kino / dvd

Strażnicy Galaktyki vol. 2 – Łajdackiej baśni ciąg dalszy [recenzja]

Strażnicy Galaktyki nie należą może do dzieł absolutnie genialnych i bezbłędnych, ale i tak reszta realizatorów adaptacji komiksowych powinna się uczyć od Jamesa Gunna, jak robić filmy z uczuciem i pasją. Co część druga tylko potwierdza.

Poprzednia odsłona przygód Petera Quilla i ferajny wzięła wszystkich przez zaskoczenie. Zafundowała nam sentymentalną podróż do krainy szczeniackich marzeń o niekończącej się przygodzie z wdziękiem, jakiego nie doświadczyliśmy od czasu Indiany Jonesa i Ostatniej Krucjaty – a już na pewno pierwszych Piratów z Karaibów. Vol 2 idzie tą samą drogą zgodnie z zasadą 3B (bigger, better, more badass), dostajemy jeszcze więcej wszystkiego, także bombastycznych rozrób na kosmiczną skalę. A jednak w ostatecznym rozrachunku za fasadą przygody bije serce odrobinę kameralnej komedii o relacjach międzyludzkich. Może nawet mocniej niż poprzednio.

Po kolejnej przebitce z Ziemi, tym razem nie tak kontrastowo mrocznej, film rzuca nas w sam środek akcji. Po skasowaniu kosmicznego stwora w rytmie disco Strażnicy inkasują nagrodę, a wtedy okazuje się, że jedno z przyjaciół odrobinę nabroiło. Tak rozpędza się rollercoaster wydarzeń, który zaprowadzi głównego bohatera przed oblicze ojca.
Kwestie pochodzenia Star Lorda, choć stanowią motor napędowy filmu, są równoważone przez problemy reszty załogi, swoje wątpliwości ma tu i Gamorra, i Raccoon czy Groot, a nawet – na swój sposób – Drax promieniujący towarzyskim wdziękiem walca drogowego. Tym razem na pierwszy plan wysuwa się też kilka innych postaci i każda dostaje swoje pięć minut, wybrzmiewa z odpowiednim impetem.

Widzowie otrzymują zaś kolejną porcję raz zabawnych, kiedy indziej poruszających starć charakterów. Nawet jeśli momentami Gunn repetuje motyw z docieraniem się drużyny na nowo, to dorzuca kilka patentów, które odświeżają formułę. Więcej miejsca poświęcono tu więziom rodzinnym i przyjacielskim oraz ich znaczeniu, wszystko zaś spięte popkulturową klamrą, nawiasem zbudowanym z rozmaitych nawiązań, które jednak działają jako coś znacznie ważniejszego niż stylowa popisówa. Każdy utwór czy filmowy cytat pomaga budować nastrój i oddawać emocje postaci – i to w sposób, z którego bohaterowie zdają sobie sprawę. A przede wszystkim pozwala jeszcze raźniej płynąć widzowi ze sceną.

Strażnicy Galaktyki vol 2 są przede wszystkim sentymentalną łajdacką baśnią o bandzie wyrzutków. Przy czym akcentów baśniowych jest tu więcej niż w części pierwszej. Wszystko zaś polano neonowym lukrem lat ’80. Film nie sili się na oryginalność, uderza w podobne tony, co część poprzednia, jest momentami jeszcze bardziej ckliwy, ale w tym tkwi jego moc.

Mamy więc furę zbójeckiego humoru, trochę autocytatów, mnóstwo akcji ciętej żartami tak, by nie zdominowała ekranu, fantazyjne światy. Mamy trochę realizatorskich odjazdów i teledyskowych szaleństw. A w tle przez większość filmu przygrywają kawałki, które zdominowały lata ’80. Gunn poprawił jednak zasadniczą wadę poprzedniej części. Strażnicy Galaktyki doczekali się złoczyńcy z prawdziwego zdarzenia. Wyrazistego, czarującego i dobrze zagranego. Nawet, jeśli jego motywacje i cele są proste do rozgryzienia, to przynajmniej stworzono pod nie porządną podbudowę dającą filmowi dodatkowy sens. To dużo więcej niż zapewniał bezduszny i bezosobowy Ronan czy większość galerii łotrów z innych zakątków MCU.

Ten film po prostu warto zobaczyć. Żeby odpłynąć na ponad dwie godziny, żeby cieszyć się jego pozorną prostotą i duszą. Świeżość pierwszej części zastąpiła jeszcze większa dawka uczuć i emocji. Przede wszystkim – radości. To chyba dosyć uczciwa wymiana.

Strażnicy Galaktyki vol 2, scenariusz i reżyseria: James Gunn, wyst. Chris Pratt, Zoe Saldana, Dave Bautista, Vin Diesel, Bradley Cooper
Ocena: 85%

Kategorie
kino / dvd

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Dodaj komentarz