Egmont
komiks

Hellboy #12: Burza i Pasja [recenzja]

Mike Mignola ostatnimi laty to bardzo zapracowany człowiek, który swój czas poświęca głównie na rozwijanie uniwersum piekielnego chłopca – o czym wspominałem tutaj. Jego rysownicze obowiązki ograniczają się jedynie do tworzenia okładek własnych serii, ale pod względem płodzenia scenariuszy mało kto mu dorównuje. Każdego miesiąca na sklepowe półki trafiają kolejne zeszyty „B.B.P.O”, „Abe Sapiena”, „Homara Johnsona”, „Witchfindera” i oczywiście nowego „Hellboya”. Ten ostatni, bardzo rzadko rysowany przez samego Mignolę, nadal cieszy się ogromną popularnością, a oprawą graficzną zajmuje się wielu uznanych i utalentowanych artystów; wśród nich Duncan Fegredo, który po raz trzeci i ostatni mierzy się z przygodami Anung Un Ramy w polskim wydaniu „Burzy i Pasji”.

Chronologicznie, album ten jest kontynuacją „Dzikiego Gona” i w pewnym sensie jest ostatnim tomem serii. To w nim Mignola doprowadza liczne, rozsiane w poprzednich tomach, wątki do końca; splata losy bohaterów, odkrywa karty i ujawnia kilka kluczowych tajemnic oraz co najważniejsze, wreszcie doprowadza do apokalipsy. Z wdziękiem i sprawnością prawdziwego mistrza zamyka klamrę, którą otworzył wraz z „Nasieniem Zniszczenia” i wykazuje się odwagą, której brakuje wielu scenarzystom komiksów mainstreamowych. Hellboy, po wielu latach tułaczki i przedziwnych przygodach nie ma możliwości wycofania się i w końcu stawia czoła przeznaczeniu, które tak długo próbował zwieść. „Burza i Pasja”, jak sama nazwa wskazuje, to bardzo intensywny tom, w którym akcja nie zatrzymuje się ani na moment, co rusz wywracając do góry nogami ład i porządek. Mignola snuje swą opowieść w iście epickim stylu, rezygnując zupełnie z charakterystycznych dla tej serii melancholijnych momentów i statycznych kadrów. Mimo, że zamyka pewien rozdział w życiu bohatera, wciąż udaje mu się utrzymać czytelnika w napięciu i pobudzić jego ciekawość kolejnymi postawionymi zagadkami, pozostawiając go samotnie w samym środku Armagedonu.

„Burza i Pasja” pięknie koronuje dwadzieścia lat Hellboya, a jednocześnie otwiera nowy etap na jego drodze życia. W USA już wystartowała nowa seria, „Hellboy in Hell”, gdzie do roli etatowego rysownika powrócił wreszcie Mignola. Niemniej w swym ostatnim występie Duncan Fegredo elektryzuje talentem, wciąż zachowuje własny styl, ale też idealnie dopasowuje się do wcześniejszych prac Mignoli, tworząc doskonale zgraną i jednolitą całość. „Hellboy” to znakomita seria, która zaliczyła wiele wzlotów i ani jednego upadku oraz stała się kamieniem milowym w całej historii komiksu niezależnego. Nie wypada jej nie znać.

Kategorie
komiks
Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Dodaj komentarz