kino / dvd

Zagłada Pompei

 

 

Zagłada Pompei ( Apocalypse Pompeii). Reż. Ben Demaree. Wyk. Adrian Paul, Jhey Castles, John Rhys-Davies. USA 2014.

 

To jest bardzo zły film. Klasyczny mockbuster, który powstał tylko po to, aby żerować na popularności wysokobudżetowej produkcji. W sumie można pisanie o „Zagładzie…” zakończyć teraz, gdyby nie jeden drobny szczegół. Otóż ów mockbuster mimo całej swojej okropności jest lepszy od filmu, pod który się podszywa! Ale po kolei.

 

 

„Zagłada Pompei” powstała w studiu Asylum, jako tania produkcja, która miała zarabiać na popularności filmu „Pompeje” Paula W.S. Andersona. Szczęście w nieszczęściu polega na tym, że reżyser W.S. Anderson to człek pozbawiony grama filmowego talentu, a swoje braki maskuje on masą bezsensownie używanych efektów specjalnych. Jego „Pompeje” to perfekcyjna wizytówka stylu rzeczonego pana. Drewniane dialogi, fatalnie poprowadzeni aktorzy i feeria efektów na sam koniec, która sprawić miała, by widzowie zapomnieli o tym jak bardzo cierpieli przez 90 minut. Na tak fatalnym tle zrobiona za grosze „Zagłada Pompei” wygląda jak małe arcydzieło.

 

Ben Demaree, który „Zagładą…” reżysersko debiutował (wcześniej był oświetleniowcem i operatorem w wielu arcydziełach takich jak „Sharktopus” czy „Titanic 2”) akcję przeniósł do czasów nam współczesnych. Były żołnierz (oczywiście amerykański) wraz z piękną żoną i równie piękną córką przyjeżdża do Pompei by podjąć pracę, jako ochroniarz. Kiedy on idzie na rozmowę z nowym szefem, żonka i córka jadą zwiedzać zalane lawą ruiny. Oczywiście okazuje się, że wulkan nagle stał się aktywny, następuje erupcja, a ojciec zamiast na rozmowę wyruszy w ruiny odsieczą.

 

„Zagłada…” to film, w którym banał goni banał, a każdy zwrot akcji jest w stanie przewidzieć nawet niewidomy.  Bohaterowie bezustannie biegają, czerwona lawa ich goni, wielkie kamienie ze styropianu latają nad głowami, a kawaleria (w helikopterach) cały czas ma problemy. Bzdura – pewnie że tak! Ale w przeciwieństwie do filmu Andersona, dziełko Demaree niczego nie udaje. Nie pretenduje do miana romansu wszech czasów. Nie chce być najlepszym filmem katastroficznym dekady. „Zagłada…” to po prostu złe kino klasy „B” w stanie czystym.  Patrząc na niego od tej strony – to rzecz lepsza od produkcji Andersona. Filmowo równie fatalna, ale szczersza w swoich intencjach.

 

 

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz