materiały prasowe
kino / dvd

Skin Trade/Falcon Rising/Krwawy Biznes

Rok 2015 to rok kiedy w kinach i na rynku DVD bezdyskusyjnie rządzi tęsknota za prostym, gatunkowym kinem rodem z lat 80. Do kin bezustannie trafiają przeróbki dawnych hitów, zaś na rynku DVD mnożą się filmy sensacyjne próbujące reanimować dawne kino akcji. Trzy tytuły czyli „Skin Trade”, „Falcon Rising” oraz „Krwawy biznes” są tego najlepszym dowodem.

 

Dlaczego reanimować? To proste – kino się zmieniło. To, co dziś nazywamy filmami akcji niewiele ma wspólnego z filmami, które dały nam takie gwizdy jak Jean-Claude Van Damme, Sylvester Stallone czy Arnie. Siłą napędową ich produkcji był czarno-biały podział świata i bezustanne żonglowanie stereotypami i uprzedzeniami. Nikt nie oglądał się na poprawność polityczną, obrażanie mniejszości narodowościowych, społecznych czy seksualnych. Pedał był pedałem, rola kobiet sprowadzała się do pokazywania piersi i rozkładania nóg, Czarnuch był Czarnuchem, Meksykanie głupi i leniwi, Rosjanie podli i wiecznie pijani itp., itd. No i bohaterowie bezustannie przeklinali. Bo jak nie przeklinać,  kiedy cały czas do ciebie strzelają. Dzisiejsze kino akcji, które próbuje naśladować dawne hity, mimo iż dysponuje o wiele lepszą technologią i możliwościami, nie wypada już tak przekonująco. Najlepszym przykładem byli tu chyba „Niezniszczalni”, którzy próbowali celebrować minione kino akcji, ale bez niepoprawnego pazura.  Przez co wypadli nijako – gdzieś między niezamierzonym pastiszem, a tanim kinem klasy „B” dla dorastającej młodzieży. A o filmach sensacyjnych lat 80. możemy napisać wszystko, ale nie to, że były grzeczne i dla dzieci.

Amerykański reżyser i scenarzysta Ernie Barbarash od kilku lat próbuje przywrócić kinu ducha lat 80. Dwie dekady temu zaczynał jako producent m.in. „American Psycho”, kręcił kontynuacje znanych horrorów („Opętanie 2”) dziś realizuje filmy akcji głównie z Jean-Claudem Van Dammem. Ich najnowsza produkcja „Krwawy biznes” to bezsprzecznie najlepszy film w ich wspólnej karierze. Belg wciela się tu w Deacona, byłego agenta specjalnego, który przyjeżdża do Manili i zostaje okradziony… Tyle że złodzieje nie zabierają mu portfela a nerkę. Reszta to dziewięćdziesiąt minut bezustannego pościgu za złymi ludźmi, podczas którego Van Damme zabija tyle drani, ilu pozwala mu na to scenariusz. Oczywiście nie robi tego z samolubnych pobudek. Skradziona nerka bowiem ma trafić do dziecka jego brata (które jak się okazuje jest jego). Brazylijska telenowela z wybuchami w tle? Tak. Ale całkiem sprawnie opowiedziana.

Ten sam Barbarash rok wcześniej zrealizował obraz „Falcon Rising” gdzie w rolę tytułową (ksywa operacyjna agenta) wciela się Michael Jai White. I (ku rozpaczy fanów Van Damme’a) wypada on o wiele lepiej niż Belg. Bohater grany przez White’a to prześladowany przez demony były żołnierz sił specjalnych, którego siostra została skatowana przez złych ludzi w Brazylii. Ponieważ nasz bohater i tak planował samobójstwo,  wyjeżdża on do Brazylii aby zrobić porządek ze złem w fawelach. Brzmi banalnie? Bo jest. Ale od strony wizualnej „Falcon Rising” to mała perełka taniego kina akcji klasy „B”. No i White ma sporą ekranową charyzmę.

Trzecim filmem, który ostatnio trafił do naszych sklepów jest „Skin Trade” – pierwsza amerykańska produkcja tajskiego reżysera Ekachai Uekrongthama, twórcy m.in. „Pięknego boksera”. W rolach głównych obsadził on  Dolpha Lundgrena (który napisał tu scenariusz), Tonyego Jaa (trylogia „Ong-Bak), zaś głównego złego zagrał Ron Perlman. O co chodzi? O to co zawsze na – zemstę, narkotyki i handel żywym towarem. Lundgren gra nowojorskiego detektywa, który wyrusza do Tajwanu pomścić śmierć bliskich. Tam spotyka detektywa w którego postać wciela się Jaa i wspólnie pokonują mafię. W wszystkich wybranych przeze mnie tu filmów „Skin Trade” jest obrazem najlepszym – bo najbliższym estetyce lat 80. Krew leje się tu strumieniami, choreografie walk są dopracowane do perfekcji, a między Jaa i Lundgrenem jest autentyczna chemia. No i znów powracają stereotypy – zarówno w ukazywaniu Wschodu, jak wyobrażenia o handlu żywym towarem.

Jeśli zatem macie ochotę na potrójny weekendowy seans kina akcji – polecam obejrzeć te filmy dokładnie w takiej kolejności. Od najsłabszego (choć najlepszego filmu Jean-Claude’a od lat) przez bardzo sympatyczną opowieść o Falconie, po mordobicie w Tajskim stylu. Nudzić się nie będzie. Mądrzejsi po tych filmach także nie będziecie, ale tego akurat nikt wam nie obiecywał.

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz