kino / dvd

Maksymalne przyspieszenie – totalny chaos i brak logiki [recenzja]

Po pierwszych scenariuszach, próbach aktorskich i przyglądaniu się produkcji filmów, King musiał wreszcie spróbować zostać reżyserem. Zresztą w chwili, gdy zdecydował się na ten krok (z maleńką pomocą producenta Dino de Laurentiisa, który nie wiedzieć czemu wierzył, że King będzie wirtuozem reżyserii), był już w Stanach literackim bogiem. Jego powieści biły rekordy popularności, filmy oparte na nich także, no i wystąpił też w reklamie kart kredytowych, stając się tym samym „najstraszniejszą twarzą American Express”. Próżność lubi być zaspokajana. Pijana próżność wręcz się tego domaga. A więc King zdecydował się udowodnić światu, że poza byciem wielkim pisarzem, jest także wielkim reżyserem.

Na swój filmowy debiut wybrał adaptację własnego opowiadania Ciężarówki, opowiadania, które to niebezpiecznie balansowało na pograniczu plagiatu filmowej nowelki A Thing about Machines.  Aby odciąć się od spekulacji i porównań ze Strefą mroku, King zdecydował się pójść na całość. Jego film z założenia nie miał opierać się na budowanym powoli napięciu, nie miał wprowadzać widza w koszmarny świat, w którym maszyny przejęły władzę nad ludźmi. Co to, to nie. Maksymalne przyspieszenie, zgodnie z tytułem, miało być szybkie i ostre jak brzytwa. Filmowa makabra skumulowana w dziewięćdziesięciu minutach projekcji. Może i ten eksperyment mógł się udać, gdyby King posiadał jakikolwiek zmysł filmowy. Tego niestety mu zabrakło i tak powstał jeden z najbardziej kuriozalnych filmów grozy lat osiemdziesiątych (jeśli nie w ogóle). Jak sam King przyznał podczas wywiadów promujących serial Pod kopułą – jego zdaniem była to najgorsza adaptacja jego prozy, jaka powstała.

Akcja Maksymalnego przyspieszenia toczy się 19 czerwca 1987 roku, w sennej mieścinie Wilmington. Tego dnia nad planetą Ziemia przelatuje kometa Rhea-M, która, jak się okazuje, bardzo dziwnie oddziałuje na wszelkie maszyny. Pod wpływem promieniowania z jej ogona ciężarówki, elektryczne noże, karabiny maszynowe itd. zaczynają pałać nienawiścią do swoich twórców. Na własnej skórze przekona się o tym garstka nieszczęśników, która utknie na stacji benzynowej.

To że jest to film kompletnie nielogiczny (chociaż wszystkie samochody się buntują, jakimś cudem para nowożeńców jest w stanie jechać jednym dość długo) nie jest jego najgorszym grzechem. Tym był totalny chaos. King nie potrafi prowadzić postaci. Każdy z bohaterów to dziwaczna samotna wyspa, na dodatek przerysowana i niezamierzenie karykaturalna. Akcja rwie się i plącze. Bohaterowie przemieszczają się z jednego miejsca w drugie kompletnie bez celu i sensu. No i jeszcze te kompletnie surrealistyczne, pełne okrucieństwa sceny, które miały przerażać, a w rzeczywistości bawią. Kobieta walcząca z elektrycznym nożem, zły karabin, niemal dysząca ciężarówka… Przykłady można ciągnąc bez końca. Scena erotyczna? Oczywiście jest. Po co? Tego już nie wie nikt.

Za jakość filmu w dużej mierze odpowiedzialny był stan emocjonalny, w jakim King go kręcił. Tkwił wtedy po uszy w kokainowym i alkoholowym nałogu, na plan przychodził na zmianę pijany lub skacowany. Ekipa, wykorzystując niedyspozycję reżysera, także nie wylewała za kołnierz. Zresztą po części za przyzwoleniem Kinga. Otóż jest w tym filmie scena, w której eksploduje ciężarówka z piwem. King uznał, że puste puszki będą lepiej latały i cała ekipa musiała w ramach obowiązków opróżnić puszki metodą doustną. 

W takich warunkach nie mógł powstać film wybitny. Za to o wypadki nie było trudno. Nóż elektryczny naprawdę poranił aktorkę, a operator stracił podczas kręcenia Maksymalnego przyspieszenia oko. Jest zabawa – jest i cena za nią.

Kiedy film trafił do kin, został wyśmiany przez krytyków, a sam King dostał nominację do Złotej Maliny dla najgorszego reżysera. Po przygodzie z Maksymalnym przyspieszeniem przyznał jednak uczciwie, iż na kręceniu filmów się nie zna i drugi raz nie podjął się już reżyserii.

Ale żeby nie było, że piszę tylko o rzeczach koszmarnych i złych. Otóż plan Maksymalnego przyspieszenia, czyli stacja benzynowa, był ponoć tak perfekcyjny, iż co jakiś czas zajeżdżali do filmowców prawdziwi kierowcy, którzy chcieli napoić swoje zwyczajne samochody. Jak widać, magia nawet koszmarnego filmu potrafi oddziaływać na rzeczywistość.

Maksymalne przyspieszenie (Maximum overdrive). Reżyseria: Stephen King. Obsada: Emilio Estevez, Pat Hingle, Laura Harrington i inni. USA 1986. Ocena: film wymykający się ocenom.

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz

REKLAMA
Instagram
  • Grudzień to miesiąc sprawiania sobie i innym małych przyjemności. "Armstrong"  jest właśnie jedną z nich. Cudna książeczka dla małych i dużych.

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagrampl #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #dladzieci #kosmos #wydawnictwoWilga
  • Niech Was nie zawiedzie ta słodycz. To prawdziwy, soczysty thriller. Tak, chodzi o książkę. 😊

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #bookstagrampl #zaczytanegiry
  • Jak tam u Was? Mikołaj już był? 😉🎅✨ #dredd #judgedredd #actionfigure #threea #2000AD #toys #prezenty #mikołajki #popkultura #komiksy #dystryktzero