Mayfly
kino / dvd

Train to Busan – przebojowe azjatyckie zombie [recenzja]

Mimo, że w ostatnich latach tematykę zombie kojarzymy głównie z marniejącym z sezonu na sezon „The Walking Dead”, co jakiś czas trafiają się w gatunku również małe perełki – choćby takie jak lądujący w styczniu na ekranach naszych kin (najprawdopodobniej pod tytułem „Zombie Express”) tegoroczny hit z Korei Południowej.

[quote align=right]Tak dobrze zrealizowanego filmu o apokalipsie żywych trupów nie mieliśmy okazji oglądać już od długiego czasu.

Fabuła, jak to zwykle z filmami o żywych trupach bywa, w ogólnym zarysie wielce skomplikowana nie jest – mamy żyjącego w separacji z żoną młodego biznesmena i jego desperacko pragnącą zobaczyć się z matką córkę. Właśnie z tego powodu oboje znajdą się w wyruszającym do Busan tytułowym pociągu, gdzie przyjdzie im się zmierzyć z rozprzestrzeniającą się w zawrotnym tempie tajemniczą infekcją.

Wprowadzenie we właściwą akcję trwa około dwudziestu minut. Tyle wystarcza by w ogólnym zarysie poznać najważniejszych bohaterów i ogólne tło wydarzeń (rozgrywających się dzień po wypadkach przedstawionych w animacji „Seoul Station”), a przy okazji nie zdążyć się znudzić. Później o jakichkolwiek wątpliwościach nie będzie już mowy, bo wraz z pojawieniem się pierwszych egzemplarzy niemilców, wskakujemy w sam środek pędzącej niczym filmowy KTX akcji.

Pierwsze co w południowokoreańskim filmie zwraca uwagę, to znakomita realizacja. Sceny pościgów, walk i pojawiające się w kilku momentach slow motion wypadają razem naprawdę świetnie. Nie inaczej jest z charakteryzacją gwiazd całego widowiska, które zarówno wyglądem jak i mobilnością przypominają tutaj bardziej rozwiązania przyjęte w „28 dniach później” niż klasykach George’a Romero – trup zatem ściele się gęsto i efektownie, krew poprawnie tryska na boki, a jeśli brać pod uwagę budżet filmu szacowany na 182 tysiące dolarów, można jedynie z niedowierzeniem kręcić głową.

Dobry film o zombie, to obok technikaliów także nieunikniony komentarz społeczny i Koreańczycy doskonali zdawali sobie z tego sprawę. To, że ludzie w skrajnych sytuacjach potrafią zachować się niczym zwierzęta wielkim odkryciem co prawda nie jest, ale zostaje podane w na tyle nienachalnej formie, że w kilku momentach wcale nietrudno zazgrzytać zębami z bezsilnej złości, by z drugiej strony z sympatycznymi protagonistami związać się na czas seansu, a nawet i nieco wzruszyć w wyjątkowo emocjonalnym finale.

„Train to Busan” od czasu premiery zarobił niemal sto milionów dolarów na świecie, stając się jednym z najbardziej dochodowych południowokoreańskich filmów w historii – nie dziwi więc, że prawa do anglojęzycznego remake’u zostały już wykupione przez francuskie Gaumont. Zanim jednak przekonamy się, czy zachodnia reinterpretacja jest w stanie dorównać oryginałowi, polecam wizytę w kinie – tak dobrze zrealizowanego filmu o apokalipsie żywych trupów nie mieliśmy okazji oglądać już od długiego czasu.

Kategorie
kino / dvd
Maciej Bachorski

Rocznik '87. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę. Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.
2 komentarze
  • Beton
    25 grudnia 2016 at 00:12
    Skomentuj

    I to ma trafić do polskich kin?

  • Maciej Bachorski
    Maciej Bachorski
    25 grudnia 2016 at 02:37
    Skomentuj

    Aha. Jako „Zombie express”, 20.01.2017, wg. strony dystrybutora i FW.

  • Dodaj komentarz