kino / dvd

Twój Vincent – brzydkie kaczątko wyklute z melancholii [recenzja]

Gdyby przyjaciółka, której zdanie bardzo sobie cenię, nie powiedziała, że czeka na premierę filmu Twój Vincent, pewnie nie poszłabym do kina. Jednak znając jej talent do wyszukiwania tytułów, których sens wymyka się poza kadry, obejrzenie filmu natychmiast stało się moim priorytetem.

Za sprzyjający uznałam fakt, że od pierwszej fazy projektu do pierwszego publicznego pokazu minęło sześć lat. Nie lubię tzw. kinowych szybkich numerków, lubię, gdy produkcja powstaje powoli, to daje nadzieje na coś więcej niż kolaż byle jak posklejanych scen z szybkim finiszem. A tu proszę, najpierw były zdjęcia z aktorami, które następnie wyświetlano na płótnie, a sztab malarzy odmalowywał je klatka po klatce.

Efektem jest dziewięćdziesięciominutowe doświadczenie wędrówki po ruchomych obrazach Vincenta Van Gogha, co niesie ze sobą wielką wartość, dotąd niespotykaną na ekranach kin.

O życiu holenderskiego malarza wiemy całkiem sporo dzięki korespondencji, którą wymieniał się z bratem Theo.

Fabularnie film jest próbą rekonstrukcji ostatnich chwil z życia malarza. Podejmuje się tego syn listonosza Armand Roulin, którego ojciec przyjaźnił się z malarzem. Chłopak na prośbę ojca rusza w podróż, by odnaleźć brata Vincenta i doręczyć ostatni list jaki Van Gogh napisał tuż przed śmiercią. Gdy chłopak trafia do francuskiego miasteczka Auvers poszukiwania przeobrażają się w śledztwo mające na celu odnalezienie winnego śmierci malarza.

Nastrój melancholii i dramatu w filmie potęguje muzyka, za którą odpowiedzialny jest Clint Mansell. Jeśli nazwisko nic wam nie mówi, to tytuły takie jak Requiem dla snu czy Czarny Łabędź z pewnością tak. Mnie osobiście kompozytor urzekł ścieżką dźwiękową do filmu Pi.

Utwór rozpoczynający film o malarzu The Night Cafe wprowadza w pożądany nastrój i prowadzi płynnie do samego końca. Piosenka Starry starry night nota bene napisana w hołdzie Vincentowi, jest kropką nad i. Tak kończy się film, pozostawiając widza głęboko poruszonego, zupełnie jak niegdyś wspomniane wcześniej Requiem dla snu.

Bardzo przyjemnym zaskoczeniem był dla mnie polski dubbing. Dotąd wystrzegałam się tego typu seansów, jednak dubbing w wykonaniu Jerzego Stuhra, Macieja Stuhra, Danuty Stenki, Roberta Więckiewicza, Józefa Pawłowskiego jest po prostu świetny. Po seansie, dla porównania, obejrzałam trailer w oryginalnej, angielskiej wersji i nadal uważam, że było warto.

Twój Vincent to opowieść o człowieku kroczącym po obrzeżach życia społecznego, balansującego na granicy wykluczenia i zarazem podziwu. To opowieść o samotności wśród ludzi, wynikającej z wewnętrznego poczucia wyobcowania. Czy to poczucie osamotnienia doprowadziło do śmierci Vincenta, czy piętrzące się przed nim problemy życiowe, jednoznacznej odpowiedzi nie dostajemy. Jednak, co szalenie cenne, film pokazuje, że śmierć Vincenta nie jest śmiercią wariata, po której mieszkańcy miasteczka Auvers oddychają z ulgą. Dostajemy raczej sugestię, że doświadczyli pewnej straty. Armand Roulin w liście do ojca pisze, że miasteczko rozpala się na nowo pod wpływem wspomnień o człowieku, który pojawił się pewnego dnia, by pozostać w nim na zawsze. Nie brakuje tu jednak ludzi okrutnych w osądach, szufladkujących, dla których malarz, to wagabunda, dziwak, zawsze gorszy sort człowieka.

Przyjaciółka, która poleciła mi film, przez pewien czas ukrywała, że cierpi na depresję. Bardzo długo nie mieściło mi się to w głowie. Armand Roulin poszukuje mordercy Vincenta, ponieważ nie mieści mu się w głowie, by człowiek, który pisał w liście, że nigdy nie czuł się lepiej, mógł sześć tygodni później strzelić sobie w brzuch. Harmonia dnia dzisiejszego może doprowadzić do zguby dnia następnego. Nie mamy na to wpływu. Doświadczanie cudu życia niejednego zmęczyło w połowie drogi.

Celowo nie wspomniałam dotąd ani słowem na temat reżyserów. Chciałam, by zebrali oklaski na finiszu tej recenzji. Dorota Kobiela oraz Hugh Welchman wyrzekli się bądź usunęli w cień szczegóły z życia artysty, które obecne w popkulturze zupełnie niepotrzebnie rzutują na odbiór jego osoby. Myślę, że Twój Vincent to próba rekonstrukcji człowieka, którego choć trudno zrozumieć, nie należy osądzać. Stworzyli portret człowieka wrażliwego, samotnego, a przede wszystkim pięknego. Jeśli wyjdziecie z kina bez poczucia tego ostatniego, możecie zacząć się o siebie martwić.

Twój Vincent. Reżyseria: 	Dorota Kobiela, Hugh Welchman. Obsada: Robert Gulaczyk, Jerome Flynn, Douglas Booth. Polska / Wielka Brytania 2017
8
Twój Vincent. Reżyseria: Dorota Kobiela, Hugh Welchman. Obsada: Robert Gulaczyk, Jerome Flynn, Douglas Booth. Polska / Wielka Brytania 2017
Kategorie
kino / dvd
Marta Sobiecka

Marta Sobiecka, rocznik 1990, absolwentka dziennikarstwa, studentka filozofii na UKW w Bydgoszczy. Na co dzień pracuje jako grafik, po godzinach redaktor kwartalnika „Okolica Strachu”, pisarz, publicysta. Publikowała na łamach „Nowej Fantastyki”, „Nieznanego Świata”, „Bydgoskiego Informatora Kulturalnego”. Współpracuje z redakcją portalu: efantastyka.pl, a od niedawna również z dzikabanda.pl. Z redakcją lubiegroze.pl współorganizuje konkurs na antologię „Jakie czasy taki diabeł”.
Komentarz
  • Anna G
    7 listopada 2017 at 22:22
    Skomentuj
  • Dodaj komentarz