komiks

Komiksowy Maraton czyli czytamy hurtowo #21

Dzisiejszy Komiksowy Maraton sponsorują głównie niespokojne czasy i niespokojne w nich ludzkie żywoty.

Chaos, śmierć, historia i wraz z nimi różne fragmenty cywilizacyjnych zapędów ludzkości. W tym wszystkim niby najważniejszy jest człowiek – ale to człowiek gnębiony, wykorzystywany przez innych, próbujący uciec przed bezlitosnym losem, człowiek niespokojny. Czasami próbujący walczyć z przeciwnościami, czasami bezradnie im się poddający. Walka i uległość, samostanowienie i paranoja – oto co przyszykowali nam autorzy w tym pokaźnym i zapewniającym mnóstwo czytelniczej satysfakcji zestawie.

Scenki z życia osiedla. Scenariusz i rysunki: Caza. Wydawnictwo Kurc 2017

Caza to kolejny z wielkich, europejskich twórców komiksowych, który wreszcie doczekał się polskiego wydania. Mimo, że polskim czytelnikom nieznany, to kartkując album wydany przez coraz mocniej akcentujące swą obecność na rynku wydawnictwo Kurc, można odnieść wrażenie, że takie rzeczy to my juz widzieliśmy. Na przykład u Moebiusa, czy u wczesnego Bilala. Fantasmagorie, odloty, dziwaczne połączenia zwyczajności z szaleństwem. Czy zatem Caza jest nam rzeczywiście potrzebny, jeśli dostajemy to samo – te same lęki i wariacje człowieka Zachodu sprzed czterdziestu lat, tylko w nieco innym opakowaniu?

Odpowiedzią jest tytuł albumu – mimo że wyglądające na iście szalone, fantasmagorie Cazy fabularnie i symbolicznie mogą być nam bliższe, niż fantastyczne opowieści wspomnianych wyżej twórców. Miasto, blokowiska, samochodowe korki, czy idiotyczne, administracyjne  rozporządzenia stanowią równie dobrą scenerię do przetrawiania obsesji, co dalekie, inne światy Moebiusa. To twórczość wyrastająca z kontrkulturowych ruchów lat sześćdziesiątych, niespokojna, bez ceregieli rozprawiająca się ze skutkami postępu cywilizacyjnego, fundującego obywatelom europejskich miast poczucie izolacji, depresje oraz inne tego rodzaju „wartości dodane”.

Można by to próbować sprowadzać do popularnego, nacechowanego ideologicznie  stereotypu, że pisząc o skutkach postępu, Caza raczy nas głównie opowieściami o kołtuństwie i intelektualno-emocjonalnej miałkości mieszczuchów. To zbyt proste podejście, twórca patrzy na to z szerszej perspektywy, dzięki czemu to, o czym pisał czterdzieści lat temu wciąż wydaje się nad wyraz aktualne. A że głównym rekwizytem  tych twórczych roztrząsań staje się miotła, którą bohaterowie historyjek Cazy próbują uciszyć hałasujących sąsiadów? Cóż,  to po prostu jasny i klarowny emblemat przetrawianych tu obsesji. Do jakich konsekwencji  prowadzi  stukanie miotłą w sufit (w końcu to, co widzimy na okładce zobowiązuje), dowiecie się ze „Scenek z życia osiedla”. Policja raczej nie przyjedzie tu nikomu na pomoc, ale dzięki temu możemy obcować z komiksem innym niż wszystkie, czy nawet horrorem innym niż wszystkie. Owszem, to komiks z mocno niepokojącym przesłaniem i do tego stopnia straszny, że aż cholernie zabawny. W sam raz do poczytania na weekend w wielkim mieście.

Łabędzi Śpiew t.1. Scenariusz: Xavier Dorison i Emmanuel Herzet. Rysunki: Cedric Babouche. Scream Comics 2017

Dorison wśród twórców? O nie, Dorisona ostatnio za dużo, komiksów do recenzji multum, trzeba będzie sobie tego Dorisona darować, choć akurat w „Łabędzim śpiewie” jest jednym z dwóch scenarzystów. Jakimś jednak cudem, komiks po powrocie z Komiksowej Warszawy wyskoczył z plecaka – widać tak było już gdzieś zapisane, że trzeba przeczytać i zrecenzować. Zwłaszcza gdy po zajrzeniu do wnętrza albumu, mimowolnie wydobywa się z ust głośne „łoł!”.

Wszystko za sprawą rysunków – rozedrganych, zatrzymanych gdzieś na etapie szkicu, chluśniętych kolorem , a na splashach oddających szaleństwo wojny jak chyba nigdzie przedtem. Trochę zatem eksperyment graficzny, wydawałoby się nie do końca pasujący do historyczno-przygodowej konwencji. A jednak grafika świetnie współgra z niespokojną treścią, wydawałoby się na pierwszy rzut oka o charakterze pacyfistycznym. Twórcy opisują poczucie bezsensu doświadczane przez walczących żołnierzy podczas Pierwszej Wojny  Światowej, skupiając się na całkiem  zdroworozsądkowej postawie pewnej francuskiej kompanii, która nie chce po raz kolejny raz iść na rzeź. Tyle że, aby temu zapobiec, żołnierze wcale nie będą składać broni i odmawiać walki jak bohater ostatniego filmu Mela Gibsona, tylko wyruszą w wielce awanturniczy rajd do Paryża. W jakim celu – tego można dowiedzieć się już z opisu na tylnej okładce. W każdym razie takie połączenie – ważki temat, graficzna ekspresja i sensacyjna gatunkowość z nienachalnym  humorem miło zaskakują, wnosząc sporo świeżości do najczęściej posępnych w tonie  wojennych opowieści. Tak więc czekam na drugi tom i zapewne dramatyczne zakończenie historii.

Sykes. Scenariusz: Pierre Dubois. Rysunki: Dimitri Armand. Scream Comics 2017

Gatunek, który już tyle razy miał uroczysty pogrzeb wciąż odradza się w popkulturze na nowo w przeróżnych postaciach- mitologia jest zbyt silna, zbyt konkretna, by odeszła w zapomnienie. Czasami dostajemy wariacje (także komiksowe – vide „Undertaker”), czasami klasyczne historie – bo Dziki Zachód, bo zemsta, bo bezkresna preria, bo te archetypy po prostu wciąż silnie działają na naszą wyobraźnię. Dokładnie tak, jak w wydanym przez Scream Comics albumie – „Sykes”.

A przecież pierwsza plansza żadnych dramatów nie zapowiada – może dlatego, że nie ma na niej człowieka – jest przyjazny krajobraz z domostwem w dolinie, w tle dalekie góry, czas zatrzymany, spokój. Czy rzeczywiście? A ów cień zaraz na dole planszy? Co sprawia, że zauważamy go na końcu? Co sprawia, że ten obraz spokojnej doliny pragniemy zatrzymać w czasie i niech tak  trwa? No tak, przecież wiemy, że zaraz pojawi się człowiek, zaraz zacznie się jakaś historia, w której ktoś będzie musiał umrzeć, bo ktoś będzie musiał zabić. Western.

W rzeczywistości tytułowy bohater broni dobywa bardzo późno, z kolei inna, widoczna na okładce komiksu postać, młody chłopak, przy naszym pierwszym z nim spotkaniu symbolizować będzie niewinność, która z czasem będzie musiała zostać zanegowana. Bo dalej będzie strasznie, smutno, momentami wręcz dołująco, spotkamy ludzi bez sumienia, ściganych przez ludzi, którym jeszcze resztki sumienia pozostały. Sykes – słynny łowca bandytów wraz ze swoimi towarzyszami i młodym Jimem zabiorą nas w bardzo długą i niebezpieczną podróż. Czekać nas będzie długie zawiązanie fabuły, która gdzieś w trzech czwartych komiksu niezwykle się rozpędzi, fundując bezlitosny rollercoaster, miejscami przypominający nawet grecką tragedię. U jej początku wszystko wydawało się proste – zwyrodnialcy kontra ostatni sprawiedliwi. Później zaś – w migawkach niczym ze złego ze snu wszystko się rozsypie. Będzie duszno, momentami metafizycznie, być może nieco za szybko i intensywnie (nie wiem, czy nie lepiej było bardziej rozbudować ten ostatni akt). Mocne fabularne ciosy, piękne, klasyczne obrazy Dzikiego Zachodu i historia która zatoczy niespodziewane koło. Po prostu cholernie dobry western.

Tulipanek: Scenariusz: Jerome Charyn. Scenariusz: Francois Boucq. Scream Comics 2017

Po lekturze „Tulipanka” pożałowałem, że wcześniej nie było mi dane przeczytać wydanego przez Egmont komiksu „Czarcia Morda” duetu Buucq i Charyn. Pierwszy z artystów to w miarę dobrze znany polskim czytelnikom francuski rysownik, drugi to amerykański pisarz i scenarzysta, kreślący sugestywne opisy nie tak dawnej Ameryki. Ta Ameryka lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku to w „Tulipanku” kraina, do której bezlitośnie wkracza koszmar z przeszłości tytułowego bohatera. Paul jest tatuażystą, a także współpracującym z policją rysownikiem, który niezwykle precyzyjnie tworzy portrety pamięciowe. Tymczasem nadchodzi sprawa,  w którą bohater będzie musiał osobiście się zaangażować – ktoś morduje kobiety, zostawiając po dokonanej zbrodni charakterystyczne znaki. Zbrodnie, które przywołają wspomnienia z przeszłości – notabene wciąż obecnej w życiu Paula, za sprawą pokrywających jego ciało tatuaży.

Ta przeszłość okazuje się dość szybko wiodącym motywem fabularnym komiksu. Oto trafiamy do ZSRR. Do tego komunistycznego kraju emigrują rodzice Paula, by niedługo po Drugiej Wojnie Światowej poznać smak prześladowań i zostać wysłanym całą rodziną do syberyjskiego łagru. Tym samym, główny bohater w wieku kilku lat trafia do prawdziwego piekła.

To piekło które w równym stopniu przeraża co fascynuje. Znamy je choćby  z opowieści Herlinga – Grudzińskiego, ale ta komiksowa historia wygrywana jest na innej nucie. Przypomina uniwersalną, brutalną opowieść o rywalizujących ze sobą klanach lub gangach, tyle że w miejscu, w którym nie ma miejsca na normalne życie. Jest jedynie nieludzka rzeczywistość łagru, okrutna w ten sposób, że kto się nie dostosuje do jej warunków, kto nie wyzbędzie się wszelkich skrupułów, ten nie da rady tu przeżyć.

To koszmar wszechogarniający, kładący się cieniem na późniejszym życiu bohatera w teoretycznie bardziej cywilizowanym miejscu. To historia mas ludzkich uwięzionych przez chichocząca historię w sytuacji bez wyjścia i nadziei, organizujących sobie życie zgodnie z nieludzkimi regułami. W jakiś sposób, kreśląc te tatuaże i często prostackie fizjonomie, Boucq i Charyn dotknęli sedna sprawy – tę chichoczącą historię i wszelką ideologię zostawiając na dalekim planie, tworząc symboliczną alegorię, w której Stalin umiera w tej chwili, kiedy nóż Tulipanka wbija się w jego oblicze, wytatuowane na skórze innego więźnia. Te parabole skłaniają do refleksji, każą też wierzyć w historię nie do uwierzenia, każą przeżywać ów zły sen podawany na komiksowych planszach na jakimś metafizycznym momentami poziomie. Bardzo udane spojrzenie i na człowieka, i na historię. Z dodatkiem czegoś jeszcze, do czego będzie nam potrzebne zawieszenie niewiary.

Burza. Scenariusz: Andre Oliveira. Rysunki: Joao Sequeira. Timof Comics 2017

Na koniec uciekniemy od historii – bo ta przedstawiona w tym komiksie dzieje się w zasadzie nigdzie i wszędzie, ale sam tytuł wskazuje, że z pewnością nie będzie z rodzaju tych sielsko-spokojnych – „Burza”.

Dobrze było nic nie wiedzieć o tym komiksie wcześniej. Zaczynamy i z początku ciężko nam wejść w rytm, w świat głównego bohatera-latarnika, w fantasmagorie, które szybko opanowują fabułę. Dodajmy – to komiks bez dialogów, same obrazki, pewnie moglibyśmy go przeczytać (obejrzeć?) w kilka minut. Cóż, tak szybko się nie da, od początku nie jest łatwo, ale powoli, przedzierając się przez kłębowisko myśli i obrazów, dochodzimy do konsensusu. Konsensusu na tyle wyrazistego, że pewnie niektórym czytelnikom będzie w stanie zafundować rodzaj duchowego oczyszczenia.

Jeszce raz zatem. To opowieść o latarniku. Dość prosta symbolika, prawda? Latarnik co jakiś czas wyciąga z morza rzeczy, który powodują u niego napływ wspomnień – najzwyklejszych ludzkich wspomnieć, które jednocześnie mogą okazać się tymi najcenniejszymi. Gdzieś w tej latarni mieszka także żona bohatera, jest też dziecko, ów bohater posiada nawet kontrakt czasowy na wykonywanie swojej pracy w latarni i sumiennie odhacza każdy miniony dzień. Czujemy, że coś go trapi, że coś jest nie tak,  a kłęby czerni na tle bieli w każdym niemal kadrze tylko to podkreślają. Co to za tajemnica? Co jest tu rzeczywiste, a co nie jest? Dokąd podąża ta historia?

To wszystkie pytania są złe, nie na miejscu. Historia jest prosta – nawet więcej, historii właściwie nie ma. Jest za to czytelna metafora – po części bolesna, po części oczyszczająca. To bardzo osobista opowieść, która ostatecznie wyklaruje nam końcowe morze słów, uspokajające tytułową burzę. To w zasadzie historia, którą przeżył, bądź przeżyje każdy z nas. Niespokojna, smutna i piękna. I potrzebna – zresztą nie ma jak od niej uciec, rzecz w tym, by potrafić się z nią pogodzić. I w zamian zyskać trochę spokoju, w czasach i życiu, które nie są nam w stanie go zapewnić.

Kategorie
komiks
Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore’a. Pisał artykuły do „Nowej Fantastyki”, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
Instagram
  • Grudzień to miesiąc sprawiania sobie i innym małych przyjemności. "Armstrong"  jest właśnie jedną z nich. Cudna książeczka dla małych i dużych.

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagrampl #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #dladzieci #kosmos #wydawnictwoWilga
  • Niech Was nie zawiedzie ta słodycz. To prawdziwy, soczysty thriller. Tak, chodzi o książkę. 😊

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #bookstagrampl #zaczytanegiry
  • Jak tam u Was? Mikołaj już był? 😉🎅✨ #dredd #judgedredd #actionfigure #threea #2000AD #toys #prezenty #mikołajki #popkultura #komiksy #dystryktzero