kino / dvd

Zabić, jak to łatwo powiedzieć

Zabić, jak to łatwo powiedzieć (Killing Them Softly). Reż. Andrew Dominik. Wyk. Brad Pitt, Richard Jenkins, James Gandolfini, Ray Liotta. USA 2012. Monolith Films

Andrew Dominik i Brad Pitt już raz się spotkali przy okazji „Zabójstwa Jesse’ego  Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda”. Dominik był reżyserem filmu, Pitt jego producentem i wykonawcą jednej z głównych ról. Tutaj układ jest podobny, tyle że rezultat kolejnego spotkania obu panów wypadł znacznie gorzej. „Zabić, jak to łatwo powiedzieć” ma się bowiem do „Zabójstwa Jesse’ego  Jamesa…” jak suchar do bezy. Ugryźć to to trudno a i smaku nie ma.

Dominik sięgnął tym razem po kryminał George’a V. Higginsa „Cogan’s Trade” z 1974 roku, zmienił jednak miejsce akcji (zamiast Bostonu jest Nowy Orlean) i jej czas – wszystko dzieje się tu współcześnie.

To opowieść o dwu nieudacznikach, którzy dokonują skoku na nielegalny dom gry, gdzie odchodzi poker na wysokie stawki. A że za szulernią stoi mafia, to od razu wiadomo, że rabusiom nie będzie odpuszczone, zwłaszcza że zniknięcie kasy spowodowało utratę przez organizację swoistej płynności finansowej. Mafia wynajmuje więc niejakiego Cogana (Pitt), speca od brudnej roboty, by ten odnalazł sprawców napadu, odebrał im forsę i po udzieleniu im odpowiedniej nauczki (a Coganowi o zabijaniu łatwo przychodzi nie tylko mówienie) przywrócił równowagę na rynku. Tym czarnym, oczywiście. Zresztą czarny czy biały – jest jakaś różnica?  Otóż Dominik przez cały czas próbuje nam udowadniać, że nie ma żadnej. Ta jego „ekonomiczna” paralela między światem podziemnym a oficjalnym ma zresztą całej opowieści przydać niejako drugie dno. I to jest największe nieszczęście tego filmu.

To mogła być całkiem niezła czarna komedia kryminalna, ale reżyser postanowił się zabawić gatunkiem, jak to mówią w pewnych sferach, zdekonstruować go, a nawet wpleść w służbę publicystyki. To dlatego tekstom wygłaszanym tu przez Pitta-Cogana towarzyszą lecące z odbiorników telewizyjnych urywki przemówień prezydenta Obamy, w których wciąż powtarzają się slogany o kryzysie gospodarczym, równości szans i konieczności przezwyciężania trudności. Reżyser daje nam w ten sposób do zrozumienia, że Cogan w swoich metodach tak naprawdę niewiele się różni od notabli (ministrów, sekretarzy stanów) zarządzających finansami państwowymi. Nachalny to dość wywód, a do tego – co najgorsze – nudny jak flaki z olejem. Z całego filmu zresztą strasznie wieje nudą. Wystarczy powiedzieć, że najnudniejsza postacią jest tutaj Mickey grany przez… Jamesa Gandolfiniego. Tak, Dominik zrobił Gandolfiniemu krzywdę wcale nie mniejszą od tej, jaką Jesse’mu Jamesowi uczynił Robert Ford.

 

Kategorie
kino / dvd

Dodaj komentarz