Studio Lain
komiks

ABC Warriors: Czarna dziura [recenzja]

Studio Lain nadrabia jedną z najpoważniejszych zaległości naszego rynku i rozpoczyna wydawanie brytyjskich komiksów spod znaku „2000AD” – pierwszym z nich jest kultowy „ABC Warriors: Czarna dziura” z rysunkami debiutującego wówczas Simona Bisleya.

Wydawany od 1977 r. magazyn „2000AD” był specyficzną karykaturą francuskiego „Metal Hurlant”, na łamach którego również rozpoczęto publikowanie opowieści przeznaczonych dla dojrzalszych czytelników. Najbardziej eksplorowanym gatunkiem było (i jest do tej pory) science fiction z zacięciem mocno rozrywkowym, przepełnione czarnym humorem i ironią, nastawionym na akcję, bitwy i ukazanie brutalnej zbrodni w pełnej krasie. Na jego stronach publikowały i debiutowały szeregi znakomitych i rozpoznawalnych twórców, jak chociażby Alan Moore, Neil Gaiman, Garth Ennis, Grant Morrison, Brian Bolland, Glenn Fabry, Charlie Adlard i wielu, wielu innych. Tu też pojawili się ikoniczni bohaterowie jak Sędzia Dredd, Slaine, Rogue Trooper, Sinister Dexter i właśnie ABC Warriors.

Tytułowi wojownicy to grupa robotów przeznaczona do udziału w wojnie o Volgan. Ich cechą szczególną jest posiadanie receptorów przyjemności reagujących na uśmiercenie przeciwnika oraz wolnej woli nadającej im indywidualnych cech. Nie są to jednak maszyny działające jak mechanizmy szwajcarskiego zegarka, a zlepek niedopasowanych, dysfunkcyjnych i mocno skrzywionych psychicznie robotów. Hammerstein, to zazdrosny, niepewny i podejmujący błędne decyzje przywódca, przypominający goryla Mongrol to wierzący w niebo dla maszyn naiwniak, Mek Quake jest rządnym krwi niedorozwojem-zabijaką, a pozostali to galeria równie pokręconych osobowości. Zostają oni wysłani na misję ustabilizowania pozwalającej na międzygalaktyczne podróże i poszerzanie kosmicznego terytorium Imperium Terran (przyszłych Ziemian) sztucznej czarnej dziury, która zagraża życiu na planecie i zakłóca strumienie czasowe. Na ich drodze staną Mekanicy – bezwzględni robo-strażnicy dziury, prastary zmiennokształtny byt, Monad, uprzedzona do robotów major Savard oraz własne ułomności wojowników.

Pat Mills serwuje brawurową jazdę przez bebechy systemów tytułowego mechanizmu. „Czarna dziura” to niezwykła mieszanka pulpowego sci-fi, heavy metalu, czarnego humoru, mistycyzmu i brutalnej akcji pędzącej na złamanie karku. Choć narracja momentami jest toporna, a wiele plansz przegadanych, to można odnieść wrażenie, że całość tworzona była na jednym, długim wdechu. Z opowieści aż bije energia i radość z jej tworzenia, a absurdalne pomysły (np. kobieta wychowana przez roboty myśląca, że jest jedną z nich) i sfiksowani bohaterowie skutecznie odwracają uwagę od kilku niespójności i fabularnych przeoczeń. Olbrzymia w tym zasługa debiutującego wówczas Simona Bisleya, który już wtedy charakteryzował się rozbuchanym stylem i z uporem maniaka przeładowywał kadry detalami, testosteronem i szaleńczą dynamiką, a także umiejętnie operował plamami czerni. Już widać tą lekkość w posługiwaniu się kreską, to popuszczanie lejców i charakterystyczne zawijasy. Bisley narysował jednak tylko dwie trzecie albumu, pozostałą część stworzył S.M.S., którego styl jest totalnym przeciwieństwem wariackiej poetyki debiutanta. W jego wykonaniu wszystko wygląda bardzo technicznie, odpowiednio realistycznie, wiarygodnie, przez co bardziej zachowawczo i monumentalnie. Mills jednak doskonale rozdzielił poszczególne epizody między obu artystów, bardziej dynamiczne sekwencje przydzielając Bisleyowi, a te spokojniejsze SMSowi, dzięki czemu odpowiednio zbalansował całą opowieść.

Cieszę się, że Studio Lain wydało „Czarną dziurę”. Choć opowieść nieco się zestarzała, wciąż pozostaje żelaznym klasykiem brytyjskiego komiksu lat 80. – intensywnym, zwariowanym, wymykającym się standardowej klasyfikacji i tak bardzo różnym od produkcji amerykańskich z tego samego okresu; dojrzalszym i samoświadomym. Liczę, że ten album otworzy drogę kolejnym świetnym tytułom drukowanym w „2000AD” i zapoczątkuje u nas modę na komiksy wyspiarskie.

Kategorie
komiks
Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Dodaj komentarz