Egmont / Mucha Comics
komiks

Komiksowy maraton, czyli czytamy hurtowo #1

Co miesiąc na sklepowych półkach ląduje tak duża ilość komiksów, że więcej czasu zajmuje nam ich czytanie niż o nich pisanie. A zatem aby nadrobić trochę tytułów wchłaniamy je hurtowo w wielogodzinnych maratonach i tak też od czasu do czasu będziemy o nich pisać. Dzisiejszą edycję sponsorują Stan Lee, mroczne Imperium i Hrabstwo Harrow.

jessica-jones-2Jessica Jones: Alias #2. Scenariusz: Brian Michael Bendis. Rysunki: Michael Gaydos. Mucha Comics 2016

W drugim tomie “Alias” Brian Bendis odchodzi od superbohaterskiej tematyki śledztw, a Jessicę Jones wyrzuca poza mury Nowego Jorku, wprost w objęcia zaściankowego zadupia, którego mieszkańców trawi nienawiść do wszelkiej inności.

W porównaniu do poprzedniego albumu, gdzie polityka, superbohaterowie i skomplikowane śledztwo wiodły prym, ten najnowszy jest pewnego rodzaju odsapnięciem od mrocznych tematów i scen. Chociaż z drugiej strony, choć nowe śledztwo jest błahe, skrywa robaczywe drugie dno, które często objawia się w małomiasteczkowych społecznościach. Jessica musi odnaleźć zaginioną nastolatkę, która wyraźnie odstawała od reszty zdominowanej przez kościół wspólnoty. Bendis przeciągnie bohaterkę przez najgorsze bagno gównianych ideologii, a na jej drodze postawi niepotrafiących myśleć samodzielnie fanatyków. A zatem pojawia się tu ciekawy dyskurs na temat tego kto jest groźniejszy: czy obdarowani supermocami siłacze, czy też potrafiący odpowiednio używać słów zwykli manipulanci. Odpowiedź wydaje się prosta, ale tak naprawdę Bendis nie rozdziela niczego na czerń i biel, zgrabnie poruszając się w szarej strefie interpretacji.

Główną opowieść śledczą uzupełniają dwa niepowiązane z nią rozdziały, które zbudowane są wyłącznie na dialogach. Ich charakter jest bardziej dowcipkowaty, ale mimo to fajnie wpisuje się zarówno w postać jak i serię. Pierwszy dotyczy rozmów Jessici z Lukiem Cagem (ale ten jej pojechał po gaciach) i Scottem Langiem (pierwsza od dawna udana randka Jones), a w drugim gwiazdą jest J. Jonah Jameson, który zleca detektywce ustalić tajną tożsamość Spider-Mana. Finał tego jest iście przebojowy. Seria nadal podąża w dobrym kierunku i warto ją czytać.

ocena-80

[accordions] [accordion title=’Gdzie kupić?’]
[/accordion] [/accordions]

star-wars-komiks-5-2016Star Wars Komiks 5/2016: Osaczony Vader. Scenariusz: Jason Aaron, Kieron Gillen, Rysunki: Mike Deodato, Salvador Larroca. Egmont 2016

Na łamach najnowszego numeru gwiezdnowojenego dwumiesięcznika doszło do crossoveru serii “Darth Vader”, pisanej przez Gillena, i “Star Wars”, tworzonej przez Aarona. Tu kumulują się i rozwiązują ważne wątki, a poszczególni bohaterowie mają wreszcie okazję się spotkać. W skrócie, rebelianci w końcu mogą pozbyć się Vadera, ale zamysł ten okazuje się znacznie trudniejszy do wykonania niż zaplanowania, bowiem legendy krążące o mrocznym Lordzie wcale nie były przesadzone.

W opowieści otrzymujemy w zasadzie wszystko to za co można lubić Gwiezdne Wojny. Wspaniałą akcję, której centrum stanowi Darth Vader, sporo zabawnych i niezobowiązujących gagów (tu popisują się Han Solo i cudownie złe roboty dr Aphry) oraz epickie sceny batalistyczne. Olbrzymim plusem jest skoncentrowanie się na ukazaniu Vadera jako bezlitosnej i niemożliwej do zatrzymania maszyny śmierci. Obraz ten jest przerażający, a skala zniszczenia uświadamia beztroskim rebeliantom, którzy najczęściej do tej pory walczyli ze słabo wyszkolonymi Szturmowcami, z jak wielkim zagrożeniem muszą się mierzyć. Desperacja w oczach księżniczki Lei w tym wypadku jest bezcenna. Scenarzyści świetnie poradzili sobie z narracją, dozowaniem sporej ilości zwrotów akcji i emocji. Równie dobrze spisali się też rysownicy, choć Salvador Larroca w moim odczuciu znacznie gorzej wypadł od Mike’a Deodato, który ma bardziej interesujący styl i dopracowaną technikę. “Osaczony Vader” to póki co jedna z najlepszych fabuł z nowego komiksowego kanonu Star Wars.

ocena-75

[accordions] [accordion title=’Gdzie kupić?’]
[/accordion] [/accordions]

hrabstwo-harrowHrabstwo Harrow #1: Niezliczone duchy. Scenariusz: Cullen Bunn. Rysunki: Tyler Crook. Mucha Comics 2016

Cullen Bunn może nie czuje się za dobrze pisząc opowieści pod dyktando wielkich komiksowych korporacji, ale za to doskonale radzi sobie z tymi autorskimi, w których po mistrzowsku mieli popkulturowe schematy i wypluwa intrygujące fabuły. Tak było z pulpowym “Szóstym rewolwerem”, tak też jest z “Hrabstwem Harrow” czerpiącym z motywów grozy i horroru.

Autor bierze na tapetę amerykański wiedźmi mit i doprawia go motywami zemsty zza grobu, nastoletniej dramy, opowieści inicjacyjnej i zjawiskami paranormalnymi. Nie dzieje się tu nic czego byśmy nie znali z kina czy literatury, ale całość prezentuje się bardzo przyjemnie. A zasługa tego tkwi przede wszystkim w podejściu do tych tematów, bowiem opowieść utkana jest na zasadzie kontrastów. Oto dostajemy horror pełen przerażających scen i istot, które równoważone są sielankową atmosferą tytułowego hrabstwa i bardzo sympatyczną główną bohaterką, próbującą uciec od swego przeznaczenia. A gdy dodamy do tego jeszcze fantastycznie nastrajające akwarele Tylera Crooka, otrzymujemy, tak jak to podsumował w okładkowym blurbie Mignola, jednocześnie urocze i niepokojące dzieło. Na tym jednak nie koniec, bo Bunn zadbał o odpowiednie dawkowanie kolejnych strzępów tajemnic i ciekawe zwroty akcji, które mogą nawet zaskoczyć. Tak więc na tle różnorodnej oferty komiksowej “Hrabstwo Harrow” to mała perełka, po którą warto sięgnąć.

ocena-75

[accordions] [accordion title=’Gdzie kupić?’]
[/accordion] [/accordions]

zdumiewajacy-fantastyczny-niesamowity-stan-leeZdumiewający, fantastyczny, niesamowity Stan Lee. Scenariusz: Stan Lee, Peter David, Rysunki: Colleen Doran. Egmont 2016

Stan Lee to gość, któremu popkultura zawdzięcza jednych z najfajniejszych superbohaterów w branży. Zawsze uśmiechnięty, zawsze pomocny, dowcipny, elektryzujący, niezmiennie sympatyczny, niepozorny człowieczek, który w pojedynkę zrewolucjonizował przemysł komiksowy i filmowy. Przynajmniej on sam tak siebie widzi i taki obraz przytulaśnego wujaszka roztacza gdzie tylko może. Jego komiksowa biografia to wizytówka tego obrazu, przepełniona niepoprawnym optymizmem i cudami rodem z komiksów, które pisał.

Lee podchodzi do swojej osoby bardzo ciepło, czasem z dystansem, zawadiacko, trochę bezkrytycznie. Snuje swój życiorys w taki sposób w jaki zazwyczaj się wysławia: często stosuje dygresje, wybiega w przyszłość, czasem myli fakty bądź je maskuje lub przemilcza, gubi się w tym co mówi. Przedstawia siebie jako superbohatera, który zdobył moc wymyślania zdumiewających opowieści podbijających serca miliony czytelników. Owszem, jest to po części prawda, ale Stan zdaje się nie widzieć za sobą legionów współpracowników i przyjaciół, którzy w równym stopniu przyczynili się do tego ogromnego sukcesu. Nie widzi swojej winy w wielu niepowodzeniach firmy, odejściach pracowników itp. I to najbardziej razi i drażni podczas lektury. Dostajemy bowiem całkowicie wybielony obraz Stana, tylko połowę prawdy z tego jak mogło być (ta druga część prawdy dostępna jest w “Niezwykłej historii Marvel Comics”). Niemniej komiksowa biografia Lee stanowi interesującą pozycję, zarówno ze względu na to jak autor postrzega swoje sukcesy oraz na zawarte w niej interesujące fakty dotyczące rozwoju branży prasowej, filmowej i komiksowej. No i do tego jest całkiem przyzwoicie zilustrowana.

ocena-60

[accordions] [accordion title=’Gdzie kupić?’]
[/accordion] [/accordions]

star-wars-legendy-najlepsze-opowiesciStar Wars Legendy: Najlepsze opowieści. Scenariusz: Garth Ennis i inni, Rysunki: Sean Phillips, John McCrea, Dustin Weaver i inni. Egmont 2016

Wydawnictwo Dark Horse przez ponad dwie dekady piastowało markę “Star Wars”, a przez ten czas, oprócz przeróżnej maści serii i mini-serii, wydawało też antologie zawierające krótkie opowiastki, balansujące na pograniczu gatunków i skupiające się na przeróżnych okresach w historii uniwersum. W “Najlepszych opowieściach” teoretycznie dostajemy te najwyższej jakości, które w jakiś sposób wybiły się ponad inne. Jest ich łącznie dziewięć, i jak to w zbiorach bywa, prezentują różny poziom.

Najbardziej interesująco wypadają “Żołnierz” Gartha Ennisa i Johna McCrea oraz “Incydent na stacji Horn” Dana Jolleya z rysunkami Seana Phillipsa. Ta pierwsza to słodko gorzka, refleksyjna opowieść o ciężkim żywocie Szturmowców, decyzjach stojących za wstąpieniem w służbę Imperium i wątpliwościach jakie nimi targają na polach bitew. I choć narysowana jest w karykaturalny sposób to jej wydźwięk jest mocno dramatyczny. “Incydent na stacji Horn” zachwyca przede wszystkim rysunkami Phillipsa, rysownika lubującego się w wykorzystywaniu technik wizualnych stosowanych w czarnych kryminałach. Tu użył ich rysując w zasadzie western w dekoracjach sci-fi. Sama opowiastka jest banalna i przewidywalna ale pozostawia po sobie przyjemny posmak.

Inną bardzo fajną opowieścią jest “Narodziny Gwiazdy Śmierci” Kevina Rubio i Lucasa Marangona. Satyryczna i autentycznie zabawna opowieść o kulisach powstania najbardziej niszczycielskiej broni Imperium, w której komediowy talent ujawnia sam Darth Vader. I ze względu na ukryte w tle drobne smaczki, w pewnym sensie prorocza. Pozostałe historie są bo są, w warstwie fabularnej nie prezentują niczego szczególnego, jedne celują w lżejsze, humorystyczne tony, inne w bardziej poważne i posępne, ale nie są w stanie pozostać w pamięci na dłużej, choć w kilku przypadkach są bardzo ładnie zilustrowane. Jednak zupełnym nieporozumieniem jest dla mnie “Hoth”, w zamyśle komediowy rzut okiem na wampę, który jest totalnie przestrzelony. Jeśli to ma być jedna z najlepszych opowieści z uniwersum, to aż boję się pomyśleć, jaki poziom prezentują te, które w zbiorze się nie znalazły.

ocena-55

[accordions] [accordion title=’Gdzie kupić?’]
[/accordion] [/accordions]

uncanny-avengers-2Uncanny Avengers #2: Bliźnięta Apokalipsy. Scenariusz: Rick Remender. Rysunki: Daniel Acuna. Egmont 2016

Rickowi Remenderowi udało się nieco podnieść jakość “Uncanny Avengers”, ale to wciąż za mało aby ten komiks choć odrobinę ocierał się o miano chociaż przyzwoitego. Autor tak napakował go wątkami i postaciami, że śledzenie kolejnych przeskoków między nimi sprawia ogromną trudność. Tym bardziej, że cała intryga rozłożona jest na kilka epok (przeszłość, teraźniejszość, kilka wersji przyszłości) i alternatywnych rzeczywistości (Era Ultrona), a niektóre elementy fabuły są zakotwiczone w innych tytułach pisanych przez Remendera, a niewydanych w Polsce. Wrażenia chaosu dopełniają te same błędy co w “Czerwonym cieniu”, czyli operowanie zjechanymi do granic możliwości kliszami, patetyczne dialogi, słabo prowadzone postacie i rozwiązania rodem z groszowych opowieści. Jedyne co może jeszcze ratować ten album to całkiem ładne i przyjemne dla oka rysunki Daniela Acuny i kilka pomysłowych scen. W każdym razie “Uncanny Avengers” wciąż pozostaje najsłabszą serią z oferty Marvel NOW!

ocena-45

[accordions] [accordion title=’Gdzie kupić?’]
[/accordion] [/accordions]
Kategorie
komiks
Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

2 komentarze
  • Anonim
    22 listopada 2016 at 22:58
    Skomentuj

    Dobry pomysl, brawo! Takie hurtowe recki przywitalem z radoscia:)

  • Przem
    26 listopada 2016 at 00:20
    Skomentuj

    „W każdym razie “Uncanny Avengers” wciąż pozostaje najsłabszą serią z oferty Marvel NOW!” << a Thunderbolts? 🙂 UA jeszcze nie czytałem ale nie wierzę, że jest aż tak słabe.

  • Dodaj komentarz