kino / dvd

Siedmiu psychopatów

Siedmiu psychopatów (Seven Psychopaths) Reż. Martin McDonagh. Wyk. Colin Farrell, Woody Harrleson, Sam Rockwell. Wielka Brytania 2012 Best Film

Martin McDonagh uznawany jest za jednego z najwybitniejszych brytyjskich dramaturgów.  Jednak w 2004 roku przestała mu wystarczać opinia geniusza teatru i rozpoczął swój romans z kinem. Najpierw dostał Oscara za krótkometrażowy „Six Shooter”, potem nakręcił nominowany do najważniejszych filmowych nagród „Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj” a teraz powraca na wielkie ekrany z „Siedmioma psychopatami”.

Opowiedzieć fabuły tego filmu się nie da. Teoretycznie jest to opowieść o pisarzu, który przeżywa kryzys twórczy i stanowczo za dużo pije. Kiedy jego specjalizujący się w porywaniu psów  przyjaciel Billy, uprowadzi pupila pewnego gangstera świat naszego bohatera wywróci się do góry nogami. I w sumie na najprostszym poziomie można ten film tak odebrać – jako prostą komedię o pechowym porwaniu. Tyle że to nie jest prawda.

McDonagha nie interesuje opowiadanie prostej historii. Jego w ogóle nie interesuje opowiadanie samo w sobie a bardziej dekonstrukcja opowieści.  „Siedmiu psychopatów” nie jest więc filmem o porwaniu, bo takowe nigdy nie miało miejsca. Nic z tego co widzimy nigdy się nie zdarzyło, a my nie przyglądamy się rzeczywistości a temu jak ona jest tworzona. Bo „Siedmiu…” to opowieść o pisaniu. O tym jak z natłoku historii, które przychodzą autorowi do głowy w końcu rodzi się ta prawdziwa. Oglądając ten film trudno nie odnieść wrażenia, że McDonagh wpuścił nas do swojej głowy i pozwolił przyglądać się procesom myślowym. Temu jak jeden absurdalny pomysł zamienia się w inny, jak nagle uświadamia sobie, że dialog który napisał jest fatalny i zamienia go innym (cudowna scena z jąkaniem) i tak dalej. W ten sposób odbierane „Siedmiu..”  staje się mimo całego swojego humoru i absurdu, filmem niezwykle poważnym i intymnym. Bo chyba nie ma czegoś bardziej intymnego w sztuce jak możliwość przyglądania się z boku temu jak powstaje dzieło.

Oczywiście jest też trzecia możliwość interpretacji tego filmu – totalna kpina z gatunków i konwencji. I ona także daje wielką frajdę, bo McDonagh bezlitośnie szydzi tu tak z kina akcji, jak filmów artystycznych. Nie zostawia suchej nitki na mizoginizmie współczesnego filmu i zabawie w postmodernizm. Dlatego promowanie „Siedmiu psychopatów” przez dystrybutora jako „połączenie Tarantino z braćmi Coen” jest co najmniej nie na miejscu. McDonagh nie próbuje być ani Tarantino ani Coenami. Więcej on zdaje się nie lubić ich filmów i radością kopiuje rozwiązania techniczne z obrazów Tarantino (choćby zabawy z muzyką, łączenie trywialnych dialogów z poważnymi) tylko po to aby mrugnąć okiem i powiedzieć – no dajcie spokój to niby jest takie trudne a przy tym odkrywcze i świeże?

Dawno nie widziałem filmu, który skierowany byłby to tak szerokiej grupy odbiorców i który da się interpretować na tak wielu płaszczyznach. Dodam też że dawno nie widziałem filmu tak bezczelnego i chełpiącego się swoją bezczelnością. McDonagh bowiem mając świadomość mechanizmów na jakich bazują mózgi krytyków (a te są proste umówmy się) przez całą projekcję pokazuje im język. Chcecie Tarantino, to macie Tarantino. Mało wam? To dorzucę trochę czystej grafomani na koniec, żebyście mi mogli zarzucić rozwodnioną końcówkę. Nie pasuje? To jeszcze pożartujmy sobie z alkoholizmu, bo w końcu każdy pisarz to pijak. I tak dalej.

Taki rodzaj bezczelności zawsze będzie bawił mnie do łez. Podobnie jak marsowe miny krytyków filmowych, którzy po projekcji „Siedmiu…” mówili – no nie facet ewidentnie ściga się sam ze sobą ale słabsze to od jego poprzedniego filmu. A figa z makiem a nie słabsze. Świadomy artysta nigdy nie musi się ścigać ze sobą, takie rzeczy robią tylko ci z kompleksami. A McDonagh takowych jak nie posiada.

PS

Nie wychodźcie z kina podczas napisów.

 

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz