kino / dvd

Sils Maria

Kristen Stewart otrzymała za rolę w „Sils Maria” Cezara – ale chyba tylko dlatego, że nie padła zemdlona grając u boku nieporównanie bardziej utalentowanej Juliette Binoche. A jak prezentuje się sam film?

 

Reżyser i scenarzysta Olivier Assayas (wcześniej odpowiedzialny m.in. za takie filmy jak „Spotkanie”, „Alice i Martin”, czy „Zakochany Paryż”) proponuje nam tu opowieść, jakich wiele. Oto wielka gwiazda ekranu Maria Enders (Binoche) zaczyna nieco przygasać i coraz częściej odnosi wrażenie, że ze swoim CV pełnym ambitnych psychologicznych ról nie bardzo pasuje do współczesnego kina, które woli skupiać się na bezmyślnych blockbusterach i preferuje młode, głupiutkie aktorki. Jednocześnie z ociąganiem godzi się na występ w wariacji na temat filmu, który niegdyś przyniósł jej sławę, co zmusi ją do spojrzenia wstecz na całą swoją dotychczasową karierę, a także do przeproszenia się z jedną z najgorętszych hollywoodzkich gwiazdeczek, niejaką Jo-Ann Ellis (Chloë Grace Moretz), która ma jej w tym przedsięwzięciu partnerować. Całe szczęście, że Maria ma zaufaną asystentkę Valentine (Stewart), z którą podczas pobytu w urokliwej alpejskiej miejscowości będzie mogła nie tylko przygotowywać się do nowej roli, ale także dyskutować o pozornie nieistniejących wartościach kina komercyjnego, ostro imprezować i wybierać się na długie górskie spacery. Ale czy decyzja o przywoływaniu własnej kreacji sprzed lat, do tego przyciętej pod gusta współczesnej publiczności, na pewno jej nie zaszkodzi?

Ładnie wypada w tym filmie kontrast pomiędzy Marią-gwiazdą kina, żyjącą w sztucznym, ale cudownym świecie stworzonym przez oko kamery, a Marią-zwykłą kobietą, zmagającą się z kryzysem wieku średniego i całym mnóstwem wątpliwości co do swoich życiowych wyborów. Początek filmu skupia się na tej pierwszej postaci, prezentując nam Binoche w najbardziej oszałamiającym wydaniu – pewną siebie, noszącą uwodzicielskie, wydekoltowane suknie i bajeczny makijaż. Później jednak bohaterka opuszcza świat kamer i fleszy, prezentując się nam bez makijażu, z wiecznie zatroskaną miną, w wysłużonych sweterkach, aseksualnych spodniach i krótkiej, chłopięcej fryzurze. Nawet w głośnej scenie kąpieli w górskim jeziorze, podczas której Binoche rozbiera się do naga (a Stewart nieśmiało tylko do bielizny) nie wypada jak gwiazda próbująca uwieść widzów grając na ich najniższych instynktach, tylko jak najzwyczajniejsza pani domu z nieco zaniedbaną fryzurą łonową pragnąca zażyć odrobinę rozkoszy (co oczywiście nie oznacza, że nie emanuje erotyzmem – tyle, że ma on w tym wypadku bardziej przyziemny wymiar niż w przypadku tej samej postaci w wersji „glamour”).

Szkoda tylko, że z tak ciekawie zarysowanego kontrastu nie wynika nic szczególnie odkrywczego czy dramatycznego. Bo choć trudno odmówić Binoche zaangażowania w rolę i choć nie sposób nie poddać się urokowi alpejskich pejzaży, „Sils Maria” to jednak film niewykorzystanego potencjału: przegadany, nudnawy i zbyt często popadający w pretensjonalność. Mimo atrakcyjnych zdjęć brak tutaj jakiejś niepowtarzanej magii, a mimo ciekawego pomysłu wyjściowego – nie udało się wykrzesać na ekranie większych emocji. Winny jest temu głównie Assayas-reżyser, operujący zdecydowanie zbyt teatralną poetyką i nie potrafiący nadać dramatom głównej bohaterki bardziej ludzkiego wymiaru. Wielka szkoda, bo gdyby za reżyserię zabrał się jakiś bardziej wizjonerski artysta, moglibyśmy dostać jeden z najlepszych obrazów 2014 roku.

Kategorie
kino / dvd
Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Dodaj komentarz