kino / dvd

Małżeńskie porachunki – Taniec ze stereotypami [recenzja]

Na stereotypach też można budować inteligentne i przewrotne historie, co udowadnia – wbrew powszechnemu przekonaniu – Ole Bornedal w swoim najnowszym filmie, Małżeńskich porachunkach.

Reżyser Księgi Diny i Nocnej straży stanął przed trudnym wyzwaniem zbudowania opowieści na uprzedzeniach i powierzchownych wizerunkach ludzi tak, by zamiast obrażać – autentycznie bawiła. I to mu się udało jak mało komu. Po pierwsze dlatego, że ostrze satyry wymierzane jest w każdy europejski stereotyp po równo, po drugie – i najważniejsze – cała ta zabawa służy do zobrazowania pewnych sposobów myślenia, nie zaś prostackiego obśmiania Szwedów, Rosjan, Brytyjczyków czy Polaków.

Film obchodzi się bowiem z bohaterami bardzo fair i wykazuje zrozumienie nawet wobec najwredniejszych i najmniej potrzebnych postaci. To w gruncie rzeczy dosyć czuła historia. Tyle że podlana smoliście czarnymi żartami opowiadanymi z pokerową twarzą.

Dwa małżeństwa bogacące się na budowlanej hochsztaplerce przeżywają kryzys napędzany monotonią małego szwedzkiego miasteczka i marzeniami niemożliwymi do zrealizowania. Po kolejnym ciągu kłótni, niezręczności i nieporozumień pijani panowie dochodzą do wniosku, że rozwód jest jedynym rozwiązaniem na przełamanie impasu. Kiedy zaś okazuje się, ile to będzie ich kosztować, stwierdzają, że wynajęcie zabójcy redukującego kwestię kosztów rozstania do minimum…

Fabuła jest prosta jak budowa baseballowej pały (bo już nawet nie cepa), ale ograna w zakręcony sposób podbity pełną paletą ludzkich emocji i drobnych niuansów wyciągniętych z szarego życia. Wszystko zaś nabiera rumieńców, gdy na scenę wkracza rosyjski płatny zabójca. Dorociński zwyczajnie kradnie show, z ogromny wdziękiem, przy akompaniamencie opróżnianej butelczyny. Pewnie, jego Igor jest postacią nieskomplikowaną, zbudowaną na stereotypie romantycznego, acz kompletnie amoralnego Rosjanina, ale w tym tkwi jego siła, jego wyrazistość. Druga połowa filmu praktycznie należy do niego. Generuje kilka błyskotliwych, wisielczych żartów i promieniuje brutalnym, pijackim, romantycznym urokiem.

Popis polskiego aktora to oczywiście nie jedyny atut filmu. Reszta obsady też radzi sobie świetnie, zdjęcia budują klimat prowincji, muzyka podbija nastrój, a historia znajduje zgrabne, choć przewidywalne zwieńczenie. Małżeńskie porachunki to 90 minut przedniej rozrywki warte każdej złotówki wydanej na seans.

Małżeńskie porachunki. Reż. Ole Bornedal, wyk. Nicolas Bro, Ulrich Thomsen, Mia Lyhne, Lene Maria Christensen, Marcin Dorocińśki, M2 Films 2017. Ocena: 80%

Kategorie
kino / dvd
Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który potrafi płynnie przejść od słodkiego lenistwa do nadaktywności - i z powrotem. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, rozmaitych hobby, a czasem nawet w otchłań studiów. Publikował, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych - GRY-Online, Kawernie, Szortalu, Onecie. Od 2014 regularnie pisuje do Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz