kino / dvd

Message from the King – zemsta, pedofil i kino moralnego rozpadu [recenzja]

Za każdym razem kiedy wydaje mi się, że w określonym gatunku powiedziano już wszystko i nie da się klocków ułożyć inaczej, pojawia się ktoś, kto szybko wyprowadza mnie z błędu. Tym razem padło na belgijskiego reżysera Frabiza Du Welza. 
 
W sumie mogłem się tego spodziewać. Znając jego wcześniejsze filmy (choćby kapitalne „Alleluja”), po pierwszej amerykańskiej produkcji, należało spodziewać się czegoś oryginalnego. Du Welz od początku swojej kariery stawia przecież na karkołomne gatunkowe połączenia i żonglowanie tak emocjami widza, jak konwencją. Tyle, że opis „Message from the King” jakoś nie zwiastował oryginalności. Przeciwnie – sugerował wręcz, że tym razem Belg, za amerykańskie pieniądze postawił na klarowny i prosty film akcji. 
 
Bohaterem jest tu tytułowy King. Młody mężczyzna, który przylatuje z RPA do Los Angeles, by odszukać siostrę. Gdy odkrywa, że została zamordowana, wyrusza na ulice Los Angeles w poszukiwaniu jej oprawców. Brzmi jak banał. Klasyczne kino zemsty, z tą różnicą, że tym razem bohaterem jest Afrykańczyk (w roli Kinga fenomenalny, wyciszony i skupiony Chadwick Boseman). Ale to tylko pozory. „Message…” to nie kolejny „Angol”, „Dorwać Cartera” czy „Życzenie śmierci”. A im dłużej trwa „Message…” tym mocniej przekonujemy się, że kino zemsty, może być czymś innym, niż się wydaje.
 
Na czym zatem polega oryginalność filmu Du Welza? Ano na prostym odwróceniu proporcji. Nie wiemy kim jest King. Nie wiemy kim była jego siostra. Reżyser nic nam o swoim bohaterze nie mówi, każąc nam wraz z nim odkrywać świat Los Angeles, w którym żyła i zmarła siostra. Dzięki temu prostemu zabiegowi, lepiej poznajemy tak naprawdę zbrodniarzy i drobnych bandytów, a nie bohatera. Przez cały film patrzymy na świat jego oczyma i to musi wystarczyć. Do tej pory w filmach sensacyjnych, tajemnicze zdolności do rozwalania złych, szybko były tłumaczone. Reżyser dodawał zazwyczaj krótką scenkę retrospekcji, jakiś dialog, w którym ktoś podziwiał kogoś za służbę, talent itp. Tu tego nie ma. O Kingu nie wiemy nic. Poza tym, że nie chce mieszkać w Stanach i przyleciał tylko na tydzień. Za to wraz z nim odkrywamy Los Angeles, które zupełnie nie przypomina tego, jakie do tej pory pokazywano w filmach. 
 
Emigranci z RPA mieszkają w slumsach, koczują w kanałach burzowych, ćpają tanie dragi i żyją poza społecznym marginesem. To nie jest słoneczne Miasto Aniołów, tylko szary, brudny moloch, który pożera najsłabszych. Nie ma w „Message…” ujęć z pięknymi palmami. Nie ma słońca (dosłownie jedna, jedna scena na cały film, gdy widać kalifornijskie słońce). Nie ma willi i przepychu. Jest toczony chorobą organizm. Jedynymi zaś bogatymi osobnikami, są ci, którzy na biedzie i upodleniu żerują. Producent pedofil. Dentysta socjopata. Klient posuwający prostytuującą się matkę. Gdy King wkracza w ich świat, nie zastanawia się nad regułami nim rządzącymi. Prze przed siebie do celu. Mając gdzieś w tyle głowy świadomość, że jego prywatna vendetta niczego nie zmieni. Dotkniętego złem chłopa uratować się nie da. Zwłaszcza, że dla niego zło, było jedyną formą ucieczki od wegetacji w społecznym śmietniku. 
 
Jakiż to piękny, ponury i frustrujący film. Przywodzi na myśl „Chinatown” Polańskiego. Tak z unoszącym się nad nim fatalizmem, jak i z wiecznie triumfującym złem. Du Welz funduje nam na koniec nie tylko jeden z najlepszych twistów ostatnich lat, ale też i emocjonalną młockę. Gdy w finalne dowiadujemy się kim jest bohater i jaki był prawdziwy cel jego wyjazdu… Nie będę spoilerował, ale ta scena chwyta za gardło i serce równocześnie. Bo nagle film gatunkowy zmienia się w ponury traktat o kłamstwie. O wyparciu i zaprzeczeniu. King mówiąc raptem jedno zdanie, skazuje się na życie w wiecznej ułudzie. Wymazując tym samym pamięć o osobie mu najbliższej. 
 
Nie wiem czy w tym roku obejrzę równie dobry film sensacyjny. Ale w zasadzie już nie muszę. „Message…” to jeden z tych obrazów, które wystarczają za tuziny i zostają w człowieku na lata.
 
Message from the King. Reżyseria: Fabrice Du Welz. Obsada: Chadwick Boseman, Luke Evans, Alfred Molina i inni. Netflix 2017. Ocena: 90%
 
 
Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz