kino / dvd

Satanico Pandemonium – diabeł, zakonnica i seks w Meksyku [recenzja]

Zakonnica i diabeł. Nie to, nie „Matka Joanna od aniołów”, a meksykańska opowieść o seksie, opętaniu i młodych ponętnych zakonnicach.

 

Każdy, kto widział „Od zmierzchu do świtu” pamięta zapewne moment, w którym pierwszy raz pojawia się postać grana przez Salmę Hayek. Jako seksowna striptizerka z wężem na ramionach odstawiła erotyczny taniec dekady. Niestety bardzo szybko piękna twarz Salmy zamieniła się w dość paskudne wampirze oblicze, co skutecznie ostudza temperament wielu panów. Otóż owa rozbierająca się wampirzyca miała swoje imię, brzmiało ono Santanico Pandemonium. Imię jak to imię mogłoby nic wielkiego nie znaczyć, gdyby tylko scenariusza nie pisał tu Quentin Tarantino (po prawdzie przepisał pomysł Roberta Kurtzmana, o co niemal panowie pokłócili się w sądzie…).

Santanico Pandemonium nie wzięła się, jak łatwo się, domyślić z nikąd. Początek tego imienia – jak i postaci – sięga lat 70. Wtedy to w Meksyku reżyser Gilberto Martinez Solares nakręcił film o demonicznie brzmiącym tytule „Satanico Pandemonium”. Jego główną bohaterką była młoda meksykańska (czy raczej hiszpańska) zakonnica Maria  kuszona przez przystojnego Luzbela vel Lucyfera. Wodząc ją na pokuszenie diabeł obiecuje młodej kobiecie, zostanie matką przełożoną zakonu, obiecuje niezwykły wyuzdany seks, z kim tylko zapragnie. Siostra Maria okazuje się być kobietą słabą i uległą. Pod wpływem diabła zaczyna uwodzić młodego chłopca, zmusza do stosunku płciowego koleżankę po habicie, aż wreszcie popełnia grzech śmiertelny – zabija.

Oczywiście w latach 70. reżyser nie mógł pozwolić sobie na pokazanie w filmie o zakonnicy jednoznacznego triumfu zła, wobec czego film kończy się sekwencją, w której Maria umiera zaś cała historia, która jej się przydarzyła okazuje się być dziwnym snem wywołanym ciężką chorobą. No, ale jeśli Maria zmarła podczas snu walcząc z diabłem i ulegając mu, być może jej opętane ciało po śmierci martwych wstało i zamieniło się w ciało Santanico Pandemonium. Takiego biegu zdarzeń wykluczyć nie możemy.

A zupełnie poważnie – nazywając postać Hayek imieniem Santanico, Tarantino i Rodriguez  oddali hołd zapomnianemu dziś filmowi Solaresa oraz całemu gatunkowi nunsploitation – czyli filmom o zakonnicach. Każdy fan cyklu „Od zmierzchu do świtu” ma w pamięci część trzecią czyli „Córkę kata” (2000). Tam reżyser P.J. Pesce pochodzenie Santanico tłumaczył w zupełnie inny sposób – miała ona być córka wampirzycy i kata, która przez przypadek odkrywa swoje pochodzenie. Tyle, że z „Córką kata” Tarantino nie miał nic wspólnego. I umówmy się Santanico jako była zakonnica, która zboczyła na złą drogę, bardziej pasuje do wizji tego reżysera niż prosta córka wampirzycy. Jeszcze inaczej do postaci wampirzycy podszedł Rodriguez w serialowej wersji filmu. W telewizyjnym „Od zmierzchu…” Santanico ma pięćset lat, jest królową wampirów i… no lepiej nie wchodzić jej w drogę. Podobnie jak Sethowi i Richiego. Ale serial to zupełnie inna opowieść…

 

 

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz