komiks

Komiksowy maraton czyli czytamy hurtowo #20 (Scream Comics i Kurc)

Dzisiejszą edycję hurtowego czytania sponsorują Obcy i Predatorzy, wojowniczy Metabaron i ponętna Druuna, oraz złodziejski kwartet. 

Aliens: Zbawienie. Ofiarowanie. Scenariusz: Dave Gibbons, Peter Milligan. Rysunki: Mike Mignola, Paul Johnson. Scream Comics 2017

Polscy fani Obcego mogą czuć się rozpieszczani. Bowiem Scream Comics, nie dość, że wydaje w miarę bieżące serie ze wspólnego uniwersum (Fire and Stone, Life and Death), to serwuje także klasyczne historie i to takie, które nie wywołują zażenowania. “Zbawienie. Ofiarowanie” to dwie niezależne opowieści, których jedynym wspólnym elementem jest wiara.

Pierwszą z nich napisał Dave Gibbons (rysownik „Strażników”), który w 1991 r. stworzył bardzo dobry scenariusz do crossovera Predatora z Batmanem. Niestety jego przygoda z Alienem zakończyła się znacznie gorzej. W „Zbawieniu” zaprezentował lekkostrawny survival horror z odkupieniem win w tle i potraktowanym po łebkach wątkiem mistycznym. Rozważania bohatera nt. jego roli w boskim planie są płaskie, nudne, nieprzekonujące i irytujące. Na plus zasługuje próba ominięcia schematu bezsensownej jatki – choć ta jest, ale sensu w niej odrobinę więcej. Jednak nie opowieść w tym przypadku jest najważniejsza, a rysunki Mike’a Mignoli. Specyficzna kreska, duże plamy czerni i umiejętne operowanie światłem to znak rozpoznawczy tego rysownika, który wizerunek Obcego wyniósł na zupełnie inny poziom. Ta historia w zasadzie mogłaby świetnie funkcjonować jako sam obraz, bez dymków i niepotrzebnych monologów. Wówczas całość tylko by na tym zyskała.

Z kolei Peter Milligan w “Ofiarowaniu” eksploruje różne aspekty wiary i religijnego fanatyzmu (temat podejmował też, choć zupełnie inaczej, „Alien 3” Finchera oraz komiks „Aliens: Outbreak”). Główną bohaterką jest kapłanka, Anna McKay, która trafia do osady nękanej przez Obcego i uosabia go z diabłem polującym na ludzkie dusze. Milliganowi udało się dotknąć kilku kontrowersyjnych tematów i nie popaść przy tym w sztampę, a Paul Johnson, którego możecie znać z magazynu Świat Komiksu (“Sinister Dexter”, “Vector 13”, “Opowieści z Telguth”) i “Ksiąg Magii”, przepięknie zilustrował całość, nadając jej bardzo klaustrofobicznego sznytu.

“Aliens: Zbawienie. Ofiarowanie” to dobra rzecz, zwłaszcza do oglądania. W kilku punktach omija klisze do znudzenia eksploatowane w uniwersum, ale też nie unika potknięć. Niemniej wciąż pozostaje jednym z ciekawszych albumów z uniwersum Obcego.

Fire and Stone #5: Prometeusz Omega. Scenariusz: Kelly Sue DeConnick. Rysunki: Augustino Alessio. Scream Comics 2017

No i doszliśmy w końcu do finału “Fire and Stone”, pierwszej mini-serii rozgrywającej się we wspólnym uniwersum Inżynierów, Obcych i Predatorów, zakotwiczonym w oryginalnych filmach. Czas zatem podsumować nie tyle ostatni album, co opowieść jako całość.

“Prometeusz: Omega” niestety mnie rozczarował. Problem jest taki, że spodziewałem się mocnego kopa w finale, a dostałem łagodne wyciszenie wszystkich wątków. Ot kolejna survivalowa przygodówka, w której ktoś zginął, a ktoś przetrwał, ktoś się zakumplował, a ktoś pokłócił i ostatecznie nic więcej z tego nie wynikło. I w sumie tak też można spuentować całe “Fire and Stone”. Z tym, że wszystkie pięć albumów, czytane jednocześnie, są całkiem przyjemną rozrywką. Owszem, są doły i mielizny, ale też sporo bardzo fajnych fragmentów (głównie w albumie “Aliens”) potrafiących trzymać w napięciu. Fani kosmicznych potworów mogą łykać tę opowieść bez popity, pozostali mogą spróbować i wcale nie jest powiedziane, że się zawiodą. Bo jeśli ktoś np. do tej pory czytał wyłącznie superbohaterów, to po “F&S” może być wniebowzięty – całościowo jest to mistrzostwo składnej narracji.

Dużym plusem “Fire and Stone” jest oprawa graficzna. Każdy album jest inaczej rysowany, ale razem zachowują pewną artystyczną spójność. Dobrze się to ogląda, momentami są ciary, a czasem zdarzają się plansze godne dłuższej obserwacji. “Omega” pod tym względem nie odstaje, co bardzo cieszy. Ostatni album zawiera jeszcze kupę dodatków: szkice, concept arty, projekty postaci i statków, plansze bez tuszu i kolorów. To bardzo miły dodatek, który pozwala również zajrzeć za kulisy całego projektu.

Cieszę się, że “Fire and Stone” ukazało się po polsku. Jest to początek zupełnie nowego rozdziału w komiksowej historii Obcych i Predatorów. Może nie do końca spełniające oczekiwania, ale stanowiące początek dla coraz to ciekawszych opowieści z tego uniwersum. Przed nami “Life and Death” rozgrywające się rok po “F&S”, w całości pisane przez Dana Abnetta, który ma na koncie całe multum świetnych historii science fiction.

Kasta Metabaronów. Wydanie zbiorcze tom 2. Scenariusz: Alejandro Jodorowsky. Rysunki: Juan Gimenez. Scream Comics 2017

Metabaron – niepokonany i najlepszy wojownik we wszechświecie, był jednym z głównych bohaterów “Incala”. W drugim tomie “Kasty…” scenarzysta przybliża nam kolejne losy i niezwykle skomplikowaną historię całego rodu: począwszy od krwawej tradycji inicjacji, poprzez wpływ na rozwój galaktyki, aż do chwili, w której stoczona zostanie bitwa o los całej Galaktyki. Ostatni z Metabaronów pojawia się w opowieści niczym duch, przewija się gdzieś pomiędzy kolejnymi historyjkami robotów, a głównymi bohaterami są kolejni jego przodkowie, aż do spektakularnego finału, w którym stawia czoło swemu praszczurowi.

Jodorowsky zafundował nam ostrą jazdę po bandzie, epicką, barokową space operę, w której spiski i brudna polityka miesza się z krwawymi i spektakularnymi bitwami, przebogaty, tętniący życiem wszechświat przemierzany przez żyjące statki kosmiczne i wspaniałych nieulękłych wojowników wyjętych wprost z kart heroic fantasy. Jest tu wszystko z czego znany jest warsztat autora: magia, metafizyka, wybujała technologia, przemoc, seks, ale i też sporo naiwności i braku konsekwencji w prowadzeniu wątków, chodzenie na łatwiznę i rozmijanie się z logiką. Są zatem niedociągnięcia, ale prawdę mówiąc zupełnie nie przeszkadzają w dobrej zabawie jaką jest czytanie “Kasty…”. Łatwo można dać się uwieść tym wszystkim wizjom i pomysłom i nie ma w tym nic złego, tym bardziej, że za wizualizację wyobrażeń Jodorowsky’ego odpowiada Juan Gimenez. Jego grafiki przyciągają wzrok, hipnotyzują, zachwycają ilością szczegółów, dbaniem o detale i drugi plan, dopieszczonymi tłami, pięknymi kobietami i męskimi samcami. Bez rysunków Gimeneza ta opowieść nie miałaby takiej siły uderzenia i istnieje prawdopodobieństwo, że przepadłaby w gąszczu innych tytułów. A tak otrzymujemy przepiękne science fiction, o którym nie sposób zapomnieć.

Druuna #2: Stwór. Drapieżna. Scenariusz i rysunki: Paolo Eleuteri Serpieri. Wydawnictwo Kurc 2017

Drugie wydanie zbiorcze przygód Druuny zabiera nas w nieco inne rejony poznawcze. W “Morbus Gravis. Delta” Serpieri bawił się motywami zaczerpniętymi z prozy Aldissa, Orwella i “Coś” Carpentera i przerabiał je na fascynujący pod względem koncepcyjnym postapokaliptyczny świat, naprzeciw którego postawił niewinną (naiwną?) i ponętną bohaterkę. W albumie “Stwór. Drapieżna” autor idzie krok dalej i tym razem sięga po elementy dobrze znane z twórczości Philipa K. Dicka i “Obcego” Ridleya Scotta.

Pierwszy rozdział to gładkie przejście między postapo-westernem a dickowskim science fiction, w którym dominowała obawa o stan realności naszej rzeczywistości. Jednakże Serpieri nie bawi się w rozważania, stawianie pytań czy szukanie odpowiedzi, dla niego cienka granica między jawą a snem jest wyłącznie narzędziem do osiągnięcia celu, jakim jest przeniesienie Druuny na inne tory opowieści. Wyszło to całkiem nieźle, choć trochę naiwnie i po łebkach. W drugiej części mamy kontynuacje dickowskich niepokojów. Druuna (po raz kolejny już) budzi się i z jednego koszmaru trafia w drugi. Nie wiadomo co jest prawdziwe, a co nie, kto jest sprzymierzeńcem, a kto wrogiem. Rozpoczyna się walka z czasem i biegającymi po statku potworami. I znowu jest trochę naiwnie, a finał to już kompletne pójście na łatwiznę.

O ile Serpieri nie jest mistrzem słowa (“Druuna” wciąż cierpi na drewniane dialogi, monologi i przegadanie) o tyle jako rysownik wciąż znajduje się w kategorii mistrzowskiej. Wiadomo, Druuna, jej kształty i nagość są tu najważniejsze, im poświęca najwięcej uwagi i rysowniczej pracy. Ale przy tym zupełnie nie odpuszcza sobie innych aspektów jakimi są fantastyczne dekoracje, technikalia i oślizgłe potwory. Graficznie wszystko stanowi jedność, jest spójne i nie ma mowy o ustępstwach jak np. u Manary, u którego kobiety często stoją na pustych tłach lub wyglądają jak wklejone w przekalkowane fotki. Gdyby usunąć nadmiary tekstu i oszlifować dialogi, “Druuna” mogłaby być arcydziełem, a tak jest przepięknie narysowaną, ale ramotką.

Golden Dogs #2: Orwood. Scenariusz: Stephen Desberg. Rysunki: Griffo. Scream Comics 2017

Każdy z czterech tomów “Golden Dogs” nosi podtytuł związany z bohaterami opowieści. Drugi z nich, teoretycznie poświęcony jest Orwoodowi, człowiekowi odpowiedzialnemu za skrzyknięcie grupy i planowanie precyzyjnych skoków. Narratorką ponownie jest Fanny i to z jej perspektywy poznajemy przywódcę Złotych Psów. Tyle, że tak naprawdę poznajemy wyłącznie jego “mroczny” sekret. I to pobieżnie. Reszta dotyczy rozpadu grupy, kilkuletniej tułaczki Fanny po świecie i jej niemrawych prób odpowiedzenia na pytanie kto ich wykiwał. Ale jeszcze tak naprawdę nie wiadomo czy do wykiwania doszło, czy po prostu mamy do czynienia z dezinformacyjnym nieporozumieniem.

W “Orwodzie” sporo się dzieje i jest ciekawie, ale w inny sposób. Bo tak naprawdę w nosie już mamy kto zdradził. Bardziej interesujące jest to co zrobi ze swoim życiem Fanny, jak wykorzysta swoje umiejętności i jak daleko zajdzie w tym, w czym jak się okazuje, jest najlepsza. Nie zdziwię się zresztą gdy Desberg zdecyduje się ujawnić odpowiedź na kluczowe pytanie na ostatniej stronie ostatniego tomu, co tak po prawdzie, byłoby dość odważnym i intrygującym posunięciem.

Graficznie jest bez zmian. Rysunki Griffo popadają odrobinę w cartoon, ale w gruncie rzeczy niedaleko mu do uśrednionej, klasycznej frankofońskiej kreski. Są solidne, bez fajerwerków, mogą się podobać. Dodatkowo na końcu albumu dostajemy małą galerię z projektami postaci i kilkoma ładnymi pin-upami.

Kategorie
komiks
Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Dodaj komentarz