Kino Świat
kino / dvd

Zło we mnie – jeden z najlepszych debiutów ostatnich lat [recenzja]

Oj nie miał lekkiego życia debiutancki horror Oza Perkinsa. Zmiany tytułu i perturbacje związane z opóźnieniem premiery nie wróżyły nic dobrego – tym niemniej, ponad półtora roku od pierwszego festiwalowego pokazu, „Zło we mnie” trafia w końcu do kin (polska premiera 10 marca) i cóż tu mówić – jest bardziej niż dobrze.

[quote align=right]Doskonały przykład na to, że opierając film na klasycznych motywach, można stworzyć horror straszący nie tyle jumpscare’ami, co przytłaczającym klimatem.

Zdradzać jakiekolwiek szczegóły z fabuły debiutanckiego obrazu Oza Perkinsa byłoby absolutną zbrodnią, jako , że „Zło we mnie” na powolnym wyprowadzaniu widza z niewiedzy całkowicie się opiera. Ograniczę się zatem do ogólników. Mamy przeddzień zimowych ferii w dziewczęcej, katolickiej szkole. Rodzice przyjeżdżają tłumnie po swoje pociechy, aż w szkolnym kampusie zostają tylko Kat i Rose, każda ze swoich powodów nie do końca oczekująca na wizytę. Równolegle poznajemy też historię Joan, wędrującej samotnie po podmiejskich bezdrożach, której pewne małżeństwo oferuje nieoczekiwaną pomoc. Jak się wkrótce okaże, losy dziewcząt są ze sobą nierozerwalnie splecione czymś, co jest do szpiku kości przesiąknięte mrokiem. Czymś wymykającym się ludzkiemu zrozumieniu.

Z reżyserskimi debiutami w kinie grozy jak bywa, wszyscy wiemy – mało który twórca ustrzega się w pewnym momencie błędów początkującego, zbytnio przeciągając punkt kulminacyjny, bądź odwrotnie – zdradzając go w najmniej odpowiednim momencie. Pod tym względem Oz Perkins to przypadek wyjątkowy – jego „Zło we mnie” to doskonały przykład na to, że opierając film na klasycznych motywach, można stworzyć horror straszący nie tyle jumpscare’ami, co przytłaczającym klimatem. Akcja toczy się tu wręcz w ślimaczym tempie, ale ciężko wyobrazić sobie, żeby inny sposób narracji mógł tego typu kinu bardziej się przysłużyć.

Perkins wyciska z każdego kadru maksimum emocji, bawiąc sie z widzem nieznośnie wręcz długimi ujęciami kamer. Stylistycznie jest to dopracowane do perfekcji – szkolne korytarze są przesycone mrokiem i niewypowiedzianą grozą, a nasze uszy cały czas atakuje kakofonia złowieszczych dźwięków, która nastrój zaszczucia i niepewności dodatkowo potęguje. Kiedy w końcu zaczynamy się orientować co się w filmie rzeczywiście dzieje, nerwy mamy już napięte jak postronki i pozostaje tylko z uznaniem pokiwać głową, że z tak pozornie zużytego tematu udało się uzyskać do tego stopnia niezwykły obraz. Co więcej, „Zło we mnie” nie zatrzymuje się w kluczowym punkcie ujawnienia tajemnicy, prowadząc ostatecznie do absolutnie niejednoznacznego zakończenia – jednego z tych, o których dyskutuje się jeszcze długo po seansie.

Nie sposób nie zwrócić również uwagi na niewątpliwie znakomity poziom aktorski prezentowany przez obsadę. Na pierwszy plan wybija się tu absolutnie zjawiskowa Kiernan Shipka, która potrafi jednym spojrzeniem zmrozić powietrze. Stająca się od jakiegoś czasu specjalistką od horrorów Emma Roberts i Lucy Boynton (którą niedługo zobaczymy u nas także w „Babie Jadze„) siłą rzeczy zostają nieco w jej cieniu, co nie znaczy, że wypadają słabo i we trójkę doskonale się uzupełniają, razem wynosząc film wysoko ponad standard jaki z reguły oglądamy w kinie grozy.

Podsumowując, „Zło we mnie” to znakomity debiut, który ogląda sie dosłownie na krawędzi fotela, a jego przygniatająca atmosfera nie pozwala zaczerpnąć głębszego wdechu. Jeśli szukaliście naprawdę dobrego dreszczowca, lepiej nie mogliście trafić. Wizyta w kinie jak najbardziej zalecana.

Kategorie
kino / dvd
Maciej Bachorski

Rocznik ’87. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu „Obcego”, „Cosia” czy „Ukrytego Wymiaru”, rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę. Publikował w „Nowej Fantastyce”, a także w serwisach „Horror Online”, „Szortal” (audiobook „Reguła Rothmana”), „Niedobre Literki” i „film.org.pl”. Z „Dziką Bandą” związany od października 2015 roku.

Dodaj komentarz