kino / dvd

Leatherface – zmarnowany potencjał piły mechanicznej [recenzja]

„Teksańska masakra piłą mechaniczną” to ikona. Film legenda. Jak to niestety z legendami bywa – żadna z kontynuacji nigdy nie dorosła jej do pięt. „Leatherface” – czyli ósmy film z serii, tylko tę tezę potwierdza. Choć nie znaczy, że jest fatalny. Twórcy „Leatherface” naprawdę próbowali tchnąć nowe życie w serię.

 „Leatherface” to bezpośredni prequel „Teksańskiej…”, czyli film który opowiada o początkach zbrodniczej rodziny kanibali z amerykańskiej prowincji. No i zgodnie z tytułem – koncentruje się on na postaci zabójcy w masce z ludzkiej skóry, czyli tytułowego „Leatherface’a”.

Poznajemy go jako małego chłopca, który sprawia wrażenie przyjaznego i ciepłego dziecka. Jedidiah Sawyer, bo o nim mowa, nie do końca odnajduje się w rytuałach swojej rodziny, które polegają głownie na zabijaniu przypadkowych ludzi i przyprawianiu ludziny. Gdy pewna młoda dziewczyna będzie próbowała mu pomóc rozpęta się piekło. Rodzina Jeda zamorduje dziewczynę, a jej ojciec, szeryf, w rewanżu odbierze matce Jeda prawa rodzicielskie. Tym sposobem mały chłopiec trafia do szpitala psychiatrycznego, w którym pod fikcyjnym nazwiskiem spędzi ponad dziesięć lat. Podczas buntu Jedowi, wraz z grupą innych pacjentów, udaje się uciec. Uciekając przed ścigającymi ich policjantami z każdym pokonanym kilometrem będą zbliżać się do rodzinnego domu Jeda. Domu w którym czeka horror.

Zrealizowany przez duet Julien Maury, Alexandre Bustillo, „Leatherface” to film dziwny. Zaczyna się niczym krwista psychodrama, by po chwili zamienić się w obyczajowy dramat, który szybko mutuje w niezwykle okrutny film drogi. Doprawione wszystko to jest z jednej strony niebywałym okrucieństwem i dosłownością, z drugiej archaicznym sznytem rodem z „Bękartów diabła” Roba Zombie. Taki współczesny film, który udaje kino z lat 70.

I choć brzmi to dziwnie – to trzeba przyznać, że ogląda się to dobrze. Niestety do czasu. Gdzieś po godzinie „Leatherface”, który na początku tylko balansował na pograniczu psychologicznego kiczu, w pewnym momencie wpada po szyję w tanie psychologizowanie i dorabianie ideologii do morderstw. Gdy twórcy „Leatherface” dochodzą do momentu przemiany bohatera w mordercę, wiemy już, że tego filmu nie da się uratować. Nagromadzenie banałów na minutę projekcji jest tak przytłaczające, że widz zapomina o tym, że film momentami naprawdę próbował ożywić do cna wyeksploatowaną franczyzę.

Szkoda, bo scena w przydrożnym barze była kapitalna. I sam pomysł na ucieczkę grupy wariatów – nie był tak banalnie rozegrany jak zazwyczaj. Zabrakło jednak pomysłu na całość. Przez co „Leatherface” w finale ani nie wnosi niczego nowego do serii, ani do horroru w ogóle.

Leatherface. Reżyseria: Alexandre Bustillo, Julien Maury. Obsada: Sam Strike, Lili Taylor, Stephen Dorff i inni. USA 2017. Ocena: 50%

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz