komiks

Komiksowy Maraton, czyli czytamy hurtowo #12 (Scream Comics)

Dzisiejszy odcinek komiksowego maratonu sponsorują kobiety. Kobiety szczególne i niezwykłe.

Na początek uwaga o małym eksperymencie. I nie, nie chodzi o formułę zbiorczej recenzji, czyli komiksowego maratonu, bo maratony na Dzikiej Bandzie działają już od jakiegoś czasu. To eksperyment z rodzaju: co w nas zostało z lektury po dłuższym czasie. Ano tak – trzy albumy od Scream Comics przeczytane zostały ponad miesiąc temu, potem życiowe i organizacyjne zawirowania nie pozwoliły stworzyć od razu, po bożemu ich recenzji. Ale może to dobrze, bo w ten sposób da się zweryfikować istotne kwestie, między innymi czytelniczą pamięć i wartość samego dzieła. Czyli co w nas pozostało z czytelniczych doznań, kiedy od lektury minął już dłuższy czas. Aby zadanie utrudnić – niemal bez zaglądania do albumów podczas pisania recenzji. A zatem start.

Małe pożegnanie. Scenarzysta: Marvano. Rysunki: Magda Seron. Scream Comics 2017

„Ciągle śnię ten sam sen. Trudno doszukać się w nim logiki. Ale to normalne dla snów” – od tych słów (oraz od onirycznych plansz) zaczyna się album „Małe pożegnanie”, słów które mogą stanowić motto tego wydawałoby się już po lekturze, do bólu realistycznego albumu. Albumu, do którego scenariusz napisał dobrze  znany w Polsce Marvano, a narysowała Magda (tak, po prostu Magda). Nie wiem czemu, czytając „Małe pożegnanie” ma się zgoła odwrotne uczucie- że za rysunkami stoi autor komiksowej „Wiecznej Wojny”, a historię napisała wrażliwa, dociekliwa autorka w rodzaju Virginii Woolf.

„Małe pożegnanie” to jeden z najbardziej frapujących komiksów jakie przeczytałem w życiu, w jakiś sposób nieprzyjazny, miejscami denerwujący, nie ułatwiający czytelnikowi lektury. Historia Christine, jej związków z mężczyznami, jej pisarskich prób, po prostu historia jej życia jest poukładana w świadomie chaotyczny sposób, bardzo ciekawie mieszając prawdę z fikcją, mieszając narracje, generalnie mieszając wszystko, czasem chyba aż za bardzo. Aby spróbować w pełni zrozumieć fabułę przeczytałem komiks raz po razie, a potem dałem drugiej osobie, która z przyswojeniem opowieści miała podobne problemy.

Czy to powinno odrzucać? Ależ nie! Paradoksalnie w tym chaosie, czy raczej mozaice tkwi siła opowieści, która zaciekawia bardziej z każdą przewracaną stroną. Zaciekawia niejednoznacznością, zmianami narracyjnych planów i samej struktury rzeczywistości, przypominając filmowe dzieła Antonioniego i Fassbindera (nie mylić z aktorem), zmuszając w pewnym momencie do lustrowania poszczególnych kadrów niczym w dziełach Andreasa. Czyli o co chodzi? O tajemnicę, którą ma rozwikłać  czytelnik? I tak, i nie – bo teoretycznie wszystko mamy podane tu na tacy, ale tak porozbijane, że nie można się w tym nie pogubić. Ale to zagubienie wartościowe, stymulujące i każące przeczytać komiks po raz wtóry, bo po prostu nie daje nam on spokoju  po lekturze. A tak właściwie, to o czym to, mógłby ktoś zapytać? A to może kupcie i sami się przekonajcie.

Angel Wings 1-3. Scenariusz: Yann. Rysunki: Romain Hugault. Scream Comics 2017

„Angel Wings” od początku był dla mnie niespodzianką – choćby z tego względu, że w paczce od Scream Comics miał być „Tulipanek”, a nie komiks o wojnie, samolotach i pewnej rezolutnej, biuściastej żołnierce. Ale stało się i w zasadzie nie ma co narzekać – w ręce recenzenta trafiło dzieło które samo z siebie – ot choćby limitowanym wydaniem i przyciągającą wzrok okładką – wywołało cieplejsze uczucia. A poza tym, jak tu nie cieszyć się samolotami, które wyglądają jak latające potwory i apetycznymi pin-up girls?

Szczerze mówiąc sądziłem, że z tym będę miał właśnie problem. Bałem się miałkości historii i trochę odstraszał momentami fotorealistyczy styl, którego nie jestem wielkim zwolennikiem. A jednak… w tym połączeniu to działa. Wielgaśne kadry z prującymi powietrze latającymi machinami nie raz powodowały, ze bezwiednie otwierałem buzię z wrażenia. A kadry, bądź plansze z końcowej galerii z widniejącą na okładce Angelą, szczególnie te, kiedy bardziej odsłania ona swe wdzięki – po prostu mniam. Zaraz, zaraz, a zatem mamy doświadczenia z dziełem – o słodka polityczna poprawności – seksistowskim?

He, wcale nie. Po pierwsze, trzy tomy „Angel Wings” to fajna edukacyjna sprawa, która przybliży nam trochę mniej znane historyczne karty Drugiej Wojny Światowej (Wschód, Birma, Chiny razem z USA kontra Japonia i ciekawa rola Amerykanek w tym konflikcie). Po drugie – no właśnie, kobiety. Wizerunkowo, z dzisiejszej perspektywy, można uznać, że jest seksistowsko, ślinka kapie. Ale fabularnie mamy całkiem poważnie potraktowany schemat girl power. Angela gra w tym komiksie pierwsze skrzypce i nie chodzi tylko o jej naturalne wdzięki, ale też pomysłowość, profesjonalizm i przede wszystkim determinację. Może narracja „Angel Wings” jest miejscami nieco chaotyczna, ale wszystkie wymienione powyżej zalety całkowicie to rekompensują. A po finałowych zdarzeniach z trzeciego tomu ( i pięknie ukazanym San Francisco), czekam na więcej.

Dżinn # 2: Tatuaż/Skarb. Scenariusz: Jean Dufaux. Rysunki: Ana Miralles. Scream Comics 2017

Nie ma co ukrywać – „Dżinn” to najlepsza rzecz Jeana Dufaux, która ukazała się po polsku. Pisałem o tym już w przypadku poprzedniego tomu, a najnowsze wydanie zbiorcze tylko tę opinię potwierdza. Scenariuszowy weteran po prostu tu błysnął, uciekł od typowego dla siebie rzemieślnictwa – może po prostu przypasował mu niezbyt wyeksploatowany temat, może pomogła swoista dwoistość tworzonej historii. Bo trzeba przyznać, że rzadko udaje się tak finezyjnie i w zgodzie z duchem wziętych na warsztat motywów, utkać współistnienie fikcji i prawdy, realizmu i wyobrażenia.

Dżinn jest tu kobietą. Nie mamy tu lampy, którą trzeba pocierać, aby go uwolnić – ocierają się tu o siebie elementy nieco inne, jednak równie skutecznie wywołujące rzeczonego ducha, magiczną istotę. Wywołany  duch nie jest od spełniania życzeń (choć na pozór tak to może wyglądać), raczej bierze to co chce. Z pozoru ulega, w rzeczywistości zwycięża. Jego orężem jest ciało i seksualność, wniesione tu na wyższy wymiar – wymiar władzy. Jego ośrodkiem jest harem, zupełnie sprzeczny z naszymi o nim wyobrażeniami. Dostajemy tu również, podobnie jak w przypadku „Angel Wings”, nieco mniej znaną nam kartę dwudziestowiecznej historii, ale jakże fascynującą! Zmierzch pewnej epoki, do której puka – bo fabuła prowadzona jest tu dwutorowo – bliższa nam współczesność. Współczesność, która w osobie przeżywającej wciąż inicjacyjną podróż Kim Nelson, winna być przecież bardziej wyzwolona (seksualnie, moralnie  itd.), ale wcale tak nie jest. To przeszłość, to czasy zmierzchu Sułtanatu są bardziej skryte, bardziej brudne, bardziej pociągające i nieodparte.

Kim zatem dalej idzie ścieżką swojej babki, sułtańskiej faworyty o wielkiej władzy, idzie tropem jej tajemnic, doświadczając podobnych stopni wtajemniczenia. Dufaux ponownie miesza fabularne płaszczyzny, ponownie karmi realizm symboliką i duchowym wymiarem i ponownie mu się to bardzo dobrze udaje. Czuć to szczególnie w drugim tomie wydania zbiorczego, w „Skarbie”, kiedy to znaczenie tegoż tytułu jest przefiltrowane na różne sposoby i prowadzi bohaterów do różnorakich, czasem ostatecznych konsekwencji. Era Sułtananu się kończy, Jade znajduje się w położeniu, którego wcześniej nie znała, tajemnice zaczynają się wyjaśniać, a Kim kontynuuje swą niebezpieczną, ale także wyzwalającą podróż. „Dżinn” dalej intryguje, dalej urzeka – szczególnie pustynnymi krajobrazami, dalej cieszy niebanalnym pomysłem na historię. Dufaux jak chce to potrafi. Dalszy ciąg oczekiwany.

—–

Cóż, zatem koniec eksperymentu – komiksy zrecenzowane, niemal bez zaglądania do  ich wnętrza, po ponad miesięcznej przerwie od lektury. Im głębiej drążyłem pamięć, tym bardziej okazywało się, że wcale sporo w niej pozostało, przede wszystkim wrażenie, że te trzy albumy to coś, do czego warto wracać. Pewnie duża w tym zasługa wykreowanych przez twórców, niezwykłych bohaterek, dzięki którym lektura miała miejscami fascynujący posmak.

Kategorie
komiks
Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore’a. Pisał artykuły do „Nowej Fantastyki”, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz