Egmont
komiks

Batman #1: Trybunał Sów [recenzja]

W Gotham dzieje się coś, czego boi się nawet jego zamaskowany obrońca. Ludzie giną w okropnych i niejasnych okolicznościach zaś pogróżki trafiają do samego Bruce’a Wayne’a. Batman w miarę zagłębiania się w śledztwo dotyczące mitu Trybunału Sów odnajduje coraz to wyraźniejsze dowody wskazujące na istnienie pradawnej siły skrywającej się w podziemiach miasta wybudowanego przez jego przodków. Kiedy śledztwo doprowadza go do serca kryjówki wroga, szybko okazuje się, że wpadł w zasadzkę, z której nie będzie mu zbyt łatwo się wyplątać, albowiem jego przeciwnik nie jest zwyczajnym zbirem czy zbiegłym z wariatkowa delikwentem. Tym razem Batman ma do czynienia z czymś, co przerasta go skrzydłami.

„Batman: Trybunał Sów” to, jak sama notka wydawcy mówi, zebrany materiał ukazujący się za oceanem w postaci miesięcznika pt. „Batman 1-7”. Ojcem historii „Trybunał Sów” jest Scott Snyder, scenarzysta obsypanej największymi w dziedzinie komiksu nagrodami serii „Amerykański Wampir” oraz uzdolniony rysownik znany ze współpracy z Toddem Mcfarlanem m.in. przy serii „Spawn” Greg Capullo. Owoc ich współpracy na tle pozostałych, współczesnych opowieści o Batmanie wypadł zdumiewająco dobrze. W Batmanie Snydera i Capullo dynamika akcji w scenariuszu jak i w samych kadrach nie zastyga nawet na chwilę. Capullo jako znakomicie precyzyjny ołówkarz nie raz przenosi na plansze stwory przypominające te z zeszytów Spawna. Snyder postarał się natomiast o to, by jego historia o Batmanie nie stała się kolejną opowiastką o superbohaterze i jego szablonowych szwarccharakterach. W Gotham oczami Snydera i Capullo roi się od mroku i tajemnicy, która potrafi przerazić nawet naszego bohatera.

Kategorie
komiks

Dodaj komentarz