kino / dvd

Mroczna wieża – tak daleko, jak tylko się dało [recenzja DVD]

Mroczna wieża to opus magnum Stephena Kinga, siedmiotomowa seria (plus jedna część uzupełniająca), dzieło, które pisarz uznaje za swoje najważniejsze dokonanie. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że tworzył cykl na przestrzeni czterdziestu lat, kreśląc kolosalny świat inkrustowany siecią powiązań i nawiązań z ponad dwudziestoma innymi swoimi powieściami. Ba! Nawet umieścił samego siebie na kartach utworu, jako drugoplanową, ale bardzo znaczącą postać. Czy biorąc pod uwagę epicki rozmach, dzieło nie mieszczące się w ramach żadnego gatunku, była szansa na udaną adaptację? Cóż, jeśli spojrzeć na serię komiksów opartych na tym cyklu, która twórczo i pomysłowo rozwinęła oryginalne wątki, można było na to po cichu liczyć. Niestety, film pod tym względem okazuje się być gorszy nawet od niesławnego „Wiedźmina”. Czy to jednak oznacza, że jest filmem bezgranicznie złym? Odłóżmy na bok dzieło Kinga i przyjrzyjmy się samemu obrazowi.

Bohaterem filmu jest Jake, chłopiec, którego dręczą dziwne koszmary o Mężczyźnie w Czerni, Rewolwerowcu Rolandzie i Mrocznej Wieży, która jest ostoją porządku we wszystkich światach. Czarnoksiężnik Walter próbuje ją zniszczyć, by zapanować nad wszystkimi wymiarami. Tylko Jake i Roland są w stanie go powstrzymać, problem w tym, że nikt nie wierzy chłopcu, a jego zachowania są traktowane jako objawy choroby psychicznej. Chłopak podejmuje próbę dostania się do krainy snu i zmierzenia się ze swoim przeznaczeniem.

Kluczem do właściwego odczytu filmu Nikolaja Arcela może być czas jego trwania. W dobie trzygodzinnych adaptacji, rozmaitych trylogii, wielosezonowych seriali, reżyser serwuje nam produkcję, która nie przekracza dziewięćdziesięciu minut. Po oczach bije umowność postaci, schematyzm i skrótowość fabuły oraz liczne uproszczenia dążące do jak najszybszego popchnięcia akcji do przodu. Gdyby nie wysokobudżetowa oprawa wizualna, można by odnieść wrażenie, że trafiliśmy na jakiś zapomniany film klasy C ze złotej ery lat 80-tych, kiedy to produkcje fantastyczne w ogromnej większości służyły relaksacyjnemu odmóżdżeniu, typowej ekspiacji na te magiczne półtorej godziny. Pod tym względem „Mroczna wieża” sprawdza się doskonale. Aktorzy grają akurat tyle, ile muszą, wpisując się w szablon niezaskakującego niczym scenariusza, który przedstawia widzianą już setki razy wcześniej historię. Problem w tym, że nawet te trzydzieści parę lat temu film nie wybiłby się ponad przeciętność, a jedynie stanowił ciekawostkę dla miłośników trzeciorzędnych obrazów przekazywanych sobie w wypożyczalniach VHS. I chociaż wizualnie nie można nic zarzucić tej produkcji, a efekty stoją na wysokim poziomie, szybko okazuje się, że poza nimi niewiele z filmu wynika.

Problemem nie jest nawet to, że reżyser zdecydował się zamknąć kilkutomową sagę w kilkudziesięciu minutach, odzierając ją ze wszelkich wątków pobocznych, całej filozofii, misternie skonstruowanego świata przedstawionego. Nie jest problemem fakt, że Roland, w powieści porównywany do Clinta Eastwooda z okresu filmów Sergia Leone, w filmie jest grany przez czarnoskórego Idrisa Elbę. Akurat jest to aktor na tyle rzetelny, że wyciska z roli co się da (nie szarżując przy tym jak Matthew McConaughey) i jedyne co, przeszkadzało mi w jego roli to… brak kapelusza. Można nawet przymknąć oko na brak wielu pobocznych i drugoplanowych bohaterów. Nie da się jednak wybaczyć twórcom największego błędu.

Mroczna wieża to wielka opowieść o człowieku, który szukał zemsty i gotów był w tym celu poświęcić wszystko (choć to ogromne uproszczenie), a przy tym poznawał siebie i z kolejnymi tomami odkrywał sekrety świata i zaczynał inaczej pojmować wszystkie wydarzenia ze swego życia. Film głównym bohaterem uczynił chłopca, automatycznie wskazując grupę docelową, z opowieści czyniąc nieco brutalniejszą wariację „Niekończącej się opowieści”. Niestety, zawodzi nawet i tutaj. Zostaje prosta, banalna wręcz opowiastka z pogranicza science-fiction i młodzieżowego horroru, która rani fanów Kinga, a nowych widzów obchodzi tyle, co zeszłoroczny śnieg. Obejrzeć można, w końcu jeśli chodzi o adaptacje prozy twórcy „Lśnienia”, to na jedną wybitną przypadało co najmniej sześć naprawdę fatalnych (i cała seria „Dzieci kukurydzy”), a „Mroczna wieża” nie jest aż tak zła, jak mogłaby się wydawać. Ale mając na uwadze materiał źródłowy nie da się tego filmu obronić. Seans tego obrazu można sobie zaplanować między kolejne odsłony wyczynów Jean Claude Van Damme i Stevena Seagala. Jak odskocznię i relaks.

Wśród materiałów dodatkowych znajdziemy interesujące reportaże o pracy kaskaderów, wywiad z Matthew Mc Conaugeyem i sceny z wpadkami aktorskimi.

Mroczna wieża. Reżyseria: Nikolaj Arcel. Występują: Idris Elba, Matthew McConaughey. USA 2017
4
Mroczna wieża. Reżyseria: Nikolaj Arcel. Występują: Idris Elba, Matthew McConaughey. USA 2017
Kategorie
kino / dvd
Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, muzyk, redaktor, publicysta. Autor i współautor ponad dziesięciu zbiorów opowiadań m.in. "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Lek na lęk" (2011), cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (2013), "Pradawne zło" (2014), "Horror klasy B" (2015), "Królestwo gore" (2017) oraz powieści "Miasteczko" (2015), "Zombie.pl" (2016), cykl "Nienasycony" (2017). Muzyk zespołów Acrybia, Damage Case i Wilcy. Pisał i recenzował w sieci i prasie. Szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.

Dodaj komentarz