kino / dvd

Papusza

 

 

Papusza. Reż. Joanna Kos-Krauze, Krzysztof Krauze. Wyk. Jowita Budnik, Zbigniew Waleryś, Antoni Pawlicki, Artur Steranko. Polska 2013. Next Film.

 

 

 

Piękny film. Może nawet za piękny. Jest bowiem w „Papuszy” estetyczna przesada, która budzi irytację. A przynajmniej budzi ją we mnie.

 

 

W założeniu twórców to miała być próba filmowej biografii Bronisławy Wajs zwanej Papuszą, pierwszej cygańskiej poetki, której wiersze przetłumaczono na język polski i wydano (po raz pierwszy w 1956 roku) w naszym kraju. W kolejnych retrospekcjach poznajemy tu więc losy tytułowej bohaterki, która urodziła się w taborze, ale różniła się od reszty cygańskiej gromady. Sama nauczyła się czytać i pisać, co w przyszłości poniekąd miało stać się powodem jej wszystkich  nieszczęść. W tym również  wykluczenia z romskiej wspólnoty. W warstwie fabularnej ta opowieść rekonstruuje zatem koleje konkretnego życia, w których przegląda się też historia określonej społeczności i zmierzch pewnej kultury (nie bez powodu Krauzowie mocno skupili się tu na latach, kiedy Gomułka zakazał cygańskim taborom wędrówek po Polsce). I to wszystko w filmie jest naprawdę bardzo ciekawe. Ten czas Cyganów pokazany w maksymalnych zbliżeniach.

 

Tyle że w „Papuszy” są jeszcze oddalenia. A więc wspaniałe zdjęcia Krzysztofa Ptaka i Wojciecha Staronia. Czarno-białe panoramy majestatycznych krajobrazów – leśnych duktów, polnych dróg, zamglonych łąk i zachmurzonego nieba – podbite monumentalną muzyką Jana Kantego Pawluśkiewicza. Te ujęcia rzucają na kolana, bez dwu zdań, ale zarazem też jakoś odwodzą od tematu i od postaci głównej bohaterki, której historia ginie gdzieś przygnieciona obrazami. I to jest właśnie główny problem „Papuszy”. Impresja dominuje tu nad wywodem, treść zostaje przytłoczona przez formę. Ja wiem, że „poetyckie kadry” to niby ekwiwalent poetyckich strof Papuszy, tyle że ich dętość nijak się ma do skromności pieśni poetki, choćby do prostoty frazy „lesie, ojcze mój”. Gdzieś zachwiana została w tym filmie równowaga. Zupełnie jakby twórcy zrobili go dla własnego popisu a nie dla Papuszy.

 

Gdybym miał więc recenzję z „Papuszy” zamknąć w jednym zdaniu, napisałbym tak: ten film jest niczym piękna modlitwa, która zapomniała o intencji i napawa się sama sobą.

Kategorie
kino / dvd

Dodaj komentarz