewnie i tak sięgniecie po tom drugi. To wciąż kawał porządnej lektury zabierającej nas w świat zbrodni podawanej po skandynawsku.

Dekalog, tom 2: Meteor/Przysięga, scen. J. F. Charles, rys. TBC & P. Faucon, Scream Comics 2017, Ocena: 80%

Długo przyszło nam czekać, by poznać kolejne tajemnice Dekalogu J. F. Charlesa, ale tom drugi nie zawodzi i zabiera nas w kolejne miejsca, które musimy odwiedzić, by zrozumieć całą prawdę.

Dostajemy do rąk dwa kolejne kafelki z większej układanki. Oba kręcą się wokół wydarzeń powiązanych z II Wojną Światową. W pierwszej historii poznajemy perypetie górskiej eskspedycji, której członkowie mają dużo do udowodnienia, a niektórzy wprost przyznają, że pragną ujrzeć legendarny manuskrypt. Kolejna opowieść, Przysięga, to historia kilkorga przyjaciół z Bośni, których rozdzielił największy konflikt w dziejach.

Co ciekawe, w tych historiach manuskrypt pojawia się tylko przelotnie, jego obecność jest ledwie widoczna przy pierwszym spojrzeniu. Dużo ciekawsze okazuje się to, jaki wpływ wywiera na człowieka. Ważniejsze są też same ludzkie namiętności, urazy, dążenia i przyszłość strzaskana pomiędzy kołami napędowymi historii.

Rysownicy zaproszeni do współpracy stanęli na wysokości zadania, kreując bardzo odmienne nastroje. W Meteorze dostajemy jawnie nieprzyjazny klimat ciężkiej wyprawy w góry, do starego monastyru, gdzie wszystko może pójść nie tak, z kolei Przysięga mami nas pozorną sielanką, po której zostajemy rzuceni w powojenne piekło podzielonego kraju.

Charles bawi się różnymi konwencjami, nastrojami i zagrywkami fabularnymi ze sprawnością starego, wyrobionego rzemieślnika. Nigdy jednak nie schodzi mu z celownika rzecz najważniejsza – bohaterowie. Wyraziści, złożeni pod względem psychologicznym i bardzo ludzcy. Bo to człowiek wbrew pozorom odgrywa pierwsze skrzypce w każdej historii Dekalogu.

Album zdecydowanie warto dołączyć do swojej kolekcji, zwłaszcza jeśli już z poprzednim tomem rozpoczęliście wędrówkę w poszukiwaniu tajemnic Dziesięciu Przykazań. Do poznania pełni prawdy jeszcze daleko, ale już teraz jest intrygująco.

Lone Sloane, scen. Philippe Druillet, Jacques Lob, Benjamin Legrand, Egmont 2017, Ocena: 80%

Że mamy do czynienia z komiksem wyjątkowym, informuje nas już okładka. W końcu jak często nasze oczęta atakuje odblask sreberka. Taka oprawa może zwiastować albo wielki kicz – albo odjechane dzieło. Jako, że za komiks odpowiada Philippe Druillet – spokojnie możecie obstawiać to drugie.

Lone Sloane to kontynuacja słynnego Salambo przenoszącego prozę Gustava Flauberta w kosmos. Oba dzieła łączy osoba tytułowego bohatera. Wygnany Sloane wiedzie żywot pirata, awanturnika i gwiezdnego podróżnika. Najpierw poznajemy sześć epizodycznych, luźno powiązanych, historyjek z eskapad Sloane’a. Unosi się nad nimi nastrój niesamowitości, niedopowiedzenia – i osamotnienia w obliczu nieodgadnionego kosmosu.

Po wakacjach na peryferiach kosmosu następuje czas na danie główne czyli dwie opowieści zatytułowane odpowiednio Delirius 1 i Delirius 2. Dostajemy w nich pełnokrwistą, zbójecką przygodówę połączoną z historią o skoku na wielki skarb – gdzie każdy zdradza każdego – oraz rozprawę z włodarzami tej części świata. Fabuła sunie zaskakująco płynnie jak na komiksy Druilleta, choć i tak trafia nam się czasem narracyjna szarpanina. Jednak nie po to sięgamy po te dzieła.

Tutaj liczy się atmosfera, drapieżność rysunków i rozmach. Pod tym względem klasyk nie mógł zawieść. Świat, jaki wykreował jest szalony, nieodgadniony i przytłacza ogromem. To miejsce, gdzie horror, science fiction i akcenty fantasy łączą się w plastyczną całość.

Chaos panujący w przestrzeni podkreśla nieregularne kadrowanie, zwiększające dynamikę opowieści, choć czasami psujące czytelność historii. Zachwyca ilość szczegółów, kolorystyka, brud i poczucie obcości, gdziekolwiek Sloane by się nie zjawił. To świat zdeprawowany i groźny, ale piękny. Wzbudziłby zachwyt u Howarda Philipsa Lovecrafta.

Bohaterowie stanowią zbieraninę szachrajów, wyrzutków, bandytów, oszustów i szarlatanów, niektórych napisano według szablonu, inni odrobinę wymykają się regułom, ale i tak przypadną do gustu miłośnikom łotrowskich opowieści w kosmosie. Sam Sloane to bezwzględny i przebiegły typ, który nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć cel.

Nawet jeśli nie przemówi do Was historia, to i tak warto trzymać ten tom na półce. Jest piękny, w kadrach panuje niesamowita atmosfera, mamiąca tajemnicą, której nie zdradzi nawet fabuła. To jeden z najciekawszych komiksowych tripów, jakie przyswoicie w najbliższych miesiącach.

Kategorie
komiks
Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który potrafi płynnie przejść od słodkiego lenistwa do nadaktywności – i z powrotem. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, rozmaitych hobby, a czasem nawet w otchłań studiów. Publikował, w „Science Fiction Fantasy i Horror”, „LiteRacjach” oraz w portalach internetowych – GRY-Online, Kawernie, Szortalu, Onecie. Od 2014 regularnie pisuje do Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz