kino / dvd

Need for Speed

 

 

Need for Speed. Reż. Scott Waugh. Wyk. Aaron Paul, Dominic Cooper, Imogen Poots. USA 2014 (Monolith Films)

 

Przyznaję się – ostatni raz grałem w „Need for Speed” jakieś pięć lat temu. Nie wiem czemu, ale jakoś straciłem serce do tej serii. Rozumiem fenomen (to najpopularniejsze wyścigi samochodowe na świecie), podziwiam wykonanie (ta seria naprawdę wygląda i rozwinęła się technicznie w imponujący sposób), ale przestałem chyba być jak to się teraz określa „targetem” twórców gry.  Ale film to, co innego! Film będący dwugodzinną orgią pościgów samochodowych miał być miodem na moje udręczone zwoje mózgowe. Niestety miał…

 

 

Opowiem wam anegdotę. Otóż mój kolega jakiś czas temu puścił swojej byłej już kobiecie film pod tytułem „Zawód: Reporter”. Owa niewiasta w pewnym momencie poprosiła go, aby zatrzymał, bo musi wyjść za potrzebą. Mój kolega uśmiechnął się szeroko i odparł: – spokojnie idź do łazienki, potem możesz sobie jeszcze zaparzyć herbaty, a ten wiatrak i tak cały czas będzie się kręcił. Cóż powolne i długie ujęcia były znakiem rozpoznawczym filmów Antonioniego. A jak ma się ta historia do ekranizacji „Need for Speed”? Ano tak, że w zasadzie możecie wyjść z kina w każdym momencie, zrobić kółko dookoła, iść na kawę, skoczyć do domu po coś, czego zapomnieliście, a jak wrócicie na salę kinową i tak wciąż będziecie doskonale wiedzieć, co się wydarzyło i co się stanie.

 

I nie chodzi tu o to, że „Need for Speed” jest filmem schematycznym. Jest, bo takie są wymogi, raz adaptacji gry komputerowej, dwa prostych filmów sensacyjnych. Nie ma w tym niczego złego, pod warunkiem, że reżyser jest w stanie schemat ograć. Tchnąć życie w wyeksploatowane wydawałoby się motywy i dać nam prostą, ale sympatyczną rozrywkę. Najlepszym dowodem na takie ogrywanie schematu były ostatnie części „Szybkich i wściekłych”, gdzie nic nowego się nie pojawiało, ale całość pędziła na złamanie karku, a widz wraz z nią. Tu tak nie ma.

 

Opowieść o Tobey Marshallu, byłym kierowcy, który zrezygnował z wyścigów by zostać mechanikiem ma w sobie tyle emocji co kostka lodu. Oczywiście Tobey do wyścigów powróci, zostanie oszukany, zginie jego przyjaciel. W śmierć tą wrobi go kumpel po kierownicy, a po krótkiej odsiadce Tobey wróci by się zemścić. Niby nic, ale jakby to fajnie ograć… Pech chce, że reżyser tego filmu, Scott Waugh to reżyser nijaki. I taki też jest jego film. Wybuch (ładny), trochę podmian samochodów, koniec. Tyle, że ciągnie się to wszystko dwie godziny, wyścigi i pościgi nakręcone są bez polotu i pomysłu, a postacie tak papierowe, że aż człowiek boi się, że od tych wszystkich iskier na ekranie zaraz spłoną.

 

I taki to film właśnie. Nie jest  to adaptacja gry tak kuriozalna jak „Resident Evil” czy „Doom”. Jest zwyczajnie nudna. A tego po naładowanym akcją filmie się nie spodziewamy (chyba, że oglądamy „Transformers”).

 

 

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz