komiks

Batman – Mroczny Rycerz, tom 4: Glina – A mogło być nieźle… [recenzja]

Wraz z czwartym tomem umiarkowanie udana seria Gregga Hurewitza „Batman: Mroczny rycerz” dobiega końca. Czy scenarzysta wyszedł z całego projektu z twarzą, czy też pogrążył dzieło ostatecznie? Przekonajmy się.

[quote aling=”right”]”Glinę” ratują rysownicy.

„Glina” zawiera trzy historie. Tytułowa, otwierająca tom, to opowieść o starciu Batmana z jednym z najstarszych, klasycznych wrogów – Clayface’m. Obserwujemy pogoń nietoperza za dokonującym kolejnych rabunków złoczyńcą, który zostawia za sobą ślad zwłok – także wspólników. Jednocześnie dostajemy bilet na wycieczkę wgłąb duszy niespełnionego aktora, z kina klasy B, który dopiero potem stał się Clayface’m. Druga część tomu to pozbawiony dymków kryminał o walce Batmana z handlarzami żywym towarem. Na koniec zaś dostajemy starcie z nowym Man-Batem, potwornym, zmutowanym nietoperzem, którym tym razem został ktoś inny niż profesor Langstorm.

gl3

Teoretycznie brzmi to jak zbiorek przyjemnych kryminalno-sensacyjnych historii, ale w praktyce sprawdza się tylko środkowa, opowiedziana bez słów. Założenia serii były całkiem ambitne – przedstawić genezę najważniejszych przeciwników Batmana i doprawić to pogłębionym portretem psychologicznym. To sprawdza się prawie zawsze, zwłaszcza, że naprzeciw Wayne’a staje galeria niesamowitych, straumatyzowanych szaleńców, z których niemal każdy stwarza potencjał do wygenerowania historii mogącej działać zarówno jako porządny komiks akcji, jak i pogłębiony kryminał. Niestety, Hurwitz gubi się w swoich pomysłach i koniec końców dostajemy nijakie opowiastki, pozbawione głębi oraz napięcia. Ciekawe pomysły i relacje między postaciami ucina po kilku kadrach, nie pozwala im wybrzmieć, a fabuła zmierza w sumie nie wiadomo dokąd i szybko przestaje nas to obchodzić.

„Glinę” ratują rysownicy. Style, które przyjmują nie należą może do oryginalnych, przywodzą na myśl „Rok Pierwszy” lub „Mroczne odbicie”, ale to przemawia na ich korzyść. Zagłębiamy się w plansze o niewielkiej palecie kolorów, gdzie niemal wszystko skąpane jest w mroku, tak doskonale pasującym do Batmana.

Koniec końców „Glina” okazuje się bardzo przeciętnym albumem, który co gorsza puentuje serię w sposób pozbawiony jakiegokolwiek wyrazu. Jeśli naprawdę szukacie jakiegoś powodu, by jednak to kupić – to warto to zrobić już chyba tylko ze względu na rysunki.

Kategorie
komiks
Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który potrafi płynnie przejść od słodkiego lenistwa do nadaktywności – i z powrotem. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, rozmaitych hobby, a czasem nawet w otchłań studiów. Publikował, w „Science Fiction Fantasy i Horror”, „LiteRacjach” oraz w portalach internetowych – GRY-Online, Kawernie, Szortalu, Onecie. Od 2014 regularnie pisuje do Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz