kino / dvd

Terminator

 

 

Terminator Reż. James Cameron. Wyk. Arnold Schwarzenegger, Linda Hamilton, Michael Biehn. USA 1984

 

W 1984 roku narodziły się dwie ikony współczesnego kina – James Cameron, najdroższy reżyser świata, oraz Arnold Schwarzenegger, największa gwiazda kina akcji lat 80.  A wszystko zaczęło się niewinnie od koszmarnego snu, jaki pewnej nocy nawiedził Camerona. 

 

 

 

Wówczas początkujący reżyser śnił o tajemniczej maszynie, która przybyła z przyszłości do naszego świata, aby go zabić. Tak narodził się „Terminator”, żelazny klasyk kina SF i jeden z najważniejszych filmów w historii kina. Cameron ograł dwa niezwykle wyeksploatowane motywy fantastyczne. Pierwszy – strach przed rozwojem technologii, czyli obawa, że pewnego dnia zastąpią nas roboty, drugi – sięgający swoją historią do XIX wieku motyw podróży w czasie.

 

W Los Angeles z 1984 roku w chmurach elektrostatycznych wyładowań pojawia się dwóch mężczyzn. Pierwszy jest niezwykle okrutny i zabija wszystko, co staje mu na drodze, drugi jest jego przeciwieństwem i w walce jedynie obezwładnia przeciwników. Obaj zaś szukają Sary Connor, bo ta kobieta w przyszłości urodzi chłopca, który ocali ludzkość, kiedy wymyślona przez naukowców sztuczna inteligencja Skynet zbuntuje się przeciwko ludziom i wypowie im wojnę. Cameron stworzył archetypiczną opowieść o buncie maszyn i podróży w czasie, która może ocalić ludzkość. Jego film doczekał się trzech kontynuacji (czwarta w produkcji), serialu telewizyjnego i całej masy naśladowców (w zasadzie całe lata 80. I pierwsza połowa 90. w kinie klasy „B” upłynęła na produkcjach kolejnych, dziwacznych wariacji na temat „Terminatora” z androidami w szkołach, parkach, na pustyniach, w wielkich miastach i gdzie tylko pokręcone umysły scenarzystów chciały ich wsadzić). Poza szmirą oczywiście były i dobre filmy inspirowane dziełem Camerona. Najlepszymi naśladowcami (czy raczej twórczymi inspiratorami)  okazali się braci Wachowscy ze swoim „Matrixem”, w którym pokazali niezwykłą wojnę z maszynami.

 

Niesamowite w „Terminatorze” jest to, iż film ten wciąż świetnie się ogląda. Na wiele obrazów fantastycznych z lat 80. (zwłaszcza tych pełnych akcji i efektów specjalnych) czas podziałał niekorzystnie, a „Terminator” wciąż się nieźle trzyma. I w jego oglądaniu wcale nie przeszkadza świadomość, że głowa złego robota zrobiona jest z folii aluminiowej, a słynna prasa, która go zgniata, to dwa kawałki styropianu. W natłoku akcji te szczegóły zdają się nieistotne. I chyba na tym polega magia kina – na skutecznym odciąganiu uwagi widza od technicznych niedoróbek. Szkoda tylko że Cameron szybko zapomniał o tym jaką frajdę dawało mu robienie taniego kina i resztę życia poświecił na kręcenie filmów, w których efekty specjalne odciągają uwagę widzów od scenariuszowych niedoróbek. 

 

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz