kino / dvd

Król Artur: Legenda Miecza – Jak Guy Ritchie legendę interpretował [recenzja DVD]

Guy Ritchie to twórca ze wszech miar niepokorny, który nie obawia się szargać świętości, by osiągnąć zaplanowany cel – niezapomniane, oryginalne widowisko. Czy jednak tym razem nie zagalopował się za bardzo?

Styl brytyjskiego reżysera jest tak charakterystyczny, że w pewnym sensie tworzy własny gatunek, który został zdefiniowany przez „Przekręt” i „Porachunki”. „Rejs w nieznane” pozwolę sobie zmilczeć, tytuł mówi sam za siebie. Ważne jest to, że w filmach Ritchiego zawsze odnajdziemy specyficzny, chuligańsko-uliczny brytyjski sznyt, niebanalną intrygę i charakterystyczny montaż, który wielu próbowało podrobić i nigdy nic dobrego z tego nie wyszło. A sam Ritchie udowadniał, że potrafi ze skostniałej formuły wycisnąć coś naprawdę energetycznego. No bo kto pomyślał, że z Sherlocka Holmesa można zrobić tak brawurowe kino akcji, co znamienne – bliższe oryginałowi literackiemu niż większość wcześniejszych adaptacji filmowych. Szkoda, że w międzyczasie pojawił się serial z Benedictem Cumberbatchem i Martinem Freemanem, bo nie dosyć, że kompletnie popsuł wizerunek najsłynniejszego detektywa wszech czasów, nie dość, że wcisnął niemalże wszędzie dwóch głównych bohaterów, to jeszcze zniwelował szanse na kolejne odsłony z duetem Robert Downey Jr i Judge Law. Oczywiście, sukces kolejnych filmów ze stajni Marvela i etatowa rola Iron Mana również nie są bez znaczenia. Co innego jednak mroczny Londyn sprzed dwustu lat, co innego legenda, która sięga wstecz o szesnaście wieków. Jak sobie z tym poradził Ritchie? Po swojemu – brawurowo, oryginalnie i dla wielu kontrowersyjnie.

Ci, którzy szukają tutaj arturiańskich mitów i źródeł celtyckiej legendy mogą sobie odpuścić zaraz po początku. Gigantyczna bitwa, magowie, gargantuiczne słonie, przy których tolkienowskie olifanty wydają się malutkie. Rozmach i licentia poetica są tak ogromne, że od razu wiadomo, że Ritchie będzie się jedynie bawił toposem, jeszcze bardziej niż w przypadku Holmesa. I tak jest w rzeczywistości, bo twórca „Porachunków” odciska swoje piętno na legendarnym królu, czyniąc go sierotą wychowaną w podrzędnej dzielnicy, w domu publicznym. W klasycznym dla reżysera skrócie poznajemy jego trudne dzieciństwo i szacunek, jaki zdobywa na ulicy. Sprytny, zaradny i twardy doskonale odnajduje się w półświatku. Oczywiście jest też legenda, jest miecz w skale, są profetyczne sny i zły wuj zasiadający na tronie prawowicie należącym do Artura. Nie trudno domyślić się, jak będzie przebiegała fabuła, bo choć Ritchie wywraca cały mit do góry nogami, jego główną oś pozostawia bez zmian. Przy okazji też zostawia sobie furtkę na kontynuację. Czy to źle? Zależy, czego oczekujemy od tej produkcji. Zgadzam się, że część fanów reżysera może być zawiedziona epickim rozmachem, że miłośnicy kina fantasy obruszą się na zrobienie z Artura zakapiora-mięśniaka. Przyznać jednak trzeba otwarcie, że film imponuje rozmachem, to doskonałe widowisko i czysta rozrywka w skondensowanej dawce nie narażającej widza na nadmierne myślenie. Dodatkowym plusem są kreacje aktorskie – Aidan Gillen, Djimon Hounsou zadowolą fanów „Gry o Tron” i „Gladiatora”, niewielkie epizody Erica Bana i Davida Beckhama cieszą oko, ale i tak całe show kradnie Judge Law jako oślizgły i do cna zepsuty Vortigern. Nawet znany z „Synów Anarchii” Charlie Hunnman w tytułowj roli nie jest w stanie odebrać mu światła kamery. I chociaż twórcy bardzo się o to starali dodając na DVD krótki dokument poświęcony właśnie Hunnmanowi, to jednak po seansie w głowie zostaje właśnie Judge Law, kolejny raz udowadniający, jak znakomitym jest aktorem.

„Król Artur: Legenda miecza” to typowe kino Guy’a Ritchiego, tylko odziane w fantastyczno-epickie szaty. Należy o tym pamiętać, by móc w pełni korzystać z efektownej rozrywki. Tym bardziej, że nikt tutaj nie udaje, że film miał być czymś więcej, jak chociażby robił to tragiczny „Król Artur” z 2004 roku, który warto obejrzeć tylko ze względu na Keirę Knightley. Tutaj wszystko jest jak być powinno – z rozmachem, humorem i przymrużeniem oka.

Król Artur: Legenda miecza. Reżyseria: Guy Ritchie. Obsada: Charlie Hunnam, Jude Law, Djimon Hounsou, Eric Bana i inni. USA 2017
7
Król Artur: Legenda miecza. Reżyseria: Guy Ritchie. Obsada: Charlie Hunnam, Jude Law, Djimon Hounsou, Eric Bana i inni. USA 2017
Kategorie
kino / dvd
Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, muzyk, redaktor, publicysta. Autor i współautor ponad dziesięciu zbiorów opowiadań m.in. „Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite” (2009), „Lek na lęk” (2011), cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (2013), „Pradawne zło” (2014), „Horror klasy B” (2015), „Królestwo gore” (2017) oraz powieści „Miasteczko” (2015), „Zombie.pl” (2016), cykl „Nienasycony” (2017). Muzyk zespołów Acrybia, Damage Case i Wilcy. Pisał i recenzował w sieci i prasie. Szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.

Dodaj komentarz