kino / dvd

Rękopis znaleziony w Saragossie

 

Rękopis znaleziony w Saragossie Reż. Wojciech Jerzy Has. Wyk. Zbigniew Cybulski, Bogumił Kobiela, Leon Niemczyk, Iga Cembrzyńska, Elżbieta Czyżewska, Gustaw Holoubek. Polska 1965.

 

Zacznę lirycznie… Czego się boi człowiek?  Jeden drugiego. Siebie samego. Własnego cienia. A przede wszystkim życia.

 

 

Tak jego prozy jak i jego grozy. A różnica między jedną (prozą) a drugą (grozą) niewielka – jedna literka. Granica między nimi też niewyraźna i cienka jak pajęcza nić. Za lustrem, za oknem, za zamkniętymi powiekami czai się inny świat. Jak ze snu. Niesamowity, magiczny i zawiły zarazem. Jest niczym labirynt pełen zakamarków i tajemnych przejść. Nikt tych sennych pasaży nie znał lepiej niż Wojciech Jerzy Has. A dowodem właśnie „Rękopis znaleziony w Saragossie”.

 

Niektórzy twierdzą, że to najdziwniejszy film w historii polskiego kina. No ale czy może być inaczej, skoro został on nakręcony na podstawie tak osobliwej  powieści? Jej autorem był hrabia Jan Potocki – poeta, uczony, filozof, podróżnik i napoleoński żołnierz, a zarazem wielki ekscentryk, który popełnił samobójstwo, strzelając sobie w głowę z pistoletu nabitego srebrną gałką od cukiernicy. Dziwna bo fantastyczna  jest już sama historia w filmie opowiedziana. Za bohatera ma kapitana gwardii króla Hiszpanii Alfonsa van Wordena (w tej roli Zbigniew Cybulski), który samotnie przemierzając dzikie góry Sierra Morena, dostaje się w moc złych duchów. To właśnie za ich sprawą  kapitan wpada w swoistą pętlę czasu, z której nie może się wyrwać. Co i raz więc budzi się ze snu w tym samym ponurym miejscu: pod szubienicą na stosie ludzkich czaszek. Jakby uwiązł w cieniu własnego losu.

 

W przypadku „Rękopisu…” – i tego pisanego, i tego filmowego – jeszcze dziwniejsza niż treść jest jego forma. To misterna niczym rokokowe cacko konstrukcja szkatułkowa, gdzie w miarę otwierania się kolejnych szufladek poszczególne opowieści nie tylko się rozbudowują i wzajemnie dopełniają, ale i zmieniają swój sens, jakby nasza egzystencja była wyłącznie grą wyobraźni. No ale czy tak właśnie nie jest? – zdaje się pytać Has. Przecież w istocie nie mamy żadnej pewności co do tego, po której stronie lustra się znajdujemy. Czy jesteśmy bytem, czy tylko jego odbiciem, niepowtarzalną matrycą czy czyimś zmyśleniem, jawą czy snem.  Taki Alfons van Wordena  na przykład do końca się nie dowie, czy jest postacią opowiadającą czy tylko opowiadaną. Czyż podobnych  niepokojów nie odnajdziemy potem w „Łowcy androidów” Ridleya Scotta? Wydaje się zresztą, że światowe kino mniej lub bardziej świadomie czerpało z „Rękopisu” pełnymi garściami, choćby Altman i Tarantino (vide: mozaikowa struktura ich filmowych opowieści) czy Harold Ramis, który w „Dniu świstaka” wręcz skopiował  pomysł z zamotaniem się bohatera w czasie.

 

Do fascynacji  „Rękopisem…” przyznawał się sam Luis Bunuel. W swoich wspomnieniach pisał o filmie: „Widziałem go trzy razy – rzecz u mnie wyjątkowa”. To zresztą właśnie „Rękopis…” zainspirował go do zastosowania takich a nie innych rozwiązań  konstrukcyjnych w „Piękności dnia”. A wielki reżyser w swoim zauroczeniu polskim filmem nie był odosobniony. Nie bez powodu wszak „Rękopis…” przez długie lata nie schodził z afisza jednego z paryskich kin. Cieszy się też statusem dzieła kultowego w  USA, zwłaszcza w kręgach uniwersyteckich. Dla Stanów odkrył go Jerry Garcia, gitarzysta grupy Grateful Dead, który zobaczył „Rękopis” na jakimś festiwalu i zakochał się w nim do tego stopnia, że gotów był sfinansować wprowadzenie na amerykański rynek pełnej wersji dzieła (poza Polską 176-minutowy film był pokazywany w wersji okrojonej do 2 godzin). Muzykowi nie udało się dokończyć swojego projektu – zmarł w 1995 – ale zdążył on  swoim entuzjazmem dla obrazu Hasa zarazić Martina Scorsesego, który ściągnął  kopię „Rękopisu…”  z łódzkiej Filmówki, odnowił ją i przekazał do dystrybucji. W 2002 roku w ramach serii „Martin Scorsese i Francis Ford Coppola prezentują” „Rękopis…”  ukazał się w USA na DVD. I Scorsesemu za to chwała.

 

„Rękopis znaleziony w Saragossie” z pewnością wyprzedził swoją epokę. Zwłaszcza jeśli chodzi o (za przeproszeniem) ontologiczną wizję świata. Ale zaprezentowana w nim wizja plastyczna, wsparta znakomitą muzyką Krzysztofa Pendereckiego, świetnymi zdjęciami Mieczysława Jahody oraz scenografią i kostiumami Lidii i Jerzego Skarżyńskich, też  wciąż uwodzi swoim fantasmagoryjnym pięknem i sugestywnym klimatem (Bunuel, w końcu Hiszpan z urodzenia, przez długi czas myślał, że film był kręcony w Hiszpanii, choć w rzeczywistości w całości zrealizowano go w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej oraz w wytwórni we Wrocławiu). Jedno jest pewne – Has w swoim dziele w równym stopniu spełnił się jako wielki mag i jako genialny narrator. To drugie wcielenie reżysera budzi zresztą obecnie chyba nawet większe uznanie niż to pierwsze. Żyjemy w końcu w czasach, kiedy dominuje przekonanie, że wszystkie historie zostały już opowiedziane, teraz więc nieważne jest, co się opowiada, ale jak to się robi. W tej sytuacji wciąż żywy zachwyt nad tak wspaniałą wariacją fabularną, jaką  jest „Rękopis…”, wcale nie dziwi. Zwłaszcza że dzisiaj wyraźniej niż kiedyś widać, iż prawdziwym bohaterem tej zabawy kinem jest nie tyle van Worden, ile duch opowieści.  To pewnie dlatego, gdy kolejny raz puszczam sobie „Rękopis…” na DVD, mam zawsze wrażenie, że oglądam zupełnie nowy film.

  

A lubię oglądać „Rękopis” również dla aktorów. Dla Zbigniewa Cybulskiego (początkowo van Wordena  miał zagrać Zbigniew Wójcik, ale aktor tuż przed zdjęciami popełnił samobójstwo), dla Bogumiła Kobieli i Leona Niemczyka, dla Gustawa Holoubka i Zdzisława Maklakiewicza. Wszyscy oni stworzyli tu kreacje, które należą do najlepszych w ich dorobku (np. Kobiela jako senor Toledo dopytujący się głosu zza okna, czy na tamtym świecie istnieje czyściec, zawsze rzuca mnie na kolana, tak z podziwu, jak i ze śmiechu). To także za ich sprawą „Rękopis” w ogóle się nie starzeje, w przeciwieństwie do dwu innych polskich superprodukcji z lat 60. ubiegłego wieku, a więc „Popiołów” Wajdy i „Faraona” Kawalerowicza. Ba, z biegiem lat obraz Hasa nabiera coraz większego blasku. O „Dyskretnym uroku burżuazji” Bunuela Federico Fellini powiedział, że wystarczy jeden taki film, by człowiek zdał sobie sprawę, co to jest kino. Myślę, że dokładnie to samo można powiedzieć oRękopisie znalezionym w Saragossie”. Howgh! (zacząłem lirycznie, kończę egzotycznie, a co…)

Kategorie
kino / dvd

Dodaj komentarz