komiks

Grzech Pierworodny – kryminał w świecie Marvela [recenzja]

Dziwna sprawa z tym „Grzechem pierworodnym”. Komiks jest bowiem wypadkową Aaronowskiego zacięcia do kryminałów i edytorskiego parcia na PRZEŁOMOWE WYDARZENIA w Marvelu. Dlatego komiks nie jest tym, czym mógłby być, gdyby pozwolono autorowi „Skalpu” i „Bękartów Południa” pracować w spokoju.

Zaczyna się z konkretnym przytupem, bo od śmierci bohatera głęboko zakorzenionego w mitologii Marvela – Uatu, Obserwatora, istoty, która żyje po to, by śledzić przebieg historii człowieka. Zamordowanego znaleziono w jego schronieniu na księżycu. Do akcji wkraczają członkowie grupy Avengers i inni superbohaterowie – pod dowództwem wracającego z emerytury Nicka Fury’ego (wiecie, tego prawdziwego). Ekipy śledcze zostają rozesłane po całym kosmosie, a rozwiązanie sprawy zbiegnie się z odkryciem wielu brudnych wątków z historii poszczególnych bohaterów. Ich rozwiązanie poznamy oczywiście w osobnych seriach, z których tylko część zostanie w Polsce opublikowana.

To mógł być świetny superbohaterski kryminał. Niestety, wyszedł zaledwie nieźle, a po drodze zalicza zarówno wzloty jak i srogie upadki. Para poszła w gwizdek, bo Aaron musiał zostawić miejsce dla krótkich gościnnych występów zbyt dużej ilości bohaterów, którzy zapychają kadry, przeciążają fabułę i odbierają całości urok dusznej, niepewnej opowieści o zbrodni. Naturalnie, Aaron robi, co może, a że jest bardzo zdolną bestią, to często udaje mu się sprzedać intrygujący zwrot akcji czy niepokojący fragment.

Z tłumu też na szczęście szybko wyłania się kilka ciekawie poprowadzonych postaci wiodących, miedzy innymi Nick Fury i Zimowy Żołnierz. Niestety, złoczyńcy w tym korowodzie nie wypadają jakoś szczególnie barwnie, może z jednym, niespodziewanym wyjątkiem.

Aarona dzielnie wspiera za to Mike Deodato, ze swoją skąpaną w cieniu stylistyką. Dominuje tu mrok, noirowa ciemność. Artysta spuścił też z tonu i w plansze pompuje zdecydowanie mniej testosteronu niż kiedyś. Jego kadry są ostre, brutalne, chwilami zahaczają o horror. Idealne do tego typu opowieści (ci dwaj panowie powinni jeszcze kiedyś stworzyć coś razem).

Ostatecznie, mimo wszystko, warto sięgnąć po ten komiks. Czas szybko przy „Grzechu Pierworodnym” płynie, kilka patentów fabularnych jest ciekawych, a plansze Mike’a Deodato zdecydowanie cieszą oczy czytelników spragnionych mroku. Po prostu nie nastawiajcie się na zbyt równą opowieść.

Grzech Pierworodny, scen. Jason Aaron, Mark Waid, Ed Brubaker, rys. Mike Deodato, Jim Cheung, Javier Pulido, Egmont 2017. Ocena: 65%

Kategorie
komiks
Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który potrafi płynnie przejść od słodkiego lenistwa do nadaktywności - i z powrotem. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, rozmaitych hobby, a czasem nawet w otchłań studiów. Publikował, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych - GRY-Online, Kawernie, Szortalu, Onecie. Od 2014 regularnie pisuje do Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz