kino / dvd

Żywot Mateusza

Żywot Mateusza. Reż. Witold Leszczyński. Wyk. Franciszek Pieczka, Anna Milewska, Wirgiliusz Gryń, Aleksander Fogiel. Polska 1968.

To jeden z najpiękniejszych polskich filmów i jeden z najprostszych. No ale tak już najczęściej jest, że piękno z prostotą idą w parze. Zresztą czy to film? To raczej filmowa suita (zwłaszcza że muzyka Arcangelo Corellego odgrywa tu niebagatelną rolę), a może też biało-czarny wiersz kontemplujący urodę świata. Definicje są tu zresztą nieważne, bo tutaj nade wszystko liczy się głęboki spokój, jakim ten film nas napełnia (przynajmniej ja tak mam!) podczas oglądania, spokój niemal metafizyczny. W tej sytuacji aż się wierzyć nie chce, że obraz ten wyszedł spod ręki debiutanta.

Wprawdzie Leszczyński kręcąc „Żywot Mateusza”, nie był żadnym tam szczawiem, bo miał wówczas już 34 lata, no ale nakręcić w pierwszym podejściu dzieło niemal w każdym calu skończone, to jednak jest coś. Podobny „numer” udał się potem Leszczyńskiemu już tylko raz, kiedy realizował „Konopielkę” według prozy Edwarda  Redlińskiego. Trzeba zresztą przyznać, że temu reżyserowi adaptacje literatury wychodziły akurat najlepiej. W końcu „Żywot Mateusza” też powstał na podstawie opowiadania (chodzi o „Ptaki”norweskiego pisarza Tarjei Vesaasa). Tytułowy bohater, zwany przez wszystkich Matisem (naprawdę trudno sobie wyobrazić w tej roli kogoś innego niż Franciszka Pieczkę), to dorosły już mężczyzna, który wciąż ma duszę dziecka. Mieszka w samotnej chacie nad jeziorem wraz z siostrą, która się nim opiekuje. Matisa nikt głośno nie nazywa odmieńcem, ale on sam wie, że jest inny, dlatego stroni od ludzi, wpisując siebie samego w okoliczny krajobraz, pomiędzy drzewa i ptaki. Matis czuje się po prostu częścią przyrody i jest mu z tym dobrze, ale w pewnym momencie intuicja podpowie mu, że nadciąga nieszczęście, bohater wyjdzie mu więc naprzeciw. Czy „Żywot Mateusza” jest przypowieścią o  raju utraconym? Tak, bo jest to opowieść u utraconej krainie dzieciństwa, do której wracamy we snach. Właśnie jeden z takich czystych snów Leszczyński utrwalił na celuloidowej taśmie. W „Ojcu Mateuszu” tego nie zobaczycie.

 

Kategorie
kino / dvd

Dodaj komentarz