Columbia Pictures
kino / dvd

Stań przy mnie – King i trudy dojrzewania [recenzja]

W tym roku trzydzieste urodziny obchodzi film, który udowadniał światu, że Stephen King to nie tylko autor horrorów, ale i świetnych subtelnych opowiastek o dojrzewaniu, ze śmiercią w tle.  

Kiedy w 1982 roku ukazał się zbiór opowiadań „Cztery pory roku”, zarówno fani pisarza, jak i krytycy, nie kryli swojego zaskoczenia. Zaraz, zaraz – gdzie są trupy, potwory i wampiry? To ma być Stephen King? Piszący o ludziach, a nie demonach? Ale tak właśnie było. „Cztery pory roku” były pierwszą z wielu prób odklejenia się od etykiety autora grozy. Artystycznie absolutnie udaną, choć wizerunkowo już nie do końca. Świat wówczas czekał na kolejny horror Kinga, a nie opowieść o dzieciakach w małym miasteczku, czy jakimś więźniu odsiadującym niesprawiedliwy wyrok.

Reżyser Rob Reiner, osławiony komedią  „Oto Spinal Tap, postanowił na przekór wszystkim zekranizować właśnie jedno z tych „mało strasznych” opowiadań Kinga. Jego wybór padł na „Ciało – historię grupki przyjaciół, którzy wyruszają na wyprawę wzdłuż torów kolejowych, by odnaleźć ciało zaginionego kolegi. Producenci mieli tylko jedną uwagę – Reiner musiał zmienić tytuł filmu. Jeśli już kręcimy film na podstawie Kinga obyczajowego, to niech nie nazywa się to „Ciało”. Ich wybór padł na „Stand by Me”, czyli tytuł piosenki Bena E. Kinga, która pojawia się w filmie.

Zanim przejdę do filmu jeszcze kilka słów o opowiadaniu. King wielokrotnie w swojej karierze spotykał się z zarzutami, iż przywłaszczył sobie cudzą powieść, opowiadanie, historię itp. Nowelka „Ciało” także padła ofiarą takowych zarzutów.

Jeśli wierzyć przyjacielowi Kinga z czasów studiów Geoerge’owi MacLeodowi, to opowiedział on kiedyś Kingowi historię o chłopcach, którzy wyruszyli na poszukiwanie zwłok psa. Szli wzdłuż torów kolejowych, a cała wycieczka była tak naprawdę miniszkołą życia, podczas której dowiedzieli się, co to odpowiedzialność, przyjaźń i oddanie. Dla MacLeoda była to ważna historia, bo autobiograficzna. To on był jednym z tych chłopców idących wzdłuż torów. King wysłuchał z uwagą a potem… kilka lat nosił w sobie tę anegdotę, aż w końcu spisał, zamieniając psa na człowieka. Czy to plagiat? No nie, bo MacLeod nigdy swojej książki nie napisał. Kradzież? O ile wysłuchanie cudzej historii można nazwać kradzieżą, to tak, ale co wtedy począć z „Iliadą”  i „Odyseją”? Rozżalony MacLeod próbował zmusić Kinga do przyznania się do kradzieży, ale ten zwyczajnie odciął się od kolegi i zerwał z nim wszelkie stosunki. Brzydkie zachowanie? W zależności jak na to spojrzeć. Zapewne dla teoretycznie „poszkodowanego” był to cios poniżej pasa, ale patrząc na całą historię z perspektywy Kinga, trudno się z reakcją twórcy „Miasteczka Salem” nie zgodzić.  Po pierwsze świat jest pełen frustratów, którzy za wszelką cenę chcą podpiąć się pod sukcesy innych. Po drugie – i bardziej istotne, wychodząc z założenia, że można ukraść każdą zasłyszaną historię, King zapewne spędziłby pół kariery w sądach.

Reiner bardzo wiernie adaptował „Ciało”. Pod jego czujnym okiem powstał film niebywale subtelny i wyważony. Prosty, ale nie prostacki. Czuły, ale nie kiczowaty. Mamy tu Amerykę lat pięćdziesiątych, jeszcze przed wybuchem obyczajowej rewolucji. Mamy senną prowincję i kilku chłopców, którzy pochodzą z kompletnie odmiennych rodzin.

To, co robi największe wrażenie (i wciąż będzie robiło przez następne dekady), to kapitalna gra z rzeczywistością, jaką prowadzi reżyser. Najpierw poznajemy fantazje chłopców, ich wyobrażenia o świecie, a potem rzeczywistość, która okazuje się czymś zupełnie innym. Najlepiej widać to na przykładzie demonicznego psa ze złomowiska. W opowieściach chłopców urósł do wielkości gigantycznego demona, piekielnego Cerbera. Kiedy się pojawia… No cóż… Bawi nas, ale i wzrusza, bo przypomina jak kiedyś, kiedy byliśmy dużo młodsi, odbieraliśmy rzeczywistość.

Tak – „Stań przy mnie” to bezsprzeczne arcydzieło i film, który uwiedzie swoją magią nawet najbardziej nieczułego widza. Bo każdy kiedyś był dzieckiem, każdy musiał kiedyś dorosnąć. O tym etapie przejściowym, chwili, kiedy jeszcze jesteśmy mali, ale dorosłość czai się tuż za rogiem, opowiadają Reiner i King.

„Stań przy mnie” okazało się hitem. Zarobiło ponad pięćdziesiąt milionów dolarów i do dziś stawiane jest w czołówce kingowskich adaptacji. Sukces filmu otworzył drzwi do światowej kariery Reinera (potem wyreżyserował m.in. „Kiedy Harry poznał Sally”) i pomógł stworzyć filmową wytwórnię Castle Rock, nazwaną na cześć miasteczka wymyślonego przez Kinga. To tu powstaną potem takie filmy jak „Zielona mila”, „Skazani na Shawshank” i wiele innych.

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz