komiks

Deadpool # 3: Dobry, zły i brzydki – żarty się skończyły

ISBN: 978-83-281-1671-9

Dobrze, ludzie. To jest to, co zapowiadałem od kilku tekstów o Deadpoolu. Najlepsza historia, jaka wyszła spod pióra duetu Gerry Duggan & Brian Posehn o najbardziej odtwórczym tytule, jaki mógł powstać. Przed Wami – „Dobry, zły i brzydki”. Spodziewajcie się wyjątkowych gości w trakcie występu.

Wade Wilson ma kłopoty – większe niż zwykle. Nie dość, że jeszcze nie uregulował rachunków ze skorumpowanymi agentami S.H.I.E.L.D., a duch funkcjonariuszki Preston wciąż siedzi w głowie, to jeszcze śladami Pyskatego Najemnika podążający tajemniczy porywacze czyhający na jego… narządy wewnętrzne. Kto za tym stoi i dlaczego regularnie kroi Deadpoola? Poszukiwania odpowiedzi zaciągną naszego bohatera do jednego z najpaskudniejszych miejsc na ziemi. Po drodze otrzymamy też stały punkt programu w serii Duggana – retrospekcję, tym razem sięgającą czasów, kiedy w klubach królowało disco, a na głowach – potężne afro. Wade napotka także na swej drodze dwóch Marvelowych tuzów – Kapitana Amerykę i Wolverine’a.

„Dobrego, złego i brzydkiego” polecam praktycznie każdemu fanowi historii obrazkowych. Nieważne, czy lubisz Deadpoola w szczególności, a przygody mięśniaków i panienek w opiętych trykotach w ogóle.

Niesforna, bawiąca się narracją rodem z lat ’70 historyjka o walce z poślednim łotrem (gościnnie występują Luke Cage i Iron Fist), który aż prosi się o kilka tanich żartów przed obiciem pyska powoli przeradza się w jeden z największych koszmarów, jakie kiedykolwiek nękały Deadpoola. Scenarzyści zwyciężyli w momencie, w którym postanowili wprowadzić takie stężenie mroku na plansze komiksu, jakiego dawno nie uświadczyliśmy w przygodach tej postaci. Historię przepełnia gorycz, brud, bezwzględna brutalność i poczucie osamotnienia, odrzucenia. Sporo miejsca zajmuje tu opowieść o rozmaitych obliczach strachu. Mamy tu strach przed opresją totalitarnego państwa – grozę dławiącą obywateli, których przerósł system. Mamy strach wynikający z osaczenia. Mamy wreszcie obawy o bliskich. Dla kontrastu mamy rodzącą się w bólach i przez zaskoczenie przyjaźń towarzyszy broni – jednak i to jest efektem podróży przez miejsca, do których nikt nie chce trafić. Dużo tego – i jeśli ktoś przywykł do lżejszego tonu przygód najemnika, może się bardzo zaskoczyć.

I wiecie co? Właśnie w takich sytuacjach Deadpool błyszczy najmocniej. Nie tylko najbardziej rusza, ale też bawi. Najlepsze żarty to wszak te, które stanowią obronę przed grozą rzeczywistości, a Duggan i Posehn, jako komicy, doskonale zdają sobie z tego sprawę. Tak jak Wade Wilson. Nawet najprostsze zgrywy trafiają w punkt, bo kontrast z dramatem naokoło zapewnia im większą siłę przebicia. Jesteśmy świadkami horroru, bardzo osobistego horroru, który dokłada kolejną cegiełkę do maski błazna.

Fabuła jest precyzyjna, trzyma tempo i napięcie, a elementy układanki porozrzucane w poprzednich tomach nagle wskakują na miejsce. Nawet jeśli same w sobie nie zawsze sprawowały się najlepiej – wynagrodziły nam to bardzo, bardzo dobrą opowieścią.

W przejściu ze sztubackiej przygody najemnika na cięższe rejestry pomaga też znakomita wolta graficzna – a konkretnie moment, w którym na scenę wkracza Declan Shalvey (czytelnicy mogą pamiętać go ze znakomitego runu Warrena Ellisa poświęconego Moon Knightowi – niestety, nie wiadomo, czy zostanie wydany w Polsce). W tej prostej, pozbawionej sterydowego zacięcia kresce, kryje się drapieżność i posępność, której „Dobry, zły i brzydki”, tak bardzo potrzebował. I rysownik zapewnia odpowiedni nastrój, zwłaszcza podczas wycieczki przez piekło na ziemi.

„Dobrego, złego i brzydkiego” polecam praktycznie każdemu fanowi historii obrazkowych. Nieważne, czy lubisz Deadpoola w szczególności, a przygody mięśniaków i panienek w opiętych trykotach w ogóle. Nieważne nawet, czy czytałeś poprzednie perypetie Wade’a. Bo choć komiks jest kontynuacją, to nosi znamiona historii uniwersalnej. To jeden z tych albumów, które przypominają, dlaczego warto czytać Marvela, nawet gdy mamy w pamięci wszystkie paskudne wypadki przy pracy wydawnictwa.

Kategorie
komiks
Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który potrafi płynnie przejść od słodkiego lenistwa do nadaktywności – i z powrotem. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, rozmaitych hobby, a czasem nawet w otchłań studiów. Publikował, w „Science Fiction Fantasy i Horror”, „LiteRacjach” oraz w portalach internetowych – GRY-Online, Kawernie, Szortalu, Onecie. Od 2014 regularnie pisuje do Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz