komiks

Komiksowy maraton czyli czytamy hurtowo #15

Dzisiejszy komiksowy maraton upłynie pod znakiem Deadpoola i kolejnych wznowień klasycznych albumów. Zapraszamy do lektury!

Z perspektywy czasu ciężko czyta się pierwsze kroki Wade’a. Nie dlatego, że są złe same w sobie. Po prostu większość tych historii to przedłużenie innych komiksów, niejako dodatki do serii X-force, która święciła wtedy tryumfy i sprzedawała się w milionowych nakładach. Ciężko je więc traktować jako samodzielne fabuły. Wydawcy nie pomagają nam w żaden sposób połapać się w akcji, nie dostajemy choćby strony z wprowadzeniem w sytuację ani szybkiego przypomnienia kto jest kim.

Początek rzuca nas w sam środek rozpierduchy między drużyną mutanta Cable’a a zaciekłym wrogiem X-menów. Potem dostajemy dwie zebrane mini-serie wynikające bezpośrednio z tych wydarzeń, trzymają całkiem znośny poziom i fajnie eksponują zarówno prześmiewcze, jak i dramatyczne oblicze Deadpoola. Na deser dostajemy zaś pierwszy numer jednego z najlepszych runów, jakie napisano o Pyskatym Najemniku. To jeden z najlepszych argumentów, by sięgnąć po tomiszcze. Zyskujemy chaotyczny wstęp do historii, która ukształtuje najemnika, jakiego pokochały rzesze czytelników.

Do tego dochodzi szwadron zdolnych twórców takich jak Fabian Nicieza, Ed McGuines czy Joe Madureira, którzy już wtedy mogli pochwalić się charakterystycznym sposobem pisania lub rysowania. Jest też Rob Liefeld, odpowiedzialny za wizerunek Deadpoola na okładce. Jeśli przebrniecie przez to – i przez pierwsze strony – potem będzie już tylko lepiej.

Końcowa ocena: 6/10

Wraz z „Wojną Darkseida” uniwersum DC w wydaniu New 52 wchodzi w decydującą fazę. Jeszcze trocę, a będziemy witać miękki restart zatytułowany „Rebirty”. Tymczasem jednak przygotujcie się na wielkie starcie potęg.

Zawodników mamy dwóch i to wagi ciężkiej. W prawym narożniku stoi Darkseid, etatowe nemesis uniwersum. Po lewej widzimy wielki powrót po latach świetności – Anti-monitor we własnej osobie. Tak jest, wraca boska potęga, która posłała do piachu szwadrony bohaterów. Pech chciał, że obaj mocarze obrali sobie za ring naszą poczciwą, udręczoną setkami bitew Ziemię. Sytuacja naturalnie nie podoba się Lidze Sprawiedliwości. Ekipa Batmana, Wonder Woman i Supermana musi zgłębić tajemnice przeszłości stojące za nienawiścią starożytnych istot oraz kilka innych sekretów.

To typowy wielki crossover, a właściwie pierwsza połowa eventu, przynosząca więcej pytań niż odpowiedzi. Do tego dochodzi wrażenie chaosu, który wkradł się w historię. Póki co przypomina to mozaikę z pojedynczymi bardzo intrygującymi kafelkami (wątek Batmana), ale nieskładającą się w spójną całość. Na pocieszenie dostajemy jednak świetne jak zawsze rysunki Jasona Faboka, pełne dynamiki, szczegółów i życia.

Poziom epickości osiąga wysokie rejestry. Poziom bezsensu również. Ale czyta się to wszystko całkiem przyjemnie.

Końcowa ocena: 6,5/10

Porucznik Blueberry powraca sentymentalnie w tomie zerowym kultowej serii westernów Charliera i Girauda, ukazującym początki kariery najsympatyczniejszego zakapiora wśród kawalerzystów.

Nie była to łatwa droga, bowiem młodego, choć już doświadczonego żołnierza, rzucono w sam środek intrygi wymierzonej w czerwonoskórych. Pięć historii zawartych w wydaniu zbiorczym to opowieść o nienawiści, uprzedzeniach i zaślepieniu tak wielkim, że wywołuje lawinę śmierci, w której żadna ze stron nie zyskuje i tylko spryt oraz upór takich ludzi jak Blueberry może pomóc w zminimalizowaniu strat.

Całość składa się na naprawdę dojrzałą historię i nawet jeśli powiela archaiczność niektórych rozwiązań narracyjnych, to wciąż jest czymś więcej niż solidnym czytadłem i można zrozumieć, dlaczego seria zyskała status kultowej. Rysunki jak zwykle nie zawodzą, choć widać, że pochodzą z początku kariery, zanim artysta się rozkręcił i przyjął pseudonim Moebius. Mniej tu formalnych i kolorystycznych szaleństw, a więcej solidnego, przyziemnego brudu i szczegółów.

Dla miłośników serii i ludzi wychowanych na westernach – pozycja obowiązkowa.

Końcowa ocena: 7,5/10

Czas na mały Deadpoolowy skok w bok. Wyzwanie Drakuli pierwotnie stanowiło internetowy dodatek do głównej serii Gerry’ego Duggana i Briana Posehna, ale szybko okazało się równie ważnym etapem w podróży bohatera, by wydać to jako kolejny rozdział na papierze.

Wade wciąż liże duchowe rany po pobycie w Korei Północnej. Kiedy nie pomogło nawet ściąganie długów z S.H.I.E.L.D., najemnik postanowił poświęcić się pracy, by nie myśleć za dużo. Tak trafia na niecodziennego zleceniodawcę – Drakulę we własnej osobie. Władca wampirów chce, by Deadpool zdobył trumnę, w której uwięziono królową podziemia, Shiklah. Według umowy, rękę sukkuba przeznaczono krwiopijcy, ale wiadomo – z Wade’m Wilsonem nic nie dzieje się tak prosto i według planu. Tak zaczyna się szalona podróż po Europie, Afryce i Stanach.

Wyzwanie Drakuli to prosta, bezpretensjonalna historyjka, która w ostatecznym rozrachunku okazuje się sympatyczną komedią romantyczną przemyconą w Marvelowych ciuszkach. Całość doprawiono szczyptą klimatu rodem z powieści groszowych i typowym dla runu humorem, raz po prostu bezbolesnym, kiedy indziej autentycznie zabawnym. Rysunki dają radę, są żywe i zachowują dynamikę, jakiej wymaga opowieść o Pyskatym Najemniku.

Kolejna odsłona przygód Deadpoola to przyjemny zapychacz czasu, po który warto sięgnąć choćby ze względu na to, jak bardzo odmieni losy bohatera. A poza tym – nie można odmówić temu komiksowi uroku.

Końcowa ocena:  7/10

300, scen. i rys. Frank Miller, Egmont 2017

Kultowy komiks Franka Millera, zekranizowany przez Zacka Snydera doczekał się wznowienia, co jest dobrą okazją, by sprawdzić, jak historia dzielnych wojowników znosi próbę czasu.

Znamy tę historię. Powtarzano ją nam od lat wczesnoszkolnych. 300 dzielnych, upartych żołnierzy Sparty pod wodzą niezłomnego króla naprzeciw nieprzebranym armiom Persów. Dzielni, uparci – i zdradzeni przez odrzuconego towarzysza.

Miller w swej interpretacji odrzuca realia na poczet wykuwania mitu, o czym świadczą już pierwsze kadry skoncentrowane na ogniskowych opowieściach. Prawdy historycznej nie ma tu za grosz, ale za to jest prosta, bezpretensjonalna testosteronowa fabułka o prawdziwym bohaterstwie wg autora. Ot, przyjemne, historyczne mordobicie.

Brutalna, dynamiczna kreska artysty wciąż robi znakomite wrażenie w połączeniu z kolorami Lynn Varley, które wyraźnie zainspirowały Zacka Snydera podczas kręcenia filmu.

300 pozostaje bardzo solidną pozycją, bawiącą się formą, uderzającą w podniosłe tony. Idealna pozycja dla chłopców w wieku od la 9 do 109.

Końcowa ocena: 7/10

Kategorie
komiks
Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który potrafi płynnie przejść od słodkiego lenistwa do nadaktywności - i z powrotem. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, rozmaitych hobby, a czasem nawet w otchłań studiów. Publikował, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych - GRY-Online, Kawernie, Szortalu, Onecie. Od 2014 regularnie pisuje do Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz