komiks

Black Monday Murders #1: Chwała mamonie – Bogowie z Wall Street [recenzja]

Pieniądz rządzi światem. Pieniądz to religia ponad podziałami. Bezwzględna, nagradzająca najsilniejszych. Nawet, jeśli się z tym nie zgadzacie, to właśnie taki punkt wyjścia obrał Jonathan Hickman w jednym z najlepszych komiksów, jakie przeczytacie w tym roku – „Black Monday Murders”.

Polscy czytelnicy znają tego scenarzystę głownie z komiksów Marvela – Avengers i New Avengers. W tytułach pisanych dla Domu Pomysłów pokazywał ciekawe idee – między innymi wyzwanie, któremu bohaterowie nie są w stanie sprostać – ale to podczas pracy nad autorskimi historiami Hickman pokazuje pazury.

O tym, że świat finansjery to wyjątkowo okrutna i bezwzględna sfera życia, wiadomo nie od dziś. Nie trzeba znać „Wall Street” Olivera Stone’a, ani „Wilka z Wall Street” Martina Scorcese, żeby to wiedzieć. Wystarczy szybka wizyta w internecie na stronach z wiadomościami. W „Black Monday Murders” okazuje się też mroczna i tajemnicza.

Hickman zabiera nas do świata, którym rządzą ludzie kierowani starożytną siłą, zdolni do absolutnie wszelkich poświęceń, byle osiągnąć swoje cele i podtrzymać ciągłość panowania. Kryją się za fasadą normalności, drogimi garniturami i wysoką pozycją społeczną. Zasłona zaczyna powoli pękać. W szczelinę w barierze próbuje wcisnąć się detektyw Dumas (bardzo ładnie nawiązujący do biografii słynnego francuskiego pisarza), badający sprawę rytualnego morderstwa na jednym z bogaczy.

Hickman zagrał va banque. Nie tylko ściągnął do zilustrowania swej wizji znakomitego rysownika, którego kadry zachwycają dusznym nastrojem i precyzyjną kreską – ale też postanowił się bawić formą dzieła. Album wypełniają rozmaite ustępy objaśniające znaczenie wszechobecnych symboli, a część historii podano w formie listów lub innych dokumentów, np. zapisu nagrania z przesłuchania na komisariacie.

Jednocześnie zaś trzyma żelazną narracyjną dyscyplinę, a opowieść wierna jest gatunkowym prawidłom, miesza kryminał noir i horror, raz skręcający w stronę konspiracji, kiedy indziej kłaniający się w pas „Harry’emu Angelowi”. Fabuła trzyma w napięciu i niepewności od pierwszej do ostatniej strony, a co jakiś czas Hickman potrafi zaskoczyć wyjątkowo mocną i sugestywną sceną.

„Black Monday Murders” jest fascynujące i przerażające zarazem. Mimo elementów nadnaturalnych – całość wypada wyjątkowo szczerze i prawdziwie. Opowiada bowiem historię dobrze zakamuflowanej, ale potężnej chciwości.

Mam wrażenie, że jedyne, co stoi na przeszkodzie, by historia Hickmana weszła pomiędzy największe dzieła komiksowe ostatnich lat to umiarkowanie chwytliwy tytuł. Ale może w tym wypadku się mylę.

Black Monday Murders, tom 1: Chwała Mamonie, scen. Jonathan Hickman, rys. Tomm Coker, wyd. NonStop Comics 2017
9
Black Monday Murders, tom 1: Chwała Mamonie, scen. Jonathan Hickman, rys. Tomm Coker, wyd. NonStop Comics 2017
Kategorie
komiks
Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który potrafi płynnie przejść od słodkiego lenistwa do nadaktywności – i z powrotem. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, rozmaitych hobby, a czasem nawet w otchłań studiów. Publikował, w „Science Fiction Fantasy i Horror”, „LiteRacjach” oraz w portalach internetowych – GRY-Online, Kawernie, Szortalu, Onecie. Od 2014 regularnie pisuje do Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz