FOX
kino / dvd

Miasteczko Wayward Pines

„Miasteczko Wayward Pines” promowane jest jako następca „Twin Peaks” i najlepszy serial 2015 roku. Niestety daleko mu zarówno do dzieła Lyncha i Frosta, jak miana najlepszego serialu – w jakiejkolwiek kategorii.

Pewnego dnia agent Ethan Burke został oddelegowany do miasteczka Wayward Pines, aby odnaleźć zaginionych współpracowników. Szybko jednak okazuje się, że senne, wydawałoby się do bólu przeciętne miasteczko, nie jest tym, czym się wydaje. Czas płynie tu zupełnie inaczej, a nasz bohater wpada w ciąg pozornie kompletnie irracjonalnych zdarzeń.

Zapowiada się obiecująco? Nie do końca. Największy problem z „Miasteczkiem…” polega, bowiem paradoksalnie na jego programowym zaskakiwaniu. Nic, co widzimy nie wynika z fabuły w sposób naturalny, wszystko zaś obliczone jest na maksymalne zaskoczenie widzów. Można i tak – rozrywka w końcu to wyrachowana bestia. Ale niestety łatwo na wyrachowaniu się przejechać. Zwłaszcza, kiedy poza nim, nie ma się nic innego do zaoferowania.

A tu właśnie mam do czynienia z takim przypadkiem. Twórcy serii w pilotowym odcinku mnożą przed nami tropy, twisty, zapominając o tym, że… twist działa w chwili, gdy nie spodziewamy się zaskoczenia. Kiedy historia poza twistami nie oferuje nic… te choćby nie wiadomo jak wymyślne byłyby – wrażenia nie zrobią. Bo nie mogą. Siła najlepszych seriali z twistem i zabawą z rzeczywistości polega przecież na tym, iż najpierw scenarzyści powoli wprowadzają nas w świat absolutnie zwyczajny i jego postaci, a potem dopiero walą w łeb. I nie zawsze dosłownie. Czasami wystarczała drobna skaza na rzeczywistości, pęknięcie, spod którego sukcesywnie wyłaniać będzie się inny, obcy świat.

Tak było i w „Miasteczku Twin Peaks” (przecież nikt nie spodziewał się, że proste śledztwo zamieni się w penetrację dziwnych światów i zmaganie z demonicznymi bytami w rodzaju Boba), „Lost” (który zaczynał się jak przygodowy serial o rozbitkach), genialnym, choć zapomnianym dziś brytyjskim „Więźniu” („Wayward Pines” mocno zapożyczyło z niego motyw miasta, z którego nie można wyjechać), „Fringe” i wielu, wielu innych serialach, do którego zaszczytnego grona „Miasteczko Wayward Pines” nie przystąpi. Za dużo w nim matematyki, za mało życia. Jakby tego było mało Shyamalan (ten pan od rewelacyjnego „Szóstego zmysłu” oraz całej masy bardzo złych filmów) nawet nie potrafi nas porządnie wystraszyć.  Wszystko, co mogłoby być tu groźne, złowieszcze i niepokojące pokazane jest w tak dosłowny sposób, że brakuje tylko pojawiających się na ekranie strzałek z dopiskiem: „uwaga mroczna scena”. Nie. Stanowczo „Miasteczku Wayward Pines” dziękuję. Wolę sentymentalną podróż do Twin Peaks.

 

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz