kino / dvd

Na krawędzi – śmierć ich nie rozłączy [recenzja]

Michaël R. Roskam nie uznaje półśrodków. W Na krawędzi poszukuje granic zarówno uczucia, jakie może zaistnieć między dwojgiem ludzi, jak i dna, na jakie można bardzo łatwo spaść. Bohaterowie są tutaj niczym króliki doświadczalne, które przyczyniają się do analizy skrajnych ludzkich zachowań. Reżyser pozwala postaciom zaznać nieba tylko po to, by za chwilę zrzucić je do piekła. Nie okazuje litości również widzom, bo w trakcie tego slalomu między ekstremalnymi emocjami nie ma miejsca na przerwę.

Dochodzi do zderzenia dwóch światów. Z pierwszego pochodzi Gigi, który całe życie musiał o wszystko walczyć, a z drugiego wywodząca się z bogatej rodziny Bibi. Łączy ich jedno – żyją na krawędzi. Są uzależnieni od adrenaliny i każde z nich posiada swój własny „narkotyk”. Dla kobiety jest to szybka jazda samochodem, a dla mężczyzny napady na banki. Ich perypetiami można by hojnie obdarzyć kilka różnych produkcji. Na początku wydaje się, że będzie to zwykły romans. Po chwili historia miłosna zmienia się w opowieść o gangsterach, żeby przejść w melodramat i w końcu do formuły filmu więziennego.

Roskam ma do dyspozycji wiele emocjonującego materiału. Nie brakuje tu efektownych scen rabunków, wyścigów samochodowych, szybkiej jazdy po ulicy czy ujęć pokazujących więzienną rzeczywistość. To wszystko zepchnięte zostaje jednak na drugi plan. Reżysera bardziej interesuje związek dwojga bohaterów. Widowiskowa ucieczka autem przed radiowozem jest tylko dodatkową atrakcją, bo fabułę napędzają w tym wypadku niecodzienne zaręczyny. Feralny w skutkach napad to przyczynek, aby Gigi wyznał w końcu swojej narzeczonej prawdę. Podobne przykłady można mnożyć bez końca.

Twórca igra ze znanymi motywami. Remiksując je i przetwarzając, sprowadza widza na manowce. Z każdej konwencji po jaką sięga, wybiera co mu się podoba i unika wyświechtanych klisz, wymykając się wszelkiej klasyfikacji. Chociaż pełnymi garściami czerpie z różnych formuł, nie jest to ani współczesna wersja Bonnie i Clyde’a, ani rewers Love Story z przestępstwami w tle. W belgijskiej produkcji wytworzony zostaje osobny język, za pomocą którego dochodzi do przewartościowania dotychczasowych kinowych mitów dotyczących miłości ponad wszelkimi podziałami i przeciwnościami losu.

Fabuła uporządkowana zostaje za sprawą podzielenia opowieści na trzy równorzędne rozdziały. W pierwszym reżyser pokazuje początki miłości bohaterów z perspektywy Gigiego. Widać jak obydwoje spełniają się w tym, co robią i nawzajem dodają sobie siły. W drugim jesteśmy świadkami ich powolnego upadku, który pokazany zostaje z punktu widzenia Bibi. Kiedy partner trafia do więzienia, zaczynają ją spotykać kolejne nieszczęścia. Jakby jego bliskość była źródłem wszelkiego dobra. Na koniec narracja ponownie zostaje przefiltrowana przez postać mężczyzny, tym razem będącego na skraju załamania i muszącego zmierzyć się z własnymi słabościami.

Każdy z rozdziałów odpowiada różnym etapom związku bohaterów. Bardzo łatwo poszczególne części odnieść również do zaświatów. Najpierw trafiamy do nieba, potem czyśćca, a na końcu piekła. Swoją wizję tego ostatniego reżyser przedstawił już w Brudnym szmalu za sprawą łopatologicznego monologu wewnętrznego postaci granej przez Toma Hardy’ego. Tym razem jest mniej dosłowny i rezygnuje z narracji pozakadrowej, na rzecz czytelnych metafor, pozwalając widzom wyciągnąć odpowiednie wnioski.

Kamera Nicolasa Karakatsanisa, który ewidentnie z planu Psów mafii wyniósł naukę, jak realizować sceny akcji, towarzyszy parze w najbardziej intymnych sytuacjach. Kiedy obydwoje są obecni na ekranie, zazwyczaj patrzymy na nich przez zbliżenia. Spoglądamy na rzeczywistość dokładnie tak jak oni, bo ich świat ogranicza się do siebie nawzajem. Osobno, czy w towarzystwie rodziny i znajomych, pokazywani są w dalszych planach. Ciepła bliskość przeciwstawiona zostaje chłodnej samotności.

Na krawędzi pretenduje do miana arcydzieła. W zamyśle wygląda doskonale i w sposób kompletny ma przedstawiać istotę człowieczeństwa, przeciwstawiając sobie świat duchowy ze światem cielesnym. Na tym idealnym obrazie pojawia się jednak wiele rys i film, jaki otrzymujemy, jest najwyżej dobry. Poprzez nagromadzenie różnorakich elementów wiele rozpoczętych wątków nie zostaje dobrze rozwiniętych, a inne na siłę są przyśpieszane i nie niosą ze sobą odpowiedniego bagażu emocjonalnego. Podczas próby zmieszczenia tego wszystkiego w nieco ponad dwugodzinnej produkcji twórcy złapali zadyszkę i zaprzepaścili wiele potencjału.

Na krawędzi (Le Fidele). Reżyseria: Michaël R. Roskam. Obsada: Matthias Schoenaerts, Adèle Exarchopoulos i inni. Belgia 2017
7
Na krawędzi (Le Fidele). Reżyseria: Michaël R. Roskam. Obsada: Matthias Schoenaerts, Adèle Exarchopoulos i inni. Belgia 2017
Kategorie
kino / dvd
Rafał Christ

Filmoznawca z wykształcenia. Od dziecka zakochany w filmach każdego rodzaju – ogląda zarówno produkcje artystyczne jak i kino klasy Z. Między kolejnymi wizytami w kinie lubi odpocząć czytając komiks, albo książkę. Od kilku lat dzieli się swoimi przemyśleniami na temat popkultury z czytelnikami. Można go spotkać w internecie, na papierze i przy barze.

Dodaj komentarz