kino / dvd

Kryptonim HHhH – obrazek z życia nazisty [recenzja]

Rok temu, w „Operacji Anthropoid” z Marcinem Dorocińskim mogliśmy oglądać udaną filmową wizualizację zamachu na jedną z najważniejszych osobistości w nazistowskiej III Rzeszy, Reinharda Heydricha. Teraz możliwość się powtarza – dla odmiany, w kinie.

Himmlers Hirn heißt Heydrich, czyli: „Mózg Himmlera nazywa się Heydrich” – tak na „Człowieka o żelaznym sercu” zwykło się mawiać w nazistowskich Niemczech i dokładnie taki tytuł nosi książka Laurenta Bineta, będąca podstawą dla drugiej w ostatnich latach filmowej adaptacji słynnego zamachu w sercu czeskiej Pragi. W przeciwieństwie jednak do zeszłorocznej „Operacji Anthropoid„, biorący sie za bary z kawałem historii niezwykle tragicznych losów członków ruchu oporu film Cédrica Jimeneza nie skupia się jedynie na kulisach samego zamachu, a przedstawia sytuację z dwóch stron.

Tak też właśnie wygląda scenariuszowa budowa „Kryptonimu HHhH” – przez pierwszą część filmu obserwujemy jak młody, ambitny oficer armii niemieckiej wpierw przez splot wydarzeń sięga samego dna w jej hierarchii, by następnie ulec stopniowej fascynacji ideologią nazistowską i wreszcie, jako protegowany Henricha Himmlera, zapisać się na kartach historii jako jeden z największych zbrodniarzy okresu drugiej wojny światowej. Po tej, bez mała stanowiącej połowę filmu genezie bestii, akcja skręca bardziej w kierunku dwóch odważnych członków ruchu oporu, Jana Kubiša i Jozefa Gabčíka, którzy sposobią się do wydarzenia, które odbije się szerokim echem w pochłoniętym wojną świecie.

Wielką zaletą filmu Seana Ellisa z 2016 roku było jego nieśpieszne tempo i bardzo umiejętne budowanie napięcia. Skupienie na jednym wycinku z całej historii powodowało, że wraz z przygotowującymi się do misji czechosłowackimi agentami czuliśmy beznadziejność ich położenia i narastającą świadomość, że uczestnictwo w akcji to bilet w jedną stronę – tak dla nich, jak ich bliskich. „Kryptonim HHhH” w to miejsce usiłuje upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, malując nam obraz zarówno antagonisty jak i tych walczących w słusznej sprawie – jednak paradoksalnie, efekt jest przynajmniej dwukrotnie mniej przekonujący.

Zarówno historia człowieka który z upływem czasu stacza się na granice poczytalności, jak i obrazy bestialskich mordów dokonywanych na cywilach z polecenia Heydricha są przytłaczające i powodują odruch bezsilnego zaciskania pięści – tyle, że tak dosłowny obrazek siłą rzeczy odbywa się kosztem mniejszej ilości ekranowego czasu, jaki można było poświęcić na właściwe wybrzmienie drugiej części filmu. W efekcie, jako widzowie zyskujemy relatywnie niewiele – bo czy naprawdę potrzebowaliśmy uświadomienia, jaka była skala przewin Heydricha? – tracąc na tak doskonale oddanej w „Operacji Anthropoid” nieuchronności pyrrusowego zwycięstwa i finalnych, koszmarnych jego konsekwencjach.

Pod względem technicznym, „Kryptonim HHhH” prezentuje się nieco lepiej niż film z Maricnem Dorocińskim, jednak niemal czterokrotnie większego budżetu, poza większą różnorodnością lokacji nijak nie widać – całość, łącznie z muzyką i zdjęciami stoi po prostu na dobrym poziomie. Żadnych zarzutów nie można mieć za to do obsady. Tu prym wiodą dający z siebie wszystko Jason Clarke i partnerująca mu w roli żony, piękna Rosamund Pike.

„Kryptonim HHhH” nie jest całkowicie złym filmem – co jednak w książce służyło do zbudowania pełniejszego obrazu sytuacji, na taśmie filmowej zadziałało na opak. Co za tym idzie – dyskusyjna pierwsza część obrazu Cédrica Jimeneza i związane z nią cięcia w czasie poświęconym na psychologiczny ciężar historii, stawiają jego film o poziom niżej od „Operacji Anthropoid„.

Kryptonim HHhH (The Man with the Iron Heart). Reżyseria: Cédric Jimenez. Obsada: Jason Clarke,  Rosamund Pike, Jack O'Connell, James Reynor, Mia Wasikowska. Francja/USA/Wielka Brytania/Belgia, 2017 (M2 Films).
5.5
Kryptonim HHhH (The Man with the Iron Heart). Reżyseria: Cédric Jimenez. Obsada: Jason Clarke, Rosamund Pike, Jack O'Connell, James Reynor, Mia Wasikowska. Francja/USA/Wielka Brytania/Belgia, 2017 (M2 Films).
Kategorie
kino / dvd
Maciej Bachorski

Rocznik '87. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę. Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

Dodaj komentarz