Scream Comics
komiks

Fire and Stone #2: Aliens – sidequel „Decydującego starcia” [recenzja]

Drugi rozdział opowieści “Fire and Stone” dopisuje nowy, całkiem interesujący rozdział do “Obcych” Jamesa Camerona.

“Aliens” Robersona rozpoczyna się cztery dekady przed wydarzeniami z “Fire and Stone: Prometeusz”, w chwili gdy kolonia Hadley’s Hope na LV-426 jest dziesiątkowana przez Xenomorfy. Okazuje się, że dość pokaźnej grupie mieszkańców udaje się uciec przed rzezią i wylądować zdezelowanym statkiem na sąsiednim księżycu, LV-223. Koszmar, jak to zazwyczaj bywa w tej serii, podąża jednak za nimi i to co jest nieuniknione, zostaje tylko odwleczone w czasie. Głównym celem ocaleńców staje się przetrwanie za wszelką cenę, jednak jeden z nich odkrywa raporty z misji statku Prometeusz i podąża śladem załogi, która prawie sto lat wcześniej swoją brawurę przypłaciła życiem.

Album stanowi techniczną ciekawostkę gdyż zarazem jest sequelem “Prometeusza” Ridleya Scotta, prequelem i sidequelem “Aliens: Decydujące Starcie” Camerona i prequelem do pierwszego tomu “Fire and Stone” (swoją drogą to właśnie ”Aliens” powinien być wydany w pierwszej kolejności), a jednocześnie stanowi samodzielną opowieść wymagającą jedynie pobieżnej znajomości uniwersum “Obcego”. Robersonowi (“Dust to Dust”) udało się więc złapać kilka srok za jeden ogon i nie dać sobie urwać ręki. W moim odczuciu zarówno fani najnowszych fanaberii Scotta jak i miłośnicy klasycznej serii znajdą przyjemność w lekturze tej opowieści. Tym bardziej, że wszystko jest tutaj ładnie wyważone. Jest spora dawka akcji, trochę zagrywek typowych dla horrorów, kilka fajnie podanych tajemnic i kilka zupełnie nowych motywów rozwijanych właśnie przez tę komiksową serię. Scenarzysta z szacunkiem podszedł do oryginałów, nie udziwniał niczego na siłę, a wyłącznie dopisał kilka nowych rozdziałów zgodnych z duchem filmowego uniwersum. Owszem, nie obyło się bez potknięć, ale te również wpisują się w standardy franczyzy. Plus dla Robersona za to, że jednak nie zbliżył się do poziomu absurdu z filmowego “Prometeusza”.

Po finale głównej opowieści dostajemy jeszcze shorta z kapralem Hicksem w roli głównej, który pełni rolę niewykorzystanej sceny z “Decydującego starcia”, nawiązującej do ocaleńców i ich ewentualnego ratunku z rąk Space Marines. Fajnie to wyszło i stanowi interesujący, ładnie narysowany, smaczek. A co do samych ilustracji w albumie, są one bardzo klimatyczne, doskonale budują atmosferę zagrożenia i napięcie towarzyszące bohaterom. No a kolory w wykonaniu Dave’a Stewarta to jak zwykle mistrzostwo.

“Fire and Stone: Aliens” to kolejna dobrze wypalona cegiełka w budowli jaką jest nowy komiksowy kanon Obcych, Predatorów i Inżynierów. Czekam z utęsknieniem na kolejne jej części.

Kategorie
komiks
Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Komentarz
  • Alien i Predator wracają do łask [komiks] – Dzika Banda
    26 kwietnia 2017 at 12:01
    Skomentuj

    […]  linii „Star Wars”) do sprzedaży trafią pierwsze dwa regularne tytuły, a mianowicie „Aliens” i „Prometeusz”, a miesiąc później dwa kolejne, czyli „Predator” i „Aliens vs […]

  • Dodaj komentarz