komiks

Komiksowy maraton czyli czytamy hurtowo #24

Dzisiejsze wydanie hurtowego czytania sponsorują dwie silne kobiety, marynarz, kowboje i podróżnicy po alternatywnych wymiarach.

Wonder Woman tom 1, scen. Greg Rucka, rys. J. G. Jones, Drew Johnson, Shane Davis i inni, Egmont 2017. Ocena: 80%

Diana zarządziła w kinach, mimo, że film nie był pozbawiony wad. Obraz przełamał złą passę DC na srebrnym ekranie, nic więc dziwnego, że i wydawcy komiksów kują żelazo, póki gorące. W serii DC Deluxe zawitało właśnie opasłe tomiszcze z przygodami Wonder Woman autorstwa Grega Rucki.

Na pierwszy tom wydany w składają się dwie części – zamknięta opowieść Hiketeja poświęcona trudnym przysięgom i tradycjom – oraz część zasadnicza wchodząca w skład głównej historii z zasłużonego runu. Ta druga to początek starcia Wonder Woman z bardzo potężną kobietą, która z niewyjaśnionych, na początku, przyczyn postanowiła zniszczyć ambasadorkę Amazonek. Fabuła płynie wartko i stanowi świetny wstęp do zaznajomienia się z postacią, a jej jedyny problem – to już kwestia wydawnicza. Ostatnie strony biją w nas po oczach wielkim „Ciąg Dalszy Nastąpi”. Dostajemy tylko wycinek historii.

Pewnie, że od czasu do czasu Rucka ideologizuje – i idealizuje – w stronę ekologii, walki z patriarchatem i podobnych rzeczy, ale w gruncie rzeczy nie wpływa to na odbiór bardzo sprawnie napisanej historii. Niezależnie od czytelniczych poglądów, można dopatrzeć się czegoś ujmującego w tym, jak Diana próbuje walczyć o lepsze jutro nawet wtedy, gdy wszystko zaczyna sprzysięgać się przeciw niej. To po prostu dobrze napisana postać, która w rękach Rucki i jego grafików ożywa i zyskuje naszą sympatię.

Rysunki robią dobre wrażenie i wyrastają sporo powyżej średniej super-bohaterskiej, choć oczywiście często idą w posągową prezentację postaci. No, ale zahaczanie o tematykę greckich bóstw zobowiązuje. To wszystko zebrane do kupy czyni niniejszy tom bardzo przyjemną lekturą, którą powinni sprawdzić zarówno wyjadacze jak i ludzie, którzy zachęceni filmem chcą sprawdzić, z czym je się komiksowy pierwowzór. To bardzo dobre miejsce na start.

Corto Maltese: Pod znakiem koziorożca, scenariusz i rysunki: Hugo Pratt, Egmont 2017. Ocena: 80 %

Najsympatyczniejszy łobuz wśród piratów XX wieku powraca w drugim tomie kultowego komiksu przygodowego.

Tym razem Corto Maltese zabiera nas w okolice Gujany Holenderskiej, gdzie docierają echa Wielkiej Wojny, później nazwanej Pierwszą Wojną Światową. Nasz awanturnik zostaje wplątany w aferę związaną ze spadkobiercą słynnego podróżnika, za którym wysłano najemnych zbirów. W toku przygody Maltese i nowi przyjaciele spotkają paru starych znajomych, południowo-amerykańskich rewolucjonistów, bezwzględnych prawników, otrą się też o ledwie zaakcentowany w poprzednim tomie mistycyzm.

Tak jest, w tę porcję opowieści o Maltese zgrabnie i bezpretensjonalnie wpleciono kilka całkiem ciekawych fragmentów nadnaturalnych i onirycznych, ładnie wkomponowanych w świat pełen ludzi przesądnych, gdzie technologia dopiero zaczyna rozświetlać mrok – i nigdy nie uczyni tego do końca.

Rysunki to wciąż klasa sama w sobie, ale zostały niepotrzebnie pokolorowane barwami wyciągniętymi z wyjątkowo mdłej palety na potrzebę nowego wydania. Poradziłyby sobie bez tego.

Pod względem narracji i sposobu opowiadania historii Corto Maltese zestarzał się minimalnie. Pewnie, niektóre fragmenty wyglądają na mocno uproszczone, ale generalnie fabuła zachowuje dynamikę, dialogi nie kłują przesadną sztucznością i całość wypada całkiem naturalnie na tle innych komiksowych klasyków z tamtych czasów.

Drugi tom Corto Maltese to idealna propozycja dla miłośników łajdackich, awanturniczych historii, kolekcjonerów kultowych europejskich opowieści obrazkowych. Wciąż stanowi godny wzór do naśladowania.

Jonah Hex #4: Tylko zacni umierają młodo, scen. Justin Gray, Jimmy Palmiotti, rys. Phil Noto, Jordi Bernet, David Michael Beck, Egmont 2017. Ocena: 75%

Usłana trupami wędrówka Hexa przez Amerykę trwa. Bohater jak i komiks nie biorą jeńców. To wciąż bezkompromisowe, pisane proceduralnie historie o bezwzględnym mścicielu, za którym śmierć podąża krok w krok.

Nowy tom przygód Jonaha Hexa to jak zwykle zaproszenie do świata pełnego okrucieństwa, występku, ludzkiej podłości i szaleństwa. W takim środowisku tylko podobni do naszego oszpeconego łowcy nagród potrafią się odnaleźć. Zimni, pociągający za spust bez mrugnięcia okiem.

Tym razem opowieści postawią na drodze Hexa między innymi Tomasza Edisona i preriową wiedźmę. Po spotkaniu z człowiekiem nauki rewolwerowiec będziem musiał przetrwać starcie z przeciwnikiem patrzącym dalej niż nasza rzeczywistość – a wątki nadnaturalne wnoszą przyjemny powiew świeżości do tego komiksowego spaghetti westernu, choć to oczywiście nie jedyne atrakcje, jakie na nas czekają.

Duet Justina Graya i Jimmy’ego Palmiotti’ego utrzymuje tempo i fason, serwując nam kolejną porcję mocnych, brutalnych opowieści, których dzikość podkreślają prace kolejnych rysowników zaprzęgniętych do pracy przy serii. Wszystko jest tu mroczne, surowe i nieokrzesane. Takie, jakie powinno być w przygodach człowieka pokroju Jonaha Hexa.

Millenium 1: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet, Scen. Sylvain Runberg, rys. Jose Homs, Egmont 2017. Ocena: 75%

Powieściowy cykl Stiega Larssona narobił swego czasu mnóstwo szumu i stał się bestsellerem torującym drogę innym przedstawicielom skandynawskiej sensacji i kryminału. Komiksowa adaptacja też radzi sobie całkiem nieźle.

To jest dokładnie ta sama historia, którą znamy z kart książek. Mikael Blomkvist, wzięty dziennikarz i współtwórca magazynu „Millenium” przegrywa sprawę sądową o zniesławienie z potężnym biznesmenem, którego próbował zdemaskować. Z terapatów wyciągnąć go może hakerka Lisbeth Salander, niepokorna zamknięta w sobie dziewczyna, która razem z Blomkvistem zaczyna rozpracowywać sprawę morderstw sięgających lat ’40 i ’50 ubiegłego wieku.

Zmian tu praktycznie niewiele, autorzy dokonali wygodnych skrótów, ale historia nie traci przy tym na płynności i wciąż stanowi wciągające połączenie thrillera oraz kryminału z wyrazistymi bohaterami i problematyką sprezentowaną za pomocą naprawdę mocnych scen. To jednak nie jest historia dla ludzi o słabych nerwach.

Ludzie, którzy znają fabułę Millenium na wylot nie przeżyją zaskoczenia, bo twórcy dodali od siebie może kilka kadrów, ale i tak warto sięgnąć po ten album. Na jego atrakcyjność wpływają znakomite, żywe rysnki autorstwa Jose Homsa. Są odrobinę odrealnione, ale czuć ten specyficzny nerw budujący napięcie na równi z fabułą, co więcej – nie widziałem jeszcze tak uczłowieczonej Salander. Nie wiem, czy to dobrze, ale na pewno robi wrażenie.

Wounded t. 1: Skradzione Lata, scenariusz i rysunki: Mikołaj Spionek, Egmont 2017. Ocena: 70%

Jest w Polsce grupa ludzi, dla których western wciąż nie jest ramotą lecz jednym z najszlachetniejszych gatunków popkultury. To właśnie z miłości do tej konwencji powstał debiutancki album Mikołaja Spionka. Nawet jeśli nie wszystko jest idealne, to uczucie widać na każdym kroku.

Pierwszy tom Wounded to historia przemocy. Historia błędnego koła zemsty i bezprawia, gdzie jedna krzywda i śmierć napędza inne. Tajemniczy kowboj pewnego dnia zjawia się w położonym na uboczu domostwie należącym do pewnej rodziny. Wydarzenia, do jakich tu dojdzie zapoczątkują spiralę, dzięki której kostucha zabierze do siebie wiele istnień.

Spionek z gracją bawi się charakterami postaci. Tutaj wszyscy – lub niemal wszyscy – są umoczeni. Nie ma czegoś takiego jak osoba niewinna, z jednym czy dwoma wyjątkami, ale poznawszy poetykę autora można zakładać, że taki stan rzeczy nie potrwa długo. Tutaj panuje brud, cierpienie i okrucieństwo, jak w najlepszych spaghetti westernach. Skojarzenia z Mścicielem Eastwooda jak najbardziej na miejscu.

Czasem historia traci na płynności, po prostu widać, że autor dopiero się odnajduje w konwencji i niekiedy brakuje chemii pomiedzy postaciami czy poszczególnymi partiami fabuły. Nawet wtedy sytuację ratują porządne rysunki. Pewnie, kolory są odrobinę za czyste jak na tego typu historię, ale całość i tak sprawia naprawdę dobre wrażenie.

Warto sięgnąć po Skradzione lata. Tomik nie osiągnął jeszcze poziomu, do jakiego przyzwyczaił nas chociażby Undertaker, ale kto wie, jak będzie za odsłonę-dwie? Widzę tu sporty potencjał.

Bunkier, t. 4: Jatki, scenariusz: Christophe Bec, Stephane Betbeder, rysunki Nicola Genzianella, Scream Comics 2017. Ocena: 70%

Karty na stół. Spora część pytań nurtujących czytelników w pierwszym i drugim tomie Bunkra znalazła odpowiedzi w trzeciej odsłonie. Tak naprawdę jednak akcja dopiero się rozkręca.

Seria zabiera nas do alternatywnej, niedookreślonej wersji rzeczywistości, gdzie przypominające Rosję militarystyczne Imperium toczy walkę z tajemniczymi Jeretykami i próbuje nie zapaść się pod ciężarem politycznych intryg.

Bohaterów Bunkra rozrzuciło po świecie. Aleksij Stassik błąka się po obcym dotąd terytorium Jeretyków, kobieta z którą ma dziecko znajduje się na łasce dowództwa, podobnie jak przyjaciel, z którym przebył kawał drogi.

Intryga się zagęszcza, na jaw wychodzą ukryte motywacje, generalnie jest to przyjemny wycinek fabuły, doprawiony kilkoma nieoczywistymi zwrotami akcji, które osiągnięto dzięki nietypowemu podejściu do nastawienia bohaterów. Szkoda tylko, że gdzieś ulotnił się klimat około-militarnej awantury, gdzie klasyczne przygodowe zagrywki mieszają się ze szczyptą grozy i mistycyzmu. Teraz wszystko zmierza w stronę wielkiej gry.

Kolejny tom czyta się bardzo przyjemnie, choć nie ma co do niego podchodzić bez znajomości poprzednich. Chyba, że chcemy popatrzeć na porcję świetnych rysunków, których autorem jest Nicola Genzianella. Plansze dostarczają nam naprawdę spektakularnych, chwilami wręcz fotograficznych, widoków na plenery, pola bitwy czy wnętrza pałaców. Ludzkie sylwetki też prezentują się bardzo w porządku.

Jeśli zostaliście z serią Bunkier do teraz, to i tom czwarty nie zawróci Was z raz obranej ścieżki. Czas ostatecznej rozgrywki nadciąga.

Kategorie
komiks
Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który potrafi płynnie przejść od słodkiego lenistwa do nadaktywności - i z powrotem. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, rozmaitych hobby, a czasem nawet w otchłań studiów. Publikował, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych - GRY-Online, Kawernie, Szortalu, Onecie. Od 2014 regularnie pisuje do Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz