kino / dvd

Za wzgórzami

Za wzgórzami (Dupa dealuri). Reż. Cristian Mungiu. Wyk. Cosmina Stratan, Cristina Flutur, Valeriu Andriuta. Belgia, Francja, Rumunia 2012. Stowarzyszenie Nowe Horyzonty.

Mam znajomego, który jak słyszy tytuł „4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni”, to od razu dostaje wysypki. (ale to nie ja – Robert Z. – przyp. rz) Podejrzewam, że nowy film Mungiu też mu raczej nie przypadnie do gustu. Zwłaszcza że jest długi (ponad 2,5 godz.), ponury i przyprawia o ból głowy (tudzież krzyża). A więc kinowa droga przez mękę? O co to, to nie. „Za wzgórzami” to dzieło trudne, ale na swój sposób wielkie. Jedno z tych, które mimochodem uświadamia nam, że mamy tylko jedno życie i żadnej szansy na powtórkę.

Za wzgórzami… tak mogłaby zaczynać się bajka, ale opowieść Mungiu bajką na pewno nie jest. Jej bohaterkami są dwie wychowanki domu dziecka, z których jedna, Voichita, została mniszką w prawosławnym monastyrze, druga zaś (Alina) wyemigrowała za pracą do Niemiec. Alina nie może jednak żyć bez uczucia, które kiedyś łączyło obie dziewczyny, przyjeżdża więc do klasztoru i próbuje stamtąd zabrać przyjaciółkę. Łatwo się domyślić, że to musi się źle skończyć.

Czy „Za wzgórzami” jest, jak to ktoś napisał, filmem o opresyjności systemu kościelnego? Absolutnie nie. Jeśli już to jest to opowieść o opresyjności świata w ogóle. Opresyjności wynikającej zresztą głównie z nieumiejętności nazywania rzeczy po imieniu. Dla lekarzy podszyte histerią i depresją emocje Aliny będą więc przejawem choroby, dla popa zaś znakiem opętania. No ale przecież nawet sama Alina nie potrafi (boi się?) głośno nazwać swojego uczucia miłością. A Mungiu o tej ostatniej właśnie opowiada przede wszystkim. Ale tematem jego filmu jest też zło. Mało efektowne, bo skrywające się za bylejakością egzystencji, obojętnością, zagubieniem, biedą, niechęcią do wykonywania prostych ludzkich gestów wreszcie. To zło, którego uosobieniem w filmie Hala Hartleya „Księga życia” jest przypominający drobnego pijaczka diabeł, mówiący o sobie: „Bóg jest zajęty wiecznością, moje rewiry to chwile i godziny codzienności”. Wygląda więc na to, że za rumuńskimi wzgórzami czai się diabelska drobnica. Bo za górami i lasami, wiadomo, demon jest tylko jeden – Dracula.

 

 

 

 

 

Kategorie
kino / dvd

Dodaj komentarz