komiks

Fechmistrz – mroczna przygoda z czasów historycznych przemian [recenzja]

„Fechmistrz” pod warstwą akcji i przygody skrywa głęboki pesymizm. Czytając opowieść Dorisona widzimy, jak w kwestii ideologicznych sporów świat i ludzie niewiele zmienili się przestrzeni wieków.

Xavier Dorison to już marka sama w sobie. Rzecz jasna najbardziej podkreśla tę tezę fakt przejęcia przez niego roli scenarzysty „Thorgala”, ale paradoksalnie opowieść o dzielnym Wikingu plasuje się na razie wśród tych słabszych dokonań Francuza (miejmy nadzieję, że  w kolejnym albumie będzie lepiej). Natomiast takie tytuły jak „Undertaker”, „Asgard” i najnowszy „Fechmistrz” to już wyższa komiksowa półka. Scenariusze twórcy to przykład niegłupiej rozrywki, a co jeszcze bardziej istotne, potrafi on tchnąć on świeżego ducha w wydawałoby się skostniałe już gatunki. Dzięki temu, lektura westernowego „Undertakera„, czy historycznego „Fechmistrza” przebiega błyskawicznie, bo to po prostu wciągające historie.

[quote align=’right’]Fabularnie Dorison z pewnością nie idzie na łatwiznę. To bardziej niż opowieść o ucieczce i zemście dramat ludzkich dylematów w obliczu galopujących, historycznych przemian.

W najnowszym albumie urzeka również oprawa graficzna, a w niej przywiązanie do odwzorowania istotnych, historycznych detali. Nad „Fechmistrzem” rysownik i scenarzysta wykonali, jak wynika ze słowa wstępnego tytaniczną pracę, ale to wcale nie znaczy, że ich dzieło straciło nagle zwyczajny, komiksowy charakter. Wręcz odwrotnie – rysunki w „Fechmistrzu” cieszą oczy czytelnika, to plansze przypominające czasem klimatem starego, dobrego „Thorgala”, w jakiejś mierze oldschoolowe. To po prostu komiks w pełnym tego słowa znaczeniu, podczas lektury którego starsi fani historyjek obrazkowych mogą mieć uczucie deja vu i przeżyć  na widok plansz Joela Parnotte moment ekscytacji podobny temu, kiedy to w kiosku pojawiał się nowy tom ulubionej historii. A już sama okładka z samotnym wśród śniegu, zakrwawionym fechmistrzem w walecznej pozie czekającym na wrogów, zasługuje na oklaski i mocno zachęca do zapoznania się z treścią dzieła.

Fabularnie Dorison z pewnością nie idzie na łatwiznę. To bardziej niż opowieść o ucieczce i zemście dramat ludzkich dylematów w obliczu galopujących, historycznych przemian. Oto bowiem Średniowiecze przeszło już w Renesans, człowiek spycha Boga z piedestału, rodzą się konflikty i wątpliwości, zwolennicy nowych idei ścierają się z wyznawcami starych.  Dla zgorzkniałego Hansa Stalhoffera prawda wygląda jednak inaczej – w jego mniemaniu, gdy już dotrze się  do podstaw konfliktów, okaże się, że jedyną wiarą, wieczną i boską, którą wszyscy powszechnie uznają, jest żelazo. Zaś w jego przypadku, najwierniejszym towarzyszem jest miecz. Stąd też, oprócz ideologicznych sporów mamy w „Fechmistrzu” te mniej oczywiste. Od próby rozstrzygnięcia takiego sporu zaczyna się ta historia, od arcyważnego dla bohaterów pytania – co jest skuteczniejsze, miecz czy rapier?

Na to pytanie odpowiedź przyniesie rezultat pojedynku między podstarzałym już Hansem, obecnym fechmistrzem króla Franciszka I, a pretendującym do tej roli, posługującym się rapierem hrabim Maletrazą. Wynik, po niezwykłej, zakończonej szalonym kadrem walce budzi u Hansa rozgoryczenie, ale i coś więcej. Dla niego, a także dla czytelnika będzie to początek pełnej wewnętrznej udręki i fizycznej przemocy drogi, powolnego upadku bez nadziei na odrodzenie. Czy Hans pozbędzie się swego zwątpienia i jeszcze raz uwierzy w świat i zamieszkujących go ludzi? Nawet jeśli, to być może  przyjdzie mu zapłacić tego wysoką tego cenę. I choć wszystko  odbędzie się tu rzecz jasna w wielce widowiskowym stylu, to po lekturze nie będziemy wspominać jedynie ekscytującej przygody. Dzięki pisarskim zdolnościom Dorisona znajdziemy również  czas na zadumę i refleksję nad ludzką kondycją, z najważniejszym pytaniem na czele – czemu tak jest, że zawsze w imię jakichś szczytnych ideałów, ludzie sami sobie gotują jakże podły los?

 

Kategorie
komiks
Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore’a. Pisał artykuły do „Nowej Fantastyki”, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Komentarz
  • Wzet
    17 grudnia 2016 at 00:14
    Skomentuj

    Na pewno Fryderyka 1? To raczej nie jest Formuła 1? Może powinno być Fryderyka I?

  • Dodaj komentarz