Sound Tropez
komiks

Kajko i Kokosz: Szkoła latania – słuchowisko [recenzja]

„Kajko i Kokosz” to kolejne doskonałe słuchowisko, tym razem przeznaczone również dla młodszych odbiorców.

Z produkcjami studia Sound Tropez mam problem. Bardzo chciałbym się do czegoś przyczepić, ale najzwyczajniej w świecie nie mam do czego. Wszystkie dotychczasowe realizacje, czyli „Żywe Trupy”, „Conan” i „Thorgal”, stoją na najwyższym poziomie, a pomysł wykorzystania komiksów jako podstawy dla słuchowisk, choć w teorii kuriozalny, okazał się strzałem w dziesiątkę. Twórcy stawiają przede wszystkim na jakość i świetnych aktorów, a z każdym kolejnym dziełem coraz wyżej podnoszą poprzeczkę. Na chwilę obecną, „Kajko i Kokosz: Szkoła latania” to dla mnie opus magnum warszawskiego studia.

Grzegorz Brudnik w scenariuszu swego autorstwa wręcz wzorcowo oddał esencję komediowej twórczości Janusza Christy. Pełno w nim inteligentnych gagów i żartobliwych odniesień do naszej współczesności, które co prawda nie wyszły spod ręki autora pierwowzoru, ale znakomicie wpisały się w jego poczucie humoru. Właściwie cała opowieść, w stosunku do komiksu odpowiednio przerobiona i rozbudowana, opiera się na prześwietnych dowcipach i sprawnie prowadzonych postaciach, z których wydobyto pełnię komediowego potencjału i energii. Jestem pełen uznania za tak fachowe przełożenie jednego medium na drugie.

Kajko i Kokosz to bohaterowie tak charakterystyczni, że wymagali równie specyficznych aktorów, którzy odegrają ich role. I tutaj kolejnym strzałem w dziesiątkę okazał się wybór, który padł odpowiednio na Abelarda Gizę i Wojtka Tremiszewskiego, czyli frontmanów kabaretu Limo. O ile do Gizy musiałem się dłuższą chwilę przyzwyczajać (jego twarz ciągle nakładała mi się w wyobraźni na twarz Kajka), o tyle głos Tremiszewskiego od razu stał się dla mnie głosem Kokosza. Kabareciarz wręcz wybornie wpasował się w postać prostodusznego woja o słusznych rozmiarach i świetnie go interpretował. W ogóle Giza i Tremiszewski, jako duet, wypadli o wiele bardziej interesująco niż Maciej Sthur i Cezary Żak w animowanej krótkometrażówce sprzed kilku lat. Od początku czuć między nimi chemię i doskonale się uzupełniają, za co wielkie brawa.  Złego słowa nie można też powiedzieć o pozostałej obsadzie, która została bardzo dobrze dobrana i w swych rolach spisała się równie świetnie. Zwłaszcza niezawodny Piotr Fronczewski (narrator), którego głos hipnotyzuje i opatula zmysł słuchu.

„Szkoła latania” jest słuchowiskiem praktycznie bez wad. Świetny materiał wyjściowy, doskonali aktorzy, wspaniałe efekty dźwiękowe i muzyczne, dzięki którym bez trudu można odnaleźć się w średniowiecznych realiach, sprawiają, że ponad dwie godziny nagrania mijają jak mrugnięcie okiem. No i humor. Humor wprowadzony na zasadzie podobnej jak w „Shreku”, jest tu podstawą i każdy dorosły oraz dziecko znajdzie momenty, w których donośnie zarechocze. Jest to historia do wielokrotnego słuchania i muszę przyznać, że z niecierpliwością oczekuję kolejnej odsłony dźwiękowych przygód dzielnych wojów wymyślonych przez Christę.

Kategorie
komiks

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Dodaj komentarz