kino / dvd

Wołyń – arcydzieło, które trudno polecić [recenzja]

Są filmy, obok których nie sposób przejść obojętnie, niektóre z nich wzbudzają kontrowersje samym faktem powstania. Nie da się jednak opowiedzieć historii rzezi wołyńskiej w inny sposób. I nikt nie mógł tego zrobić lepiej niż Wojciech Smarzowski.

Ten pochodzący z Korczyna reżyser i scenarzysta już w „Weselu” udowodnił, że potrafi realizować filmy w sposób, jakiego w Polsce dotąd inni nie odkryli. Że potrafi chwycić za gardło przedstawianą fabułą i porzucić widza wymiętego i sponiewieranego na koniec seansu. Poprzeczkę podniósł jeszcze wyżej genialnym „Domem Złym” i wstrząsającą „Różą”. Do tego stopnia, że autentycznie bałem się obejrzeć „Wołyń”. Bałem, bo wiedziałem, że Smarzowski zrobi ten film znakomicie, co w tym przypadku nie świadczy o niczym pozytywnym. Bałem się, bowiem historia rzezi wołyńskiej wiąże się bezpośrednio z moją rodziną i prababcią, która ową tragedię przeżyła wraz z częścią swoich dzieci. Wspomnienia jej opowieści, znajomość historii i nazwisko reżysera sprawiło, że moje oczekiwania i obawy względem filmu były ogromne. Spełniło się wszystko.

Trudno jest opowiedzieć historię konfliktu polsko-ukraińskiego, przekładającego się na jedną z najbardziej bestialskich czystek etnicznych w historii Europy, w formie filmu. Smarzowski zdawał sobie z tego wyraźnie sprawę, nie próbował więc nawet brnąć w rejony polityczno-historyczne. Zawiodą się więc ci, którzy oczekują wzorcowej lekcji, z której dowiedzą się o zebraniach OUN, o szczegółach planowanych przez ukraińskich nacjonalistów akcji, czy o taktyce oddziałów UPA mordujących ludność cywilną w dziewięćdziesięciu dziewięciu polskich osadach na Wołyniu 11 lipca 1943. Reżyser miał świadomość, że opowiada tę historię zwyczajnym ludziom i tak też przedstawił wydarzenia – oczami młodziutkiej Zosi Głowackiej, którą los rzucił w wir jednej z największych tragedii wojennej. Dziewczyna nie musi znać przemówień Dmytro Klaczkiwskiego, by pojąć prawdziwy horror zbrodni. Ona go doświadcza, a widz wraz z nią, patrząc na stopniową korozję świata ogarniętego coraz większym chaosem. Nacjonalistyczną nagonką, antypolskimi nastrojami, radziecką i niemiecką okupacją. Ale przede wszystkim – i tu tkwi sedno filmu – w konflikcie między sąsiadami, którzy wrzuceni w żarna historii skaczą sobie do gardeł uwalniając najniższe instynkty. Smarzowski nie zapomina o faktach, nie czyni z nich jednak głównej osi. Dodaje je niejako na bocznym torze, jako mocne akcenty – na przykład scenę ataku na kościół (oparte na zbrodni w Porycku), czy tragiczną śmierć poety, oficera AK, wzorowaną na losach Zygmunta Rumla. Na szczęście jednak nie czyni z tych bestialskich mordów głównego wątku, wyważając rozsądnie proporcje. W przypadku tak wstrząsającego filmu, nie trudno o przesadę, nie trudno z opowieści o tragedii uczynić krwawy, ekstremalny horror wojenny. Bardzo się cieszę, że Smarzowski zdecydował się na taki właśnie sposób opowieści – to, co widzimy i tak wystarcza aż nadto. Czasem wręcz trudno uwierzyć w niektóre wydarzenia, jak choćby scena pomocy niemieckich żołnierzy – również oparta na faktach, choć w nieco przebudowanej wersji.

Główna bohaterka, grana znakomicie przez debiutantkę Michalinę Łabacz, Zosia – to siedemnastoletnia dziewczyna, którą poznajemy w momencie ślubu jej siostry Heleny z Ukraińcem Vasylem Hukiem. Już tutaj widać niesamowitą rękę Smarzowskiego, który za pomocą pięknych kadrów i wspaniałych ujęć składa hołd tradycjom i obrządkom ukraińskim, pieczołowicie odwzorowując pieśni i obyczaje. A jednocześnie już tutaj czuć ogromne napięcie, podskórne przeczucie, że wkrótce wydarzy się coś złego. I rzeczywiście – Zosia, zakochana z wzajemnością w młodym Petro dowiaduje się, że ojciec obiecał ją już bogatemu polakowi – Maciejowi Skibie, wdowcowi z dwójką dzieci.

Ten miłosny trójkąt, dramat tych trzech osób, które próbują odnaleźć szczęście w czasach, gdy cały świat płonie, to najpiękniejsza i najsmutniejsza część filmu. To również mistrzowski popis Smarzowskiego, który potrafi dawkować napięcie, a jednocześnie powstrzymać się od osądów którejkolwiek z postaci. Każdą z nich da się polubić, zrozumieć, każdej widz współczuje. I każda z nich potrafi w stosownych momentach dokonać altruistycznych czynów. Czasy jednak nie sprzyjają bohaterom. Już tutaj, przez pierwszą połowę filmu Smarzowski przedstawia poruszający i wstrząsający dramat, już tutaj piekło wojny (bezlitosne działania Sowietów, wyrachowane ludobójstwo nazistów) mrozi krew w żyłach. I w kulminacyjnym punkcie tego tragicznego trójkąta miłosnego następuje przełom, po którym ani bohaterka, ani świat nie jest już taki sam. Okrutny i nieludzki finał miłości porusza do głębi, tymczasem właśnie tutaj zaczynają się dziać rzeczy jeszcze straszniejsze. Rzeź kilkudziesięciu tysięcy Polaków (historyczne szacunki wahają się od sześćdziesięciu do stu tysięcy zamordowanych) i odwet na kilku tysiącach Ukraińców nie dominują jednak obrazu. Twórcy oszczędzili widzowi obrazów bezlitosnych gwałtów czy wbijania na pal, jakie były stałym elementem tej masakry. A jednak te zaledwie kilka scen wystarczająco ukazuje bestialstwo i zezwierzęcenie obu ze stron. Krwawy spektakl niepojętej masakry, w której nie istniały żadne świętości. Ostrzegam więc co wrażliwszych widzów. Dla niektórych będzie to tylko eskalacja sadyzmu wojennego.

„Wołyń” jest więc filmem, który trudno polecić. Trudno nawet pisać jego recenzję, bo godzinami można rozwodzić się nad poszczególnymi ujęciami, genialną obsadą, artystycznymi klamrami, czy finałową metaforą. Na pewno nie jest to film dla wszystkich, na pewno nikogo nie pozostawi obojętnym. Wbrew opiniom niektórych krytyków to nie film o rzezi, to też nie tylko hołd dla ofiar (po obu stronach!), to po prostu tragiczna historia Wołynia, miejsca, gdzie sąsiad ruszył na sąsiada nakręcony wieloletnią spiralą nienawiści i okrucieństwa. To film o upadku człowieczeństwa i próbie zachowania resztek ludzkiej godności w czasach, gdy wszyscy stają się zwierzętami. Wreszcie – to prawdopodobnie najważniejszy polski film ostatnich lat, na pewno najlepszy w tym stuleciu.

Właśnie wypuszczona wersja DVD zawiera dwie wersje filmu – kinową i festiwalową. Ta druga jest nieco inaczej zmontowana i o dwadzieścia minut krótsza. Do tego dochodzą jeszcze liczne dodatki: materiały z planu, making of: Bitwa i najistotniejszy, najlepiej oddający przesłanie tego filmu: Pojednania – krótki dokument, w którym młode pary polsko-ukraińskie opowiadają o wzajemnych relacjach i swoich odczuciach na temat tego filmu. To ważne i bardzo istotne świadectwo arcydzieła Smarzowskiego.

Smarzowski w eksplikacji dla Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej napisał: „Chcę zrobić film odważny. Film, który nazwie, nauczy, odda hołd, ale przede wszystkim film, który wzruszy, poruszy i trzepnie po sercu i po głowie. Film, który sponiewiera, ale również zmusi do refleksji. Być może do części widzów dotrze, że czasy, w których przyszło nam żyć, nie są najgorsze. Wrócą do domów, żeby przytulić dzieci”. Bez najmniejszych wątpliwości stwierdzam, że mu się udało. Po skończonym seansie siedziałem z żoną przez chwilę w milczeniu. Potem bez słowa poszliśmy utulić naszych śpiących synów.

„Wołyń”. Reż. Wojciech Smarzowski. Obsada: Michalina Łabacz, Arkadiusz Jakubik, Jacek Braciak, Izabela Kuna.(Galapagos Films, DVD/Blue Ray 2017). Ocena: 95%

Kategorie
kino / dvd

Pisarz, nauczyciel, muzyk, redaktor, publicysta. Autor i współautor ponad dziesięciu zbiorów opowiadań m.in. "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Lek na lęk" (2011), cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (2013), "Pradawne zło" (2014), "Horror klasy B" (2015), oraz powieści "Miasteczko" (2015), "Zombie.pl" (2016), "Nienasycony" (2017). Muzyk zespołów Acrybia, Damage Case i Wilcy. Stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.

Dodaj komentarz